czwartek, 26 grudnia 2013

.: Rozdział 26 - Czas :.

Przepraszam, przepraszam, przepraszam.... Wiem, ze powinnam dodać nn w czwartek, ale cóż powiedzieć....zakochałam się :D
Pomocy! Z nią nie da się wytrzymać! Ciągle gada tylko o nim! Ratujcie!
Nie narzekaj, nie gadam tak dużo o nim....
Tia, uważaj, bo uwierzę.... Dobra, wracamy do nn. Jest trochę krótki, bo uznałyśmy zgodnie, że zakończenie w takim momencie jest dobrym rozwiązaniem.
Tak, ale mamy również pytanie do was.
Mamy pomysł na dalszą historię, ale pytanie, czy kto jeszcze jest zainteresowany.
Takie durne myśli kotłowały mi się w nocy, więc przyszło pytanie, czy jesteście zainteresowani.
Jeśli tak, to piszcie, ale chcemy poznać tego przyczynę.
Czyli napiszcie dlaczego.
Jednak od razu ostrzegamy, że te nowe rozdziały nie będą się pojawiać często. Zaczyna się niedługo drugie półrocze i wiecie, co to oznacza.
Pracę nad stopniami. To tyle, więcej dowiecie się w następnej notce. Pa :*
_______________________________________________________

Minęły już dwa dni, a Bella nadal się nie obudziła. Pocieszeniem jest tylko to, że skrzydła jej się skleiły, a serce wróciło do prawidłowego rytmu. Jednakże nadal śpi. Nikt nie wie dlaczego, nawet Carlisle z Alurą. Pani Lucinda opuściła nas tylko na chwilą, aby oddać dwójkę wampirów, pod „opiekę” aniołów. Została jednak zaproszona na proces który ma się odbyć za godzinę. Jednak nie spieszno jej tam. Razem ze mną i William’em, siedzi cały czas przy Belli. Wszystko było by dobrze, gdybym nie słyszał jej myśli. W kółko obwinia się o to, że nie interesowała się życiem wnuczki. Wysłała ją na drugi koniec świata, a sama została w rodzinnej Hiszpanii.
- Proszę przestać.- wyszeptałem w pewnym momencie, gdy nie mogłem wytrzymać setek myśli kobiety
- Nie rozumiem cię Edwardzie.
- To co się stało, to nie pani wina. – spojrzałem w jej przekrwione oczy w których było widać sam ból- Wie pani, że Bells nie odpuszcza, cokolwiek byśmy postanowili ona i tak by stanęła do walki.
-Wiem, ale patrząc na nią, cały czas czuję, ze to moja wina.- westchnęła smętnie, a następnie spojrzała na zegarek. – Muszę już iść, zaraz się wszystko zaczyna. Wrócę jak najszybciej się da. – kiwnąłem jej głową na zgodę, a ona odeszła na pewną odległość i odtworzyła sobie bramę do nieba. Zanim otworzyła drzwi, ostatni raz spojrzała na wnuczkę i poszła. A my zostaliśmy sami. Will, Bella i ja. Wiem, że wszyscy pragną tu wejść i usiąść obok, ale nie chcą się narzucać. Jestem im za to wdzięczny. Nie wiem, czy podtrawiłbym wytrzymać zatroskany wzrok wszystkich. Dość, że sam cierpię.
Punkt widzenia Belli
Ciemność, tylko to widzę. Żadnych twarzy i głosów. Tylko ciemność. Ostatnie moje wspomnienie to zatroskana twarz Edwarda. To co zdarzyło się wcześniej, było straszne. Świadomie ujawniłam się, a to tylko przez gniew, bo chcieli zabić Edwarda! Ja tego nie mogłam zostawić, nie mogłam stracić kolejnej osoby którą kocham.
            A wracając do rzeczywistości, strasznie bolą mnie skrzydła. Nie wiem tylko dlaczego, ale wiem, że są wysunięte, tylko dlaczego? Skupiłam się aby je wsunąć, ale to nic nie dało. Co jest? Postarałam się mocniej i udało się, ale strasznie bolał mnie sam początek. Ciekawe dlaczego…
- Bella? – usłyszałam cichy szept przy swoim uchu. – Kochanie, słyszysz mnie? – kolejne wołanie, tylko w tym było więcej nadziei. Otworzyłam delikatnie oczy i moje ostatni wspomnienie ukazało mi się powtórnie.
- Edward…- uśmiechnęłam się delikatnie, próbując podnieść się
- Nie, nie przemęczaj się. Powinnaś odpocząć. – powiedział całując mnie w czoło.
- Ale ja nie chcę. Gdzie wszyscy i co z tymi wampirami? – uśmiechnął się tylko i pomógł mi usiąść tak, abym miała lepszy widok.
- Twoja babcia ich zabrała, właśnie odbywa się proces. – jak dobrze, mniej roboty …. Zaraz, że kto?!
- Babcia? Co ona tu robi?
- Musieliśmy ją zawiadomić, bo tamta dwójka działała nam mocno na nerwy, a w ogóle Alura uznała, ze tak będzie lepiej. Dlaczego wydajesz się, jakby to był zły pomysł?
- Zaraz dostanę kazanie za to, ze nie powinnam ukrywać przed nią tak ważnego faktu! A co gorsza, będzie chciała wiedzieć, co ja tu jeszcze robię….
- Spokojnie – uspokoił mnie, łapiąc za głowę i spojrzał mi prosto w oczy.- Ona o nas wie. Powiedziałem jej o tym i nie przeszkadza jej to. Gorzej. Obwinia się o to, że to przez nią prawie straciłaś życie.
- Czekaj, co? – zgubiłam się
- Gdy odepchnęłaś mnie od tych wampirów, wyrosły ci znowu skrzydła. Niestety, oni tylko na to czekali. Jakoś obezwładnili cię i zaczęli odrywać skrzydła. Na szczęście Alura zdążyła i obezwładniła ich na czas. Jednak udało im się oderwać trochę twoich skrzydeł. Ali wpadła na pomysł jak je „skleić”. Jednakże, nie odbyło się bez wezwania twojej babci. – w kilku zdaniach, Edward streścił to, co powinnam pamiętać.
- Dziękuję. – wyszeptałam i przysunęłam się bliżej do ukochanego, aby złączyć nasze usta w gorącym pocałunku. Oddałam w nim wszystko, co do niego czułam, a za razem poczułam miłość jego do mnie. – Dziękuję za wszystko….
Kilka tygodni później…
Czas mijał, a ja od nowa musiałam nauczyć się latać. Tak, przez te dwa wampiry, które zostały skazane na potępienie, muszę od nowa zacząć naukę latania. Jednak nie jestem sama. Są przy mnie przyjaciele, babcia, która przeprowadziła się tutaj i Edward. Alura, Marco i Lucyfer musieli od razu jechać do Mirabilli. Ślub Lani i Erica był wspaniały, tak przynajmniej opisuje mi Ali, która z wielkimi emocjami opowiadała o tym jak to Marco oświadczył się jej. Oczywiście przyjęła zaręczyny z czego obydwoje są zadowoleni. Sama nie mogłam być na weselu z powodu skrzydeł. Udaje mi się je schować, ale od nowa uczę się je chować na dłuższy czas. Jednak przekazałam gratulacje nowożeńcom i wysłałam drobny upominek od nas wszystkich.
            A wracając do ćwiczeń. Uczę się wszystkiego. Unoszenia się, latania, lądowania, chowania i wysuwania skrzydeł. Idzie mi coraz lepiej, bo robię to po raz drugi, ale ciągle bolą mnie skrzydła, gdy je wysuwam. Mam tylko nadzieję, że to minie…
            Ja i Edward…Cóż, nasza miłość rośnie z dnia na dzień, a to o się wydarzyło tylko spotęgowało to uczucie. Nie odstępujemy siebie na krok, jesteśmy jak papużki nierozłączki, jak to słusznie nazwał Emmett. Ale cóż począć, gdy jest się zakochanym?

Z okazji mijających świąt Bożego Narodzenia życzymy wam :
Świąt białych, pachnących choinką,
skrzypiących śniegiem pod butami,
spędzonych w ciepłej, rodzinnej atmosferze,
pełnych niespodziewanych prezentów.
Świąt dających radość i odpoczynek
oraz nadzieję, że nadchodzący rok
będzie lepszy niż ten, który właśnie mija.

Życzyły: 
Angela :* i Kisielek :D