niedziela, 25 sierpnia 2013

.: Rozdział 20 - Wyrok :.

Ludzie ja jeszcze żyję!
mówi to dziewczyna po 11 godzinach rwania aronii.
nom, ale jestem z sb dumna ;D
No dobra pochwal się na skalę światową ile zerwałaś
werble proszę...
Nie! Pisz ile!
łącznie, w 5 dni, zerwałam 363 kilo!
ty na serio? Jak nic mama dokładała
nie, a teraz zostawmy tą sprawę na później
i tak cię wypytam o szczegóły...
 ok, ale teraz zapraszamy na nn ;D
Wiemy, ze długo na to czekaliście, więc o to on 
Rozdział 20
 PS: Rozdział dedykujemy wszystkim czytającym ale w szczególności Mai. 
Kiedy złapałaś tą anginę? Ale ty wiesz kiedy chorować,
tydzień przed rozpoczęciem....
ćśśś ani mi się waż powiedzieć słowo na "sz"!
mamy wakacje, więc się cieszmy!
Przy tej piosence, stworzyłyśmy ten rozdział

 Remady & Manu-L - Holidays
________________
Punk widzenia Edwarda
            Kocha mnie, ona naprawdę mnie kocha…. Teraz będzie lepiej, jeśli tylko będzie przy mnie. Nie opuszczę jej nigdy, chyba, że sama będzie tego chciała. …Ale na razie nie chcę o tym myśleć, Bella jest obok mnie i się do mnie przytula. To jest dla mnie druga szansa, którą postaram się wykorzystać. Tym bardziej, że zakończyła zadanie. Jest wolna.
- To jeszcze nie koniec..- szepnęła przerażona, a ja spojrzałem na nią. Patrzyła przerażona w „coś” za mną. Odwróciłem się delikatnie i zauważyłem białe światło, które z każdą chwilą powiększa się i pochłania nas. – Trzymaj się mnie mocno. – posłuchałem się i przytuliłem Bellę tak mocno, ale tak, aby jej nie zmiażdżyć, jak tylko mogłem. Zamknąłem oczy i modliłem się, abyśmy tylko wyszli z tego cało.
            Nagle poczułem mocne szarpnięcie, coś chciało mi wyrwać Bells z ramion. Nie mogłem do tego dopuścić, trzymałem ją z całych sił, jednak nic to nie dało. Tajemnicza siła wydarła mi ją z ramion. Otworzyłem oczy, nie ma przy mnie anielicy. Nie wiem w ogóle gdzie jestem. Siedzę na białym krześle, a przede mną są tylko białe drzwi. Wstałem, aby je otworzyć, ani ruszyły, a użyłem całej swojej siły! Opadłem zrezygnowany na krzesło. Straciłem Bells, zaraz po tym jak wyznaliśmy sobie miłość, nie wiem gdzie jestem, ani kto nam to zrobił. Zostało mi tylko siedzieć i czekać.
Jakiś czas później
            Nie wiem ile siedziałem, ale nagle drzwi się otworzyły, a w nich stanął wysoki mężczyzna. Był wyższy ode mnie i miał ciemne włosy. Gdyby nie białe skrzydła, mógłbym uznać go za wampira.
- Zapraszam. – wstałem i wszedłem przez tajemnicze drzwi. Pomieszczenie, w którym się znalazłem jest … inne. Po środku znajdują się trzy fotele, a na nich trójka mężczyzn, a wśród nich ten, który mi otworzył. Przed nimi dostrzegłem Bells i nie patrząc na nic, podbiegłem do niej i zamknąłem ją w uścisku.
- Spokojnie, nic mi nie jest. – powiedziała spokojnym głosem i dotknęła mojego policzka.
- Gdzie jesteśmy? – zapytałem patrząc jej prosto w oczy.
- Na sądzie ostatecznym – przeraziłem się nie na żarty. Dwójka z nich nie miała miłego wyrazu twarzy, tylko ten, który mnie wpuścił, patrzył się na moją ukochaną ze zmartwioną miną. Nie wiem, co tu się dzieje, ale z każdą chwilą boję się coraz bardziej. W pewnym momencie odezwał się jeden z aniołów. Wysoki blondyn, którego twarz ukazywała złość.
- W dniu dzisiejszym zostało popełnione podwójne naruszenie prawa. Anielica Isabella Maria Chiquita Lucinda Rebeca Swan wyznała swojemu podopiecznemu Edwardowi Anthony’emu (Masen’owi) Cullen’owi, kim dla niej jest, a także go pokochała i wyznała mu tą miłość, czym naraziła swoje zadanie. Jako jeden z Archaniołów, jestem za tym, aby odebrano im pamięć, a dodatkowo, naszej uczennicy szydła. – co? Oni nie mogą tego zrobić. Już chciałem się wyrywać i powiedzieć im, że nie mogą nam tego zrobić, ale Bells złapała mnie i spojrzała na mnie wzrokiem mówiącym „ zaczekaj, to jeszcze nie koniec”. Odpuściłem i dobrze. Wstał ten, który mnie wpuścił.
- Zgadzam się z moim bratem Michałem, że przestępstwo, którego dokonała Isabella, nie może zostać pozostawione bez kary. Jednakże, zauważmy, że ona dokonała tego, czego nie mogli inni. Spełniła wszystkie wymagania. Prawdą jest, że musiała wyznać mu miłość i to, kim dla niego jest, żeby zakończyć ostatnie, ale udało się jej. Jako jeden z Archaniołów, jestem za tym, aby pozwolono im odejść w spokoju, ale mieć na nich oko – już lubię tego gościa ( nie mogłam się powstrzymać; p – Aniołek B.) Jednak to nie koniec. Został jeszcze anioł. Siedzi pomiędzy Michałem, a tym drugim.
- Znowu stawiacie mnie przed trudnym wyborem. – spojrzał z wyrzutem na nich, a potem na nas. Patrzył na nas przytulonych do siebie uważnie.– Nie widzicie, że tych dwoje jest zakochanych? Amor pewnie zgodzi się ze mną, a wiadomo, miłości nie wolno niszczyć. Jednak złamano prawo. Anielica ujawniła się i wyznała miłość….Ale kiedy? – zapytał ich – W najlepszym momencie bracia! Edwardzie, podejdź tu. – spojrzałem niepewnie na Bells, ale ona tylko kiwnęła głową i lekko mnie popchnęła w stronę aniołów.- Powiedz mi mój drogi wampirze, co uświadomiła ci ta anielica? Co ona takiego zrobiła, że zacząłeś patrzeć inaczej na świat? – wszyscy patrzyli na mnie oczekując mojej odpowiedzi, ale ja nie wiedziałem, o co chodzi! Nie rozmawialiśmy o niczym szczególnym tylko o …. No jasne.
- Dzięki Belli, znów zacząłem wierzyć, że nie jestem potworem. Dotąd wierzyłem, że śmierć tych ludzi odcisnęła na mnie znamię potwora, zabijającego by przeżyć. Jednak ona uświadomiła mi, że to już przeszłość, liczy się teraźniejszość.- uśmiechnąłem się do Bells, a ona odwzajemniła mój uśmiech.
- Właśnie, przestał uważać się za potwora! Czy to nie było jednym z jej zadań? – jego bracia kiwnęli głowami, przyznając mu rację – Dalej, to jeszcze nie koniec, kiedy ci jeszcze coś uświadomiła.
- Pewnego razu, przyniosła księgę, która pokazywała dusze. Widząc, jak po kolei idące nazwiska, ukazują obecność ich dusz, wierzyłem, że mojej tam nie ma. Jednak myliłem się. Była ta i nadal tam jest, ponieważ mimo mojej natury nie krzywdzę ludzi, niestety zabijam zwierzęta, ale muszę jakoś żyć.
- Kolejny dowód! Przyjął do wiadomości, że ma duszę, a to ciężko dokonać. Szczególnie u wampira. Mów dalej, jeszcze jedna rzecz.- jeszcze jedna, ale co takiego? O miłość nie może chodzić, bo byłoby to już dawno, więc, o co? – Edwardzie, powiedz mi, jak się czułeś, gdy Isabella, wyznała ci, że darzy cię takim samym uczuciem, co ty ją?
- Miłość, radość i … szczęście, że mnie kocha. – uśmiechnąłem się, a anioł odwzajemnił mój uśmiech.
- Szczęście… Tak trudno je zdobyć, jednak, gdy ktoś darzy nas miłością, wypełnia nas szczęście. Edward nie zaznał miłości, jednak przeznaczenie chciało, że ta dwója się spotkała, a ich miłość zakwitła. Nie mam serca ich rozdzielić. Dlatego, jako jeden z Archaniołów, postanawiam pozostawić tę dwójkę w spokoju. – pozostali bracia patrzyli na niego z nie dowierzaniem. – Przykro mi bracia musimy się naradzić. – gdy to powiedział, zniknęli, a my zostaliśmy sami. Szybko pobiegłem do mojej ukochanej i przytuliłem ją.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że pamiętałeś o wszystkim.- powiedziała patrząc mi w oczy.
- Trudno nie zapomnieć, jeśli to zmieniło moje życie – uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w czoło. – Co teraz się z nami stanie?
- To już zależy od nich, ale wiedz jedno, jeśli usuną nam wspomnienia, zawszę będę cię kochać, a jeśli spotkam cię za trzysta lat, to moja miłość do ciebie będzie taka sama, a nawet mocniejsza. – powiedziała pewnym głosem, jednak jej twarz wyrażała bój, tak wielki, ze zaczęła płakać. Nie mogłem patrzeć na jej łzy, scałowałem wszystkie, a potem spojrzałem jej prosto w oczy
- Kocham cię i nic tego nie zmieni. – uśmiechnęła się i wtuliła we mnie. – Kocham cię Bells, najmocniej na świecie. – szepnąłem w jej we włosy. Jednak nasza chwila nie mogła trwać wiecznie, na swoich miejscach pojawili się Archaniołowie, nie umiałem odczytać ani ich myśli, ani min.
- Zdecydowaliśmy. Ja Archanioł Gabriel, razem z moimi braćmi, Michałem i Rafaelem, zdecydowaliśmy, że nie możemy was ukarać za miłość. Jednakże, Isabella zdradziła, że Edward jest jej podopiecznym a to wymaga kary. Dlatego od dzisiaj, anielica Isabella Maria Chiquita Lucinda Rebeca Swan ma się opiekować rodziną Cullen’ów- wampirów, póki śmierć nie pochłonie albo ją, albą całą tą rodzinę. – gdy to powiedział nie mogłem uwierzyć. Bella zostaje, a w dodatku zostaje ze mną, z moją rodziną, na zawsze. Uśmiechnęliśmy się, a ja przypływie radości złapałem Bells w ramiona i okręciłem kilka razy. Gdy ją postawiłem na ziemi, nadal miała uśmiech na twarzy. – A teraz idźcie, ktoś na wasz czeka…- gdy to powiedział po raz kolejny jakieś światło pochłonęło nas i „ wyrzuciło” w tej samej altance, w której wyznałem miłość Belli. Spojrzałem na nią, nie wierząc, że ona tu jest. Dotknąłem jej policzka, pewny, że zaraz zniknie, ale tak się nie stało. Ona złapała moją dłoń i przytuliła policzek do niej.
- Nie zniknę Edwardzie.  Zostaję z wami na wieki.

środa, 14 sierpnia 2013

.: Rozdział 19 - Ja...:.

Witajcie!
Na wejściu przepraszamy, że tak późno, ale ostatnio miałyśmy nawał obowiązków.
no wiecie, książki do szkoły, a w dodatku rodzice mnie zapisali na rwanie aronii....dum, dum
czemu narzekasz, to nie tak źle, nasi czytelnicy czekają często na nn, a ty nażekasz na rwanie.
no, ale o 6 mam być gotowa!!! heloł?! ja się pytam, gdzie tu sprawiedliwość ja się pytam?
są wakacje i ja powinnam wstawać minimum 9,ale nie 6!
dobra koniec załamki, ankieta zakończona, a o to wyniki:
1. Lucyfer - 20
 2. Bella - 18
  3.Edward - 5
    4.William - 3
      5. Alice - 2
      5. Rosalia - 2

        6. Jasper - 1
        6. Esme - 1 
 Wiedziałam, ze wyszyscy kochają Lucyfera ( taniec radości)
Dobra koniec przyjemności, nie wiemy kiedy będzie nn
 w tą niedzielę nie wiemy, ale w następną napewno
tym bardziej, ze zostawiliśmy was w takim momencie...
O my złe....
to na tyle i do napisania
PS: Jeśli chodzi o czasy to sorry, ale ja piszę teraźniejszym, a Kisiel przeszłym, 
uczymy się zgrania, jak widać słabo nam idzie...
____________________________




Po entuzjastycznych słowach miśka, wszyscy skierowaliśmy się do aut.
- Pięknie wyglądasz. – usłyszałam to od miedzianowłosego, gdy otworzył mi drzwi.
- Dziękuję, ty też .- uśmiechnęłam się i zajęłam swoje miejsce, a on szybko okrążył samochód i wsiadł na miejsce kierowcy. Odpalił silnik i ruszyliśmy. Podczas drogi nie rozmawialiśmy, ciszę przerywały tylko dźwięki muzyki, dochodzące z budynku szkoły, do której się kierujemy. Gdy dojechaliśmy do szkoły, Edward, jak na dżentelmena przystało, otworzył drzwi i pomógł mi wysiąść, a następnie użyczył swojego ramienia. Uśmiechnęłam się do niego i skorzystałam z propozycji. Poszliśmy razem w stronę sali gimnastycznej, skąd dochodzi najgłośniejsza muzyka. Po przekroczeniu progu, ogłuszył mnie natłok dźwięków. Pewnie zaraz się przyzwyczaję, ale dobrze, że Edward mnie trzyma, bo na pewno bym teraz upadła. Skierowaliśmy się w  stronę wolnego stolika, na szczęście było wystarczająco dużo miejsc. Usiadłam między miśkiem i Edwardem. Sala wygląda prześlicznie, ale pewnie gdyby dopuszczono Alice do pomocy, wyglądałoby to o niebo lepiej. Nagle z głośników popłynęła rytmiczna piosenka The Wanted – Walks Like Rihanna.
- Oooo Jasper, to moja ulubiona, chodź! – krzyknęła chochlica i pociągnęła swojego męża na parkiet. Zaśmiałam się z miśkiem, widząc minę blondyna, ale taką samą miał Emmett, gdy nasza elfka pociągnęła go do tańca.
- Mogę prosić do tańca?- powiedział Edward, wyciągając w moją stronę rękę.
- Oczywiście. – uśmiechnęłam się i wraz z miedzianowłosym ruszyliśmy w stronę tłumu.
            Przetańczyliśmy wiele piosenek, naprawdę świetnie się bawiłam. Edward jest wspaniałym tancerzem, tak samo jak jego bracia. Niestety, nie da się mieć wiecznie idealnego partnera do tańca.
- Odbijamy.- usłyszałam za uchem, gdy tańczyłam z Jasperem. Odwróciłam się, a tam stał MikeNeutron w kostiumie Zorra. Nawet nie zauważyłam jak zmieniłam partnera i teraz Neutron trzymał mnie w ramionach.
- Wiesz Bello, mam do ciebie pytanie, mogę?
- Okej.- powiedziała, ale tak naprawdę nie obchodzi mnie co powie. Chcę tylko jak najszybciej wyrwać się z jego ramion.
- Chciałabyś być moją dziewczyną? – wypalił, a ja spojrzałam na niego jak na debila. Jemu chyba odbiło.
- Wybacz, ale nie mogę. – zaskoczyłam go tym, pewnie nie spotkał się jeszcze nigdy z odmową. No nic, wykorzystałam sytuację i poszłam jak najdalej od niego. Chciałam wyjść na zewnątrz, ale zatrzymała mnie dyrektorka, przebrana za Madonnę.
- Bello, przepraszam,  ze zawracam ci głowę, ale mam pytanie.
- Dobrze.
- Jest konkurs na najpiękniejszy kostium, a jaki powinien być drugi? – zapytała, a ja wypaliłam pierwsze, co mi do głowy przyszło.
- Na najzabawniejszy.- ona pokiwała ze zrozumieniem głową i odeszła, a ja mogłam wreszcie w spokoju wyjść na zewnątrz. Ledwo po przekroczeniu drzwi, poczułam się lepiej. Świeże powietrze dodało mi sił i pomogło się uspokoić.
            Co ten Mike sobie myślał? Zna mnie ledwo miesiąc, a w dodatku my w ogóle ze sobą nie rozmawiamy. I on chciał ze mną chodzić? Nie doczekanie jego. W przypływie złości, prawie wysunęłam skrzydła. Może lepiej, jak pójdę trochę dalej. Ruszyłam żwawym krokiem w stronę pustej altanki. Nikogo tam nie było. Mogę teraz spokojnie pomyśleć.
            Co mam robić z Edwardem, nie mogę go pokochać, bo złamię regulamin, ale też nie mogę przerwać zadania, bo za daleko zaszłam. Co mam robić?!?! Ohh jak ja niecierpię tych głupich zasad.
-Nie przeszkadzam? – usłyszałam ciche pytanie zza moich pleców. Odwróciłam się, a tam stoi Edward. Tylko spokojnie Bello, nie ponieś się emocjom.
- Nie , a ty nie tańczysz?
- Moja partnerka odeszła, więc z kim mam tańczyć? – zapytał, a ja się uśmiechnęłam. Dlaczego tak na mnie działasz? – Ale znalazłem cię, więc można prosić?
- Nie ma muzyki.
- Ktoś mądry mi kiedyś powiedział, że każdy ma muzykę w swoim sercu. – złapał mnie za rękę, a następnie tak mną pokierował, że znalazłam się w jego ramionach. Wirowaliśmy w rytm melodii, którą tylko my mogliśmy słyszeć . Nie chciałabym opuszczać już nigdy jego ramion. Czułam się taka …. Sama nie wiem, szczęśliwa? Tak, a w dodatku zakochana.
- Bello, mam pytanie…
-Ostatnio wszyscy zadają mi pytania.
- Wiem, ale moje będzie nietypowe. Ostatnio zastanawiałem się…- nie mógł dokończyć zdania, bo usłyszeliśmy głośne „ JEST!” , a następnie salwę braw.
- Co się stało? – zapytałam zdekoncentrowana
- Emmett wygrał konkurs na najzabawniejszy kostium, a wracając do mojego pytania. Ostatnio coraz częściej się spotykaliśmy i rozmawialiśmy. Zdałem sobie sprawę, że ….- nie, proszę nie – Kocham cię. Rety, powiedziałem to. – przeczesał swoje włosy ze zdenerwowania i kontynuował swój monolog. – Pokochałem cię odkąd spotkaliśmy się po raz pierwszy na tej polance, a potem w szkolnej ławce. Nie wiedziałem którą z was kocham bardziej, ale po tym jak powiedziałaś, że ty to ona, a ona to ty, ulżyło mi. Potem było już z górki. Cieszyłem się każdym twoim spojrzeniem, dotykiem, czy słowem. Chłonąłem każdy dzień, spędzony z tobą, a potem jak się dowiedziałem o tej bitwie i, że ty masz zamiar wziąć w niej udział… Nie mogłem dopuścić, że tak krucha istotka może iść na pole walki! Jednak ty się uparłaś, ale miałaś rację. – potarł się o ramię, które podczas treningu mu wykręciłam. – Nawet nie wiesz jaką radość sprawiłaś mi, gdy zgodziłaś się pójść ze mną na ten bal. Jednak, gdy zobaczyłem ciebie i Neutrona razem… nie mogłem dłużej zwlekać z wyznaniem cie, co do ciebie czuję. Kocham cię i nigdy nie przestanę, nawet jeśli ty nie odwzajemniasz tego uczucia. – gdy mówił, cały czas patrzył mi głęboko w oczy, a ja w niego. Nie widziałam tam żadnego fałszu, tylko szczerą miłość. Tylko co ja mam robić… A kij z tym ( ostatnio za często to mówię-Kisielek)
- Mogłabym powiedzieć teraz wszystko. Tylko nie wiem co. – westchnęłam – Mówisz, że zanim dowiedziałeś się, kim tak naprawdę jestem. Kochałeś dwie różne dziewczyny. Nie powiem, że kocham dwóch. Tyko mam dylemat. Nie wiem, czy mam cię traktować jako wampira, którego… kocham ponad wszystko – rety, powiedziałam to na głos – Czy, jako …eh, swojego podopiecznego. – gdy powiedziałam ostatnie zdanie, zobaczyłam szok na jego twarzy. Nie wiem czym spowodowany. Tym, że go kocham, czy tym , że jest moim podopiecznym. – Nie mogłam ci o tym powiedzieć, to w brew regulaminowi. Tak samo jak zakochiwanie się w swoich podopiecznych. Jednak ja to zrobiłam. Miałam tylko trzy zadania, dwa wykonałam, ale nie umiałam podołać jednemu. Myślałam. Że jak się z tym uporam, to wtedy wyznam  ci co do ciebie czuję. Jednak, to ty pierwszy wyznałeś mi miłość wiedz tylko, że … Ja… naprawdę cię kocham. Z całego serca… - ostatnie słowa wywołały uśmiech na jego twarzy i złapał mnie w swoje ramiona i obrócił kilka razy.
- Dlaczego to robisz?
- Ponieważ jestem strasznie szczęśliwy. – z chwilą gdy to powiedział poczułam jak w mojej dłoni zmaterializował się list. Edward spojrzał na mnie zdziwiony, jednak ja uśmiechałam się jak mysz do sera. Otworzyłam kopertę i zaczęłam czytać.
„Szanowna Isabello Mario Chiquito Lucindo Rebeco Swan, z wielką radością informujemy, że udało ci się sprostać wszystkim wymaganiom. Edward Anthony ( Masen) Cullen, uwierzył, że ma on duszę przestał uważać siebie za potwora i jest on szczęśliwy. To wszystko dzięki tobie. Spełniłaś wszystkie wymagania nieba. Nowa przywieszka już jest, a mu musimy poważnie porozmawiać…
Gabriel”
Spojrzałam, razem z Edwardem na moją bransoletkę, na której zaczęła się materializować nowa przywieszka w kształcie…serca. Małe, czerwone kryształowe serduszko. Spojrzałam w oczy Edwarda.
- Skończyłam zadanie. – uśmiechnął się do mnie i znów obrócił.
- Teraz możemy być razem. – powiedział pewnym głosem, a ja uśmiechnęłam się na te słowa. Jedna poczułam jakieś dziwny impuls spojrzenia przed siebie. Był tam ten sam las, co zawsze, jedne co zmieniło się w jego wyglądzie to to, że po jego środku zobaczyłam jasne światełko, które powiększało się z każdą sekundą i zbliżało się w naszą stroną. Przerażona spojrzałam na ukochanego.
- To jeszcze nie koniec…

niedziela, 4 sierpnia 2013

.: Rozdział 18 - Kostium :.


Ludzie jesteśmy!
i pracujemy jak woły,
Nie narzekaj,  jest super,
tak, jak pewnie zauważyliście po lewej stronie kolumny jest ankieta
stworzyłyśmy ją specjalnie, by dowiedzieć się, kogo lubicie najbardziej.
nie wiemy czy ankieta kłamie czy nie, ale na razie wygrywa Bella, a potem Luc, Edward i Alice.
gdzie są fanki mojego Lucyferka ja się pytam?!
Kisiel się załamała...
dobra koniec tego, mamy jeszcze jedną proźbę
dla osób posiadających Twittera
moja kuzynka poprosiła mnie o pomoc
na MTV jest organizowany konkurs na najlepszych artystów tego lata
 Maja jest wielką fanką One Direction i prosi o pomoc.
Ważne, że po naciśnięciu wyskakuje okienko, a potem napisane:
#mtvhottest One Direction http://www.mtv.co.uk/hottest
nie wolno zmieniać pogrubionego i podkreślonego tutaj tekstu
można po i przed zmieniać, ale nie w środku
proszę pomóżcie, czas jest do 17, a im naprawdę zależy.
mam nadzieję, że im się uda.
nawet złoże obietnicę,
ty? serio jaką?
jak wygrają 1D to napiszę rozdział na 5 stron w Wordzie czcionką 12
wow, przyłączam się do obietnicy,
a więc, jeśli 1D wygra, będą 2 rozdziały po 5 stron.
Chcecie? głosujcie aż do limitu i dalej;D
_______________________

Dzień balu zbliżał się wielkimi krokami. Wszystkie panie były zaproszone, a panowie zadowoleni. Kostiumy wisiały u wszystkich w pokojach. Dekoracje były gotowe, zostało tylko wytrwać te pięć godzin, a dwie w szkole. Aktualnie jestem na hiszpańskim. Nauczycielka próbuje wbić do naszych głów chodź odrobinę wiedzy, ale słabo jej to idzie. Większość już rozmyśla, jaką sławę zyskają za swój kostium, a inni myślą jak udoskonalić przed pokazaniem go. Ja szczerze, nie wiem, za kogo się przebiorę. Alice nadal nie powiedziała, jaki kostium mi przygotowała, ani kto kim będzie. Jedyne, co mi pozostało to czekać…..Dryńńńń. Dzwonek obwieścił przerwę na lancz, a ja z wielką radością udałam się w stronę stołówki. Mijałam tłumy ludzi, od sportowców, po osoby mądrzejsze. Nigdzie jednak nie widziałam Cullen’ów. Dopiero, gdy dotarłam na stołówkę, dostrzegłam męskie grono wampirów. Z uśmiechem na ustach ruszyłam w ich stronę.
- Hej, gdzie dziewczyny?- powiedziałam siadając pomiędzy Edwardem, a Jasperem
- Zwinęły się do domu. Mówiły, że nie wyrobią się z przygotowaniem trzy godziny.- odpowiedział Jasper, grzebiąc w swojej sałatce
- Żartujesz? Dla mnie te trzy godziny, to i tak za dużo.
- Powiedz to im, a nie nam. Właśnie, Alice kazała przekazać, że od razu po szkole jedziesz do nas. Ma kostium i musi cię przygotować. – spojrzałam przerażona na Emma
- Chyba mnie tam zabiją. – opadłam bezsilna na stolik, a chłopaki zaczęli się ze mnie śmiać. – Ej, to nie jest zabawne – przestali, ale Emm dalej się śmiał. – Przestań!
- Nie mogę, to będzie zabawne
- Doprawdy, a jak twoje piórka, kurczaczku? – powiedziałam patrząc prosto w jego złote oczy
- Nadal widzę żółte pióra w twoich włosach.
- Co? Rozalia zapewniła, że nic nie mam! Głupi kot!- zawiesił ramiona i zrobił obrażoną minę, wygląda wtedy tak zabawnie.
- Nie bój się misiu, nic tam nie masz na głowie. W sumie w głowie też. – zaśmiał się Jasper, a mu razem z nim. Przerwa minęła błyskawicznie. Rozstaliśmy się, a ja w towarzystwie Edwarda udałam się na biologię.
-Za, kogo się przebieracie? – zapytałam, siadając w naszej ławce.
- Nie wiem, Alice bardzo dobrze ukrywa swoje myśli, a to ona zawsze szykuje nam kostiumy.
- No to mogiła. – opadłam bezsilna na blat, po raz drugi dziś. Nasza rozmowa się na tym skończyła, ponieważ do Sali wszedł nauczyciel i zaczęła się lekcja. Potem był w-f, nic ciekawego się nie działo. Dopiero na parkingu, było ciekawiej. Przy moim samochodzie stał Mike Neutron. Ciekawe, co on znowu chce…
- Hej Chitas, nie poszłabyś ze mną na bal? – jest zbyt pewny siebie, to go zgubi
- Przepraszać, ale ja z kimś już iść
- Co, no weź mała, kto to taki? Na pewno ze mną byś się lepiej bawiła.
- Jakiś problem? – usłyszałam za sobą głęboki baryton, wszędzie go rozpoznam, Edward. Odwróciłam się w jego stronę z uśmiechem na ustach.
- Nie, tylko przyszedłem się coś zapytać Bells.
- Aha, zapomniałbym. Zmiana planów, Alice przyjedzie do ciebie, a ja będę przed siódmą, bądź gotowa. – uśmiechnął się i …pocałował mnie! W policzek, ale pocałował. Patrzyłam, zaskoczona, ale jednocześnie szczęśliwa, jak odchodzi, a potem wchodzi do swojego auta i odjeżdża.
- No to ja już idę… do zobaczenia.- zachichotałam cicho, tak, aby on nie usłyszał i weszłam do samochodu. Zastanawiam się, co robić. Przez dłuższy czas starałam się nie myśleć o tym, że kocham Edwarda, ale to na nic. Po tym jak zobaczyłam nas w kotle Amora, razem zakochanych w sobie, uświadomiłam sobie, że coś do niego czuję… Dobra, koniec rozterek, Alice mnie zabije, jak się spóźnię. Odpaliłam moje cacko i pojechałam w stronę domu.
            Ledwo otworzyłam drzwi, a poczułam, jak coś małego wyciąga mnie i ciągnie w stronę łazienki.
- Musimy się spieszyć, zostało nie wiele czasu! Marsz do łazienki, wyszoruj się dokładnie, a potem przyjdź do swojego pokoju. Nie musisz się o Willa, upolowałam mu jakieś gryzonie i teraz śpi. Szybko zostały nam niecałe trzy godziny! – Alice wymachiwała swoimi drobnymi rączkami, a Rozalia pchała mnie w stronę celu. Ubrane były w satynowe ręczniki, jedne w czerwony, a druga w fioletowy. Pewnie chciały schować swoje kostiumy, ale było widać makijaż i upięcie. Alice ma zrobione łabędzie oczy i włosy, upięte w niskiego koczka, a na głowie koronę. Chyba wiem, za kogo się przebrała, Nina Sayers z filmu” Czarny łabędź.”. Rozalia zaś ma włosy rozpuszczone, a w nich jakieś fikuśne upięcie, którego nie umiem opisać.
            Zgodnie z ich wolą ( a raczej siłą) weszłam do łazienki. Rozebrałam się i powolutku weszłam do wanny, z wcześniej przygotowana ciepła wodą z bąbelkami. Woda koiła moje nerwy, a piana odwracała moją uwagę od moich rozterek miłosnych. Niestety, nie mogłam nacieszyć się tą chwilą relaksu, ponieważ Alice tłukła się w drzwi, mówiąc, abym się pośpieszyła. Posłusznie umyłam moje włosy i ciało, a następnie dokładnie się wysuszyłam. Na drzwiach od łazienki dostrzegłam niebieski szlafrok, powieszony na haczyku. Ubrałam go i poszłam w stronę swojego pokoju, gdzie czekały na mnie dziewczyny. Posadziły mnie na fotelu i kazały zamknąć oczy. Zrobiłam to. Rozalia robiła coś z moimi włosami, czułam jak upina je w płaskiego koka, a potem zakłada coś na moje włosy i jeszcze raz na to „coś”. Alice zaś, co chwilę nakładało coś na moją twarz. Boję się, że jak otworzę oczy, to będę miała mnóstwo makijażu…
Jakiś czas później
Skończyły! Teraz tylko kostium. Czuję, że zakładają mi sukienkę, jak jej delikatny materiał opadami na ramiona. Miła w dotyku i jedwabna.
- Dziewczyny, mogę już się zobaczyć- zapytałam trzymając ręce na oczach, tak jak mi kazały.
- Chwileczkę, muszę jeszcze poprawić włosy – szepnęła Rozalia i psiknęła coś. –Gotowa! Teraz otwórz oczy. –spełniłam jej życzenie i zobaczyłam siebie w innym wydaniu. Miałam nałożoną perukę w kolorze blond. Włosy były zakręcone, ale krótkie. Makijaż nie był tak straszny jak myślałam. Na ustach miałam nałożoną czerwoną szminkę, a oczy lekko podkreślone. Sukienka była najpiękniejsza. Biała, wiązana na szyi, ma idealne wycięcie w tali i faluje przy każdym moim kroku. Na nogach zaś, spoczywają delikatne szpilki na wysokim obcasie. One oszalały!
- Marilyn Monroe? Serio? Dlaczego ona? – zapytałam, odwracając się w ich stronę.
- Obydwie jesteście naprawdę słodkie, a gdy szukałam kostiumu dla ciebie leciał w telewizji dokument o niej, a wiedziałam, że na pewno założysz białe wdzianko. No wiesz, czystość i te sprawy…
- jest naprawdę super! Dziękuję wam. –uściskałam je obydwie i spojrzałam na ich kostiumy, które nie były już zasłonięte przez szlafroki. Co do Alice miałam rację, ale Rozalia mnie zaskoczyła. Ma na sobie prawie przezroczyste wdzianko. Coś myślę, że Emmett będzie miał, co robić.- Wy wyglądacie wspaniale! Alice to czarna łabędzica, ale kostiumu, Rolzali nie rozumiem, kim jesteś?
- Królowa elfów. – zaczesały włosy za ucho, które teraz wygląda jak elfa, przedłużone.
- Dobra dziewczyny, czas na bal. Chłopaki będą tu za pięć minut. Co Emmett zrobił?! Idiota…
- Co się stało?- zapytała Rosa i spojrzała przestraszona na chochlika
- Założył inny kostium, teraz naprawdę może być uważany za błazna rodzinnego….
- Nie chcę wiedzieć. Och nie, prawie zapomniałam.- szybko pobiegłam w stronę szafki nocnej i wyciągnęłam z jej wnętrza moją bransoletkę.
- Po co ci ona, będzie psuła efekt. – posmutniała Alice.
- Nie chcę się z nią rozstawać, przypomina mi o moich podopiecznych i mojej pracy dla nich. Jest też pamiątką po rodzicach.
- Przepraszam, nie powinnam…
- Hej nic się nie stało. Chodźcie, chyba słyszę chłopaków. – miałam rację. Pod moim domem stoją już trzy samochody, a pod drzwiami czuję chłopaków. – Nie każmy im czekać. Otworzycie? Tylko wezmę sobie jakąś narzutkę. – uśmiechnęły się do mnie, a ja weszłam do szafy i wyciągnęłam białą narzutkę na ramiona. Gdy ostatni raz spojrzałam na siebie, zeszłam wreszcie na dół. Wszyscy na mnie czekali, a gdy mnie usłyszeli, spojrzeli na mnie. Chłopaki byli patrzyli na mnie szerokimi oczami, a ja miałam czas, by im się przyjrzeć. Jasper nie zostawił przeszłości za sobą, ma na sobie kostium majora, za czasów wojny secesyjnej. Emmett zaś wygląda jakby pokazał swoje prawdziwe oblicze, ma na sobie kostium minionka z filmu „Jak ukraść księżyc”, wygląda przezabawnie. Edwarda zostawiłam sobie na koniec. Ma na sobie czarny strój i pelerynę wraz z rękawiczkami, a na twarzy białą maskę. Upiór z opery. Wygląda w tym tak pięknie.
- Wow Bells, prawdziwa Marilyn niech się chowa, bo uznają ją za podróbkę. – powiedział Emm przytulając mnie.
- To samo mogę powiedzieć o tobie. Skąd ty wytrzasnąłeś ten kostium? Przypadkiem nie miałeś być kimś innym?
- Cooo? Gdy wszedłem do pokoju na moim łóżku leżał ten kostium.
- Jak to, przecież miałeś być piratem. Przygotowałam ci nawet hak, chyba, że …. Chłopaki, czemu podmieniliście kostium! – Alice spojrzała na swojego męża i mojego podopiecznego.
- Tak się jarał tym filmem, że nie mogliśmy się powstrzymać. – zaśmiał się Jasper, a razem z nim Edward. Misiek nie wytrzymał i już miał ich gonić, ale go złapałam.
- Według mnie wyglądasz super, masz szansę na zwycięstwo.
- Jakie zwycięstwo? – zapytał zaciekawiony
- Podobnież mają być dwa konkursy. Jeden na najpiękniejszy, a drugi wybiera pierwsza osoba, jaką dyrektor zgarnie.
- No to, na co czekacie? Czas na bal!