poniedziałek, 24 czerwca 2013

.: Rozdział 13 - Trening:.


To powinno być wczoraj wstawione, ale internetu u mnie nie było, więc tak wyszło, ale jestem i odśpiewam teraz spóźnioną piosenkę :
Happy Birthday to You
Happy Birthday to You
Happy Birthday Dear Kiślu
Happy Birthday to You.
 
Chcę wam powiedzieć, że Kiśla miała wczoraj urodziny 16, więc składam jej spóźnione życzenia
( zdrowia, szczęścia pomyślności, dużej biby, super życia, 
fajnego towarzysza w życiu, oaz czego sobie zapragniesz);*
Kochana Jesteś, ale nie trzeba było<rumieni się> . 
Trzeba, a teraz zapraszamy na nn, mam nadzieję, że wam się spodoba
 To, że krótkie , nie muszę chyba mówić ??
Wim, że krótkie, ale chciałam uciąć w tym momencie, specjalnie dla cb ;D
Jakaś ty kochana;p
________________________________________________________________________________

            Cały dzień miął nam na rozmowie. Alura i Marco opowiadali nam, co się dzieje w Mirabili(dostałam oficjalne zaproszenie na ślub Lani i Erica), a Cullenowie opowiadali swoje historie. Lucyfer zdążył parę razy wkurzyć Emma podczas polowania. Trzeba było odciągać go siłą od kota, któremu groził, że obedrze go z futra. Niestety, nie zapomnieliśmy o powodzie naszego spotkania.
- Musimy przygotować taktykę i potrenować. – powiedział pod koniec dnia Jasper.- Gdy służyłem u Marii, nauczyłem się walczyć i szkolić nowo narodzonych. Ta wiedza może nam się przydać, a za parę godzin możemy zacząć trening.
- Masz rację, a my z wielką chęcią poobserwujemy, jak się szkolicie.- powiedział Marco
- To jak? Idziemy? –zapytał Luc (skrót od imienia Lucyfer aut.)
- Jasne KICIU. – Emmett specjalnie zaakcentował ostatnie słowo, a następnie wybiegł na dwór
- Jak ja go dorwę
 - Oszczędź go, potrzebuję jeszcze tego miśka – powiedziała Rosa, głaszcząc kota. Ta dwójka bardzo się polubiła, od kąt Luc zaczął się za nią chować i łasić się.
- Oczywiście. – zamruczał, a my śmialiśmy się idąc na dwór, gdzie czekał na nas Emmett. Podzieliliśmy się na zespoły dwuosobowe, każdy ze swoją drugą połówką, ja zostałam sama, wraz z Edwardem, więc zostaliśmy „parą”. Najpierw był Jasper z Alice. Ich walka, wyglądała jak taniec. Jasper polegał na instynkcie i taktyce, a Alice na wizjach. Oczywiste było to, że wygrała. Potem byli Emmett i Rosa, a następnie Carlisle i Esme. Moja walka z Edwardem nie była wyrównana. Było mi strasznie ciężko atakować miedzianowłosego, bo to w końcu mój podopieczny, a w dodatku nie chciałam zrobić mu krzywdy. Nadal nie wiem, co do niego czuję, a podczas tej „walki” bałam się, mu zrobić jakąkolwiek krzywdę. To, że wygrałam, było oczywiste, skończyłabym to szybciej, ale wtedy nie było by nam wszystkim tak wesoło.
- Gdzie nauczyłaś się tak walczyć?- zapytał Edward, gdy pomagałam mu wstać
- Od rodziców i w akademii, ale i tak nie pokazałam, na co mnie stać.
- A co cię hamowało?- zapytał, a ja patrzyłam mu prosto w oczy. Myśli krzyczały mi: „ Bo się w tobie zakochałam”, ale powiedziałam co innego.
- Nie chciałam, żeby to się skończyło z rozczłonkowaniem. – to powiedziawszy, usiadłam na powalonym drzewie, patrząc jak czarodzieje szykują się na walkę.
- Tym razem nie dam się tak łatwo pokonać.- powiedział Marco, stając naprzeciwko Alury
- Kochanie, mówisz to za każdym razem, gdy walczymy.
- Tym razem będzie inaczej.
- Zobaczymy – uśmiechnęła się chytrze, a zaśmiałam się
- Alura, to mam sędziować?- zapytałam wstając
- Po co? Przecież widzimy co się dzieje.- powiedział Edward siadając.
- Oni często oszukują i walczą używając zaklęć.
- Nie prawda, używamy tylko samych żywiołów.
- Tak? A kto ostatnio próbował mnie zmienić w żółwia, kiedy trenowaliśmy ostatnio? – Marco oskarżycielsko spojrzał na Ali
- To dlatego, że ktoś obudził mnie o piątej rano! –krzyknęła i rzuciła się na niego. Ich walka wyglądała jak kłótnia zakochanych, w sumie to jest kłótnia zakochanych. Alura, co chwilę atakowała, a Marco nie wyrabiał się z obroną. W końcu czarownica znalazła błąd, który popełnił jej chłopak i skoczyła tak, że stanęła za nim i położyła ręce na karku.
- Koniec kocie.- pocałowała go lekko w szyje i odwróciła się do niego plecami. Ten wykorzystał chwilę nieuwagi dziewczyny i chciał ją podciąć, ale ona była sprytniejsza. Słyszała jak się skradał i odskoczyła na bok i wykorzystując pnącze, wystające z ziemi, związała nimi Marca. Uśmiechnęła się do niego i zaczęła się z nim całować , nie zwracając uwagi na innych.
- Właśnie dlatego, trzeba ich pilnować. –powiedziałam idąc w stronę czarodziei. – Proszę, jak maci to robić, to na osobności. – odsunęłam ich od siebie i spojrzałam na Jaspera – I co zaobserwowałeś?
- Musimy popracować nad atakami, muszą być szybsze. Marco, Alura, Edward i Alice muszą przestać polegać na darach, a Emmett na sile. Tak to jest naprawdę dobrze .
- To fantastycznie teraz tylko…- przerwałam widząc, jak oczy Alice zachodzą mgłą. Wizja. Podeszłam powoli do niej i czekałam, jak jej wizja się skończy. Po pięciu minutach ocknęła się i spojrzała na nas uśmiechnięta.
- Walka przesunęła się. Odbędzie się ona za dwa tygodnie.  – gdy to powiedziała, poczułam ulgę w sercu. Czyli mam szansę na dokończenie zadania, przed bitwą. – O i jeszcze za tydzień będzie Bal  Halloweenowy.- podskoczyła podekscytowana.
- Pamiętasz, wtedy się poznaliśmy. –szepnął Marco, przytulając od tyłu Ali.
- Tego nie mogę zapomnieć. – uśmiechnęła się i pocałowała chłopaka w usta
- Dobra, skoro bitwa się przesunęła, to może chodźmy do domu?- zapytała Rosa, łapiąc miśka za rękę.
- Jasne – wszyscy poszliśmy do domu Cullenów, a ja spojrzałam na moich starych przyjaciół.
- Może zamieszkacie na ten czas u mnie? – spytałam ich, a oni spojrzeli na siebie
- Jeśli to nie problem, to będziemy bardzo wdzięczni. Tylko na chwilę musimy wrócić do Mirabili, powiedzieć, że zostaniemy u ciebie trochę dłużej, okej ??
- Dobrze, ale musicie mi opowiedzieć wiele rzeczy – uśmiechnęłam się do nich i schyliłam po księgę dusz. – Ja się zbieram, muszę jeszcze coś sprawdzić w księdze. Do zobaczenia. – powiedziałam i wyszłam, razem z Willem na ramieniu. Ledwo weszłam w ścianę lasu, gdy usłyszałam wołanie.
- Bello, zaczekaj. –odwróciłam się i zobaczyłam biegnącego w moją stronę Edwarda. – Odprowadzę cię.
- Nie trzeba, to tylko minuta biegu.
- Ty mnie odwiozłaś pod sam dom, to ja ciebie odprowadzę . –powiedział pewnie idąc razem ze mną w stronę mojego domu.
-No dobrze. – przez całą drogę milczeliśmy, ale nie była to jedna z tych nieprzyjemnych cisz. Tylko cisza, która dawała nam chwilę odpoczynku. Po piętnastu minutach ludzkiego marszu, doszliśmy do domu. Ledwo doszłam do drzwi się same otworzyły, a w nich stanęła moja babcia.
- Bello, gdzie ty zginęłaś ??

niedziela, 16 czerwca 2013

.:Rozdział 12 - Nowi sprzymierzeńcy:.



 Hallo liebe Leserinnen und Leser
Nie chwal się niemieckim, bo wiem, ze użyłaś tłumacza ;p
Nie prawda.... no dobra, nie chciało mi się używać mózgownicy.
Ha! Wiedziałam;D
Dobra, koniec tego, czas na moje przeprosiny. Przepraszam was bardzo, że nie wstawiłam rozdziału tydzień temu, ale musiałam się wyspać i zapomniałam;p Linczujcie mnie ;/
Linczować cię będą za tydzień, bo to ty piszesz następny. Błahahahaha ;D
Zlituj się Kisielku, ty po górach łaziłaś, a ja próbowałam zrozumieć co ci idioci do mnie mówili ;/
Trzeba było nie jechać!
Odmówić tygodnia bez szkoły? Nigdy ;D
Racja,to lepsze od szkoły ;D A teraz nie przedłużając, zapraszamy na nn w moim wykonaniu 
__________________________________________________________________________
 Gdy strona zaświeciła się na złoto, ujrzałam zdziwienie, a potem radość na twarzy Edwarda. Patrzył z niedowierzaniem w księgę, która zmieniała strony wraz z imionami innych członków rodziny.
- Widzisz, mówiłam. Wampiry mają duszę, tylko nie wszystkie zasłużyły sobie na tak piękny dar.- powiedziałam do mojego podopiecznego, a on spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Dziękuję, że mi to pokazałaś. Teraz wiem, że zawsze miałem duszę, tylko nie wiedziałem, że ją mam. Teraz to zobaczyłem i postaram się, aby moja strona nie zmieniła koloru. – nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Edward uwierzył, a co to oznacza? W tej samej chwili, gdy o tym pomyślałam poczułam lekkie mrowienie, a następnie poczułam w swoich dłoniach kopertę. Spojrzałam w tamtą stronę i aż pisnęłam z radości. Wszyscy przestraszeni, że coś mi się stało, odwrócili wzrok od księgi i spojrzeli na kartkę papieru spoczywającą w moich dłoniach.
- Co to jest i skąd to się tu wzięło? – zapytała zdziwiona Rosa. Lecz zamiast odpowiedzieć, rozdarłam kopertę i zaczęłam czytać:
„Szanowna Izabello Mario Chiquito Lucindo Rebeco Swan, z wielką radością informujemy, że twój podopieczny uwierzył, ze ma duszę, co zawdzięcza tobie. Mam nadzieję, że szybko uporasz się z ostatnim problemem .Gabriel
PS: Proszę następnym razem nie zabierać księgi dusz, dla ułatwienia.”
Pisnęłam szczęśliwa i przytuliłam się do Edwarda, który siedział koło mnie. Gdy to zrobiłam. Poczułam przyjemnie ciepło rozchodzące się po moim ciele. Czułam się bezpieczna i szczęśliwa w jego ramionach. Nigdy nie myślałam, że kiedykolwiek to powiem, ale mogłabym nie opuszczać jego ramion. Niestety, nie mogłam ciągle się do niego przytulać, ponieważ wyglądało by to dziwnie. Odsunęłam się od Edwarda, dyskretnie patrząc na jego twarz. Był szczęśliwy i zawiedziony. To drugie pokazało się, gdy odsunęłam się od niego na dalszą odległość.
- Co się stało? – zapytała Alice, patrząc na nas ( na mnie i Edwarda) uśmiechnięta.
- Dostałam list od Gabriela. Mój podopieczny poradził sobie ze swoim problemem. Jeszcze jeden i zakończę zadanie. – wszyscy spojrzeli na mnie zszokowani, ale i szczęśliwi.
- Gratuluję, mam nadzieję, że szybko sobie poradzisz. – Esme, jak zawsze kochana, podeszła do mnie przytuliła mnie do siebie, tak samo jak reszta, która po kolei przychodziła mi gratulować.
- Zdecydowałaś już? – przez tłum gratulacji usłyszałam ciche pytanie Edwarda. Spojrzałam w jego kierunku i wtedy sobie coś uświadomiłam. Nie potrafiłabym wytrzymać choćby chwili bez tej rodziny. Bez mądrego Carlisla, troskliwej Esme, zwariowanej Alice, opanowanego Jaspera, zabawnego Emmetta, koleżeńskiej Rosalie, oraz bez Edwarda. Nie wiem, co mnie do niego ciągnie. Co raz częściej przyłapuję się na tym, że rozmyślam o nim nie jako podopiecznym, lecz  jako chłopaka, który mi się podoba. W pewnym sensie mogę  powiedzieć, że się …… zakochałam.
- Jeszcze nie wiem, a teraz przepraszam, ale macie sól ?- zapytałam od czapy, przypominając sobie, że Ali ma się zjawić lada chwila.
- Tak, zaraz przyniosę. – Alice pobiegła w wampirzym tempie po sól i po niecałej sekundzie wróciła.
- Chcecie zobaczyć magiczną sztuczkę? –zapytałam rozsypując sól, po środku salonu
- Wyciągniesz królika z kapelusza? – zapytał podniecony Emmett
- Nie, ale wyciągane z czarodziejkę, a może i kogoś więcej, z soli – gdy skończyłam rysować koło, a dookoła niego różne runy. Zaświeciło się ono, gdy skończyłam, a reszta patrzyła na to z szeroko otwartymi oczami
- I co…- Jasper nie zdążył zadać pytania, a krąg się ponownie zaświecił. Z nikąd pojawiła się dwójka młodych ludzi …i kot. Brunetka o fioletowych oczach, ubrana nadzwyczajnie, pasuje do bruneta o zielonych oczach. Kot zaś miał małą sakiewkę zawieszoną przez grzbiet, a na ramieniu dziewczyny siedzi mój Will.
- Alura, Marco, Lucyfer! Jak miło was widzieć – szybko podbiegłam i po kolei ich uściskałam.- Dziękuję za pomoc.
- Nie ma o czym mówić. Ty pomogłaś nam, więc my pomożemy tobie, ale mogę trochę jadu tych wampirów? – zapytała Ali wskazując  na Cullenów, a oni patrzyli na nią zdziwieni
- Bello, kto to ? – pierwszym odważnym został Edward
- A no tak, zapomniałam. Kochani, przedstawiam wam moich przyjaciół. Alura Salem, Marco Saris i Lucyfer – mówiąc to wskazywałam na wszystkich po kolei.- A to Esme, Carlisle, Rosalia, Emmett, Alice, Jasper i Edward Cullen. – tym razem pokazałam na wampiry
- Miło mi was poznać i dziękujemy wam bardzo, że zechcieliście nam pomóc- powiedział Carlisle ściskając dłonie nowoprzybyłych
- Nie ma sprawy. Przyjaciół nie zostawia się w potrzebie, a w ogóle nie zrezygnowalibyśmy z darmowego napełnienia zapasów. – zaśmiał się Marco
- A może opowiecie nam swoje historie? –zapytała Esme – Bella nie zdążyła
- Oczywiście, więc jak wiecie nazywam się Alura Salem, jestem córką potężnej czarownicy Sabriny i zielarza Adama. Niecały rok temu pokonałam złą czarownicę, która chciała odebrać moją moc i podbić świat czarów. Razem z Marco, Lucyferem , Bellą i innych magicznych istotami, udało nam się dostać do zamku, a ja mogłam pochłonąć Vernę. Odzyskałam moich biologicznych rodziców, ale utrąciłam tych adoptowanych, którzy się mną zajmowali przez siedemnaście lat pobytu na ziemi. Zyskałam także wielką miłość, dzięki Belli- to powiedziawszy przytuliła się do Marco, a ten odwzajemnił uścisk
- Ja mam krótką historię. Nazywam się Marco Saris i od dzieciństwa byłem szkolony do walki ze złem, pewnego razu rada kazał mi odnaleźć córkę Sabriny. Udało mi się to, a dzięki temu zyskałem nie tylko wolność w Mirabili, ale i miłość tej czarownicy. – uśmiechnął się i przytulił mocniej brunetkę
- Widzę, że jesteście naprawdę piękną parą. – powiedziała Rosalia, uśmiechając się
- Ta piękną, a gdybyście widzieli ile się ślinią, to byście zmienili zdanie – znienacka odezwał się Luc i wskoczył wcześniej na kanapę, by zobaczyć zdziwienie na twarzach wampirów.
- Ttttty….gaaaadasz! –powiedział zdziwiony Emmett.
- A co mam śpiewać? Okej. One way or another….- gdy kot miał się rozkręcić, Ali machnęła ręką i usunęła mu głos.
- Uwierzcie, nie chcecie słyszeć jak śpiewa. – powiedziała Ali, która chwilę później wyczarowała sobie i Marco kanapę i zwróciła kotu głos.
- Nie musiałaś tego robić. Przecież są miejsca wolne.
- Wiem, ale tak łatwiej. – uśmiechnęła się kładąc głowę na klatce piersiowej Marca
- Wiecie co, w takich momentach jak ten mam ochotę się upić. –powiedział Jasper patrząc na dwójkę nieznajomych z niedowierzaniem .
- Nawet się nie waż – powiedziała Alice
- Okej, mu tu gadu gadu, bitwa się zbliża. Ilu ma ich być, chcę przygotować fiolki. – powiedziała Ali, pocierając ręce.
- Około 20, a ich liczba rośnie. –powiedziała przestraszona Alice, wtulając się w bok Jaspera.
- Tylko 20? Bello, mówisz o wojnie, czy o potyczce? – zaśmiał się Luc – zawiązanymi łapami pokonam przynajmniej 3.
- Skąd jesteś tak pewien, kotku? – wyśmiał go Emmett, który zaraz pożałuje swoich słów.
- Oj, nie nie nie! Emmett, coś ty narobił- powiedział Marco patrząc współczującym wzrokiem na wampira.
-  JAK TY MNIE NAZWAŁEŚ?!?!- Zagrzmiał potężny głos a przed nami pojawiła się postać wielkiego czarnego kocura o ostrych kłach i pazurach oraz czerwonych oczach. Wszyscy cofnęli się i przybrali pozycje obronne, a biedny Emm schował się za Rose.
- Luc, ile razy ci powtarzałam, że nie wolno straszyć innych? – powiedziała zła Ali i wystrzeliła odrobinę mocy w jego stronę i zmieniła go z powrotem w kota.
- Ale ja tak bardzo to lubię, a straszenie tego osiłka będzie moją ulubioną zabawą – powiedział kot, patrząc diabolicznie w stronę Emma i pocierając jedną łapkę o drugą.
- Nieeeeee!!!
____
postacie :Alury, Marco i Lucyfera są z mojego pierwszego bloga. Skończyłam go, al jeżeli jest ktoś chętny, zapraszam do czytania ;D

środa, 12 czerwca 2013

.:Rozdział 11 - Wizja i księga:.



Hej przepraszam, że tak późno, ale .... to wina Aniołka!
Miała wstawić w niedziele i zapomniała,
a ja wyjechałam w poniedziałek w Bieszczady, a ona do Niemiec ;/
Ja wróciłam wczoraj, a ona wraca w piątek...
Do tego czasu nie mam z nia kontaktu, ale zdążyła mi przekazać, 
że nie wstawiła.
Miałam wstawić w poniewdziałek po 3, 
ale internet się fochnął ;/  
Na szczęście przypomniałam sobie dzisiaj, więc jest rozdział.
To jest Aniołka, a następny będzie mój.
Miłego czytania i postaram się wam wynagrodzić to opóźnienie,
 i spróbuję napisać nn na niedzielę, a teraz miłego czytania ;D
PS: Alfred ;D w ciągu jednej nocy wypiliśmy 62 butelek ;D
Punkt widzenia Edwarda
I zniknęła. Weszła przez te drzwi, a gdy je zamknęła, one znikły razem z nią. Nie wiedziałem, co robić. Iść jak reszta mojej rodziny do domu i zająć się codziennymi sprawami, czy zostać tutaj i czekać na jej powrót. Zdecydowałem się na to drugie. Znając życie, wszyscy udali się do swoich pokoi i zajęli się sobą, miałem rację. Chwile później słychać było dźwięk rozrywanego materiału i śmiech zakochanych. Postanowiłem nie przysłuchiwać się ich igraszką, a skupić się na ostatnim tygodniu. Tyle się wydarzyło: poznałem Belle, oraz Anielicę, która później okazała się Bellom, dowiedziałem się o istnieniu aniołów, a także o tym, że sam mam jednego. Właśnie, zastanawiam się, kim on lub ona jest. Przysłuchując się opowiadań, Bells, osoba mnie pilnująca powinna mi pomagać, a na razie jedyną taką osoba jest Izabella. Może mój Anioł Stróż się nie ujawnia, a może po prostu zakończył swoją misję? Nie wiem, ale jestem pewien jednego. Z dnia na dzień, coraz bardziej zakochuję się w Belli. Od kąt spotkałem ją po raz pierwszy nie mogłem o niej zapomnieć. Gdy zamknę oczy, widzę ją, a gdy otworzę, chcę ją widzieć. Trzymać w swoich ramionach i nie dopuścić do tego, aby ją ktoś skrzywdził. Niestety, moa natura jest tak samo silna jak miłość do niej. Coraz częściej przyłapuję się na myśleniu, co by się stało, gdybym spróbował jej krwi. Boję się, że mogę ją skrzywdzić, a co gorsza zabić. Dlatego mam dylemat, powoli pokazywać, jakim uczuciem ją darzę, czy odsunąć się na bok i zostawić ją w spokoju oraz cierpieć w samotności. No nic, to, co się wydarzy w przyszłości, nie wie nikt, więc na moje odpowiedzi msze trochę poczekać. Spojrzałem na zegarek i ze zdziwieniem stwierdziłem, że minęły 3 godziny. Coś długo to schodzi….
 Edwardzie, mógłbyś na chwilę? usłyszałem w głowie pytanie mojego ojca, więc wstałem i głęboko wzdychając poszedłem w stronę domu. W środku zauważyłem, że wszyscy siedzą już w salonie i mają grobowe miny.
- Co się stało?- zapytałem siadając sam na kanapie
- Pamiętasz jak mówiłem ci, że poszedłem spotkać się z Samem? – kiwnąłem głową na potwierdzenie. – Alice miała wizje, w której trójka wampirów idzie w naszą stronę z zamiarem zabicia nas. Zbierają armię, na razie mają piętnastu nowo-narodzonych, a ich liczba nadal rośnie. Nie wiem czy uporamy się z nimi. – powiedział to wszystko na jednym wdechu
- Ale czemu chcą nas zaatakować? –zapytałem zszokowany
- Chcą mieć to terytorium tylko dla siebie ze stałym dostępem do krwi. – powiedziała Alice, która przed chwilą wybudziło się z transu – Na razie nie widzę nic, może to jest spowodowane obecnością Belli podczas bitwy…- końcówkę powiedziała sama do siebie….ŻE CO?
 - Ona nie może być podczas tej bitwy, a co jak jej oderwą skrzydła!? Wszyscy się na nią rzucimy!- krzyknąłem wstając, a reszta spojrzał na mnie zdziwieniem, ale jednocześnie ze zrozumieniem
- Nie mam mowy Edwardzie – nagle zza mnie wyłoniła się Bella z wielką księgą. – Polubiłam was i znacie mój sekret. Teraz się tak łatwo ode mnie nie uwolnicie – uśmiechnęła się wyniośle naszą stronę – Jakby, co mogę poprosić moich znajomych o pomoc.
- O nie, a jak ci się coś stanie? –zapytałem, Błagam Bello, nie idź na tą bitwę modliłem się w myślach, żeby tak zrobiła
- Edward ma rację, nigdy nie wiadomo, czy to nie te same wampiry, które zabiły twoich rodziców. –Rosalia, coraz bardziej cię lubię
- To tym bardziej wam pomogę. Zemsta nie jest dobra, ale Sąd Najwyższy z przemiłą chęcią zainteresowałaby się skąd wiedzą o aniołach.. – uśmiechnęła się i usiadła wygodnie na kanapie obok mnie oraz spojrzała na Willa- Leć do domu po papier i atrament od Alury.- ptak kiwnął łebkiem i wyleciał przez okno. – Sami sobie nie poradzicie, nawet z moją pomocą. Na szczęście znam jedną osobę, która może nam pomóc. Ba, nawet sama może pokonać te wampiry.
- Kto jest na tyle potężny, żeby pokonać dwadzieścia wampirów? –zapytał Jasper patrząc z niedowierzaniem na Belle.
- Czarownica – w tym samym momencie do salonu wleciał jastrząb niosący w pazurach białą kartkę oraz mały flakonik. Anielica wstał i poszła w stronę stolika do kawy. Zabrała rzeczy od ptaka, a potem zamknęła oczy. Wyglądała, jakby zmuszała się do ….O nie!
- Bello, proszę nie rób tego! – za późno, rozłożyła skrzydła i zanim cokolwiek zrobiłem, wyrwała sobie jedno pióro. Zobaczyłem, że w miejscu, gdzie przed chwilą było pióro, zaczęła cieknąc woda. Szybko pobiegłem do kuchni i chwyciłem papierowy ręcznik, a następnie przyłożyłem go do rany.
- Nie trzeba Edwardzie, już jest nowe pióro. –miała rację, gdy zabrałem prowizoryczny opatrunek, zobaczyłem nowe białe i silne pióro.
- Jak…
- Taka jest moja natura – uśmiechnęła się i zabrała się do pisania, zerknąłem jej przez ramię i zobaczyłem, co pisze:
„ Droga Aluro!
Wiem, ze przygotowania do ślubu idą pełną parą, a wy wszyscy nadal odbudowujecie Mirabile, ale mam do ciebie prośbę.
 Niedługo mnie i zaprzyjaźnioną mi rodzinę, ma napaść armia wampirów.
Nie miałabyś ochoty nam pomóc?
Uzupełniłabyś sobie zapasy…
Mam nadzieję, że pozytywnie przemyślisz moją propozycję.
Jak chcesz, razem z tobą może przybyć Marco i Lucyfer.
 Czekamy na was, jak nie możecie, to odeślij Willa. Jakoś sobie wtedy poradzimy.
PS: Jakby, co, portal czeka…
Twoja przyjaciółka
Bella Swan”
- Leć do Mirabili, a dokładniej do Catherswil. Dasz to, Alurze, ona ci resztę powie. Leć, tylko uważaj na siebie. – gdy przekazywała informacje ptaku, przywiązała do jego nóżki kartkę z wiadomością, a ptak z powrotem wyleciał przez okno.
- Mirabilia? Catherswil? Nigdy nie słyszałem o takich miejscach…- powiedział zdziwiony Carlisle.
- Mirabilia to kraina czarów, w której żyją wszystkie magiczne stworzenia prócz wampirów, wilkołaków i aniołów, a Catherswil to jej stolica. Mam nadzieje, że Ali nie jest na jakiejś misji…- na chwile zamyśliła się, a potem spojrzała na bok- Zapomniałabym, zobaczcie, co przyniosłam.- pokazała swoją „nową” zdobycz
- Co to za księga?
- Jest to „ Księga dusz”. Potrzebna mi jest, dla mojego podopiecznego, ale mogę wam ją pokazać. Zawiera ona spis wszystkich dusz, nawet waszych.
- To nie możliwe, wszystkie wampiry nie mają duszy.- powiedziałem pewnym głosem, a ona spojrzała na mnie smutnym wzrokiem, co ja takiego zrobiłem? Nie chcę aby się smuciła.
- Mylisz się, ale tylko do jednej rzeczy. Niektóre wampiry mają duszę, a do tych nielicznych zaliczacie się wy. Duszę posiadają tylko ci, którzy są wegetarianami. Od kąt Carlisle odkrył, że wampiry mogą żyć dzięki krwi zwierząt zaczęły się spory w niebie.( jeśli to czytasz napisz w kom.: słońce) Część była za tym, aby dać wegetarianom zbawienie, a część nie. Na szczęście wyszło na to, że tak. I mogę wam to łatwo udowodnić. Powiedzcie imię jakiegoś człowieka, który według was posiada duszę.
- No nie wiem….
- Michael Jordan –gdy Emmett krzyknął podekscytowany,  księga nagle się otworzyła i zaczęła przewracać strony. Gdy książka otworzyła się na odpowiedniej stronie, zobaczyłem zdjęcie Jordana, świeciło się ono na niebiesko. – Dlaczego?
-… świeci się na niebiesko? – wyprzedziła mnie Bella – To znaczy, że ma duszę. A teraz imię wampira, pijącego krew ludzką.
- Aro Volturi – sytuacja powtórzyła się znowu, ale tym razem strona stałą się czerwona. - Czerwony oznacza, że pije krew ludzką? –kiwnęła głową na tak, zobaczmy, co się stanie… - Jasper Cullen. – i znowu to samo, ale karki stały się złote.
- Złoty oznacza, że wampir pije krew zwierzęcą. Możecie sprawdzić wszystkich, mogę się założyć, że wszyscy będziecie mieli złote strony. – powiedziała pewnym siebie głosem
- Ja nie będę miał. – powiedziałem patrząc prosto w jej piękne błękitne oczy.
- A chcesz się założyć? Jeśli zaświeci się na złoto, biorę udział w walce, jeśli nie, to nie. Zgoda?
- Okej, Edward Cullen- wymówiłem swoje imię i nazwisko, pewien tego, że strony będą czerwone, albo będą miały inny kolor, ale nie złote. Niestety, przeliczyłem się. Zdarzyło się coś, czego nie spodziewałem się w najśmielszych snach. ZŁOTA STRONA. Ja mam duszę….