niedziela, 24 listopada 2013

.: Rozdział 25 - Walka o życie :.

Hej dzisiejszy rozdział jest mój, tak mnie wczoraj i dzisiaj tchnęło.
(tia...zamiast się uczyć na geografię, fizykę i wos, wolę pisać....ciekawe po kim to mam ;p)
Według mnie wyszedł trochę słabo, ale ocenę zostawiam dla was.

 CzekoladoweFrykasy - tia zobaczymy, niby będzie wolny czas, ale po świętach ostatnie poprawki, przed końcem półrocza;/  A co do akcji, wiem, ale nie mamy talentu do opisywania walk. Dość, że coś napisałam ;p bo Angela to leń totalny i nic jej się nie chce ;p

BellaSwan2002- a jak oderwali do połowy, to będzie jeden kopniak? Jak coś to Angela zasłużyła sobie na kopniaka ;D ja jestem grzeczna i siedzę grzecznie w pokoju pałaszując ciasto, "ucząc się" na jutrzejszy test ;D
Ten rozdział jest dla wszystkich czytający
a pisałam go przy różnych piosenkach, ale tylko jedna oddaje emocje tego rozdziału:

Donny Hathaway - Come Little Children
teledysk lekko straszny, ale przyznam, że się zakochałam w tej piosence.....
_________________________

Punkt widzenia Edwarda
            I zaczęło się, nawet nie zauważyłem kiedy wpadłem w wir walk. Każdy nowo narodzony który do mnie podszedł zginął w mgnieniu oka. Jeden po drugim. Nie oglądałem się, czy to kobieta, czy mężczyzna. Dziecko, czy dorosły. Liczyło się tylko aby żaden nie miał szans podejść do Bells. Niestety nie każdego udawało mi się „złapać” .Na szczęście moja ukochana dobrze sobie radziła, tak samo jak reszta. Gdy miałem okazję spojrzeć w stronę mojej rodziny i przyjaciół Belli, widziałem jak walczą wspólnymi siłami. Niestety, ale najciężej mieli czarodzieje, a właściwie Alura. Raz udało mi się podsłuchać, jak rozmyślała o walce. Bała się, że jeżeli tym wampirom pomaga czarownica, to nie będzie umiała jej pokonać. Nie potrafi nikogo zabić. Sama nawet nie pamięta jak pokonała Vernę( zła wiedźma, więcej informacji na moim starym blogu „Magia jest…..” Kisielek ). Mam nadzieję, że sobie poradzi.
            W pewnym momencie poczułem jak ktoś złapał mnie mocno za ręce, a ktoś inny zaczął mi odrywać głowę. Nie wiem jakim cudem, ale miałem idealny punkt widzenia na Bellę. Widziałem jak siedzi na trawie, a jej twarz wyraża wiele emocji. Od złości do miłości, ale najbardziej przeważała nienawiść skierowana do wampirów, które zaczęły minie pozbawiać egzystencji. Teraz? Właśnie teraz gdy zyskałem miłość i zrozumienie? Gdy już myślałem, że to koniec, zauważyłem jak moja Anielica zaczęła wysuwać skrzydła. NIE!!! Podbiegła szybko do nas i wyrwała mnie z uścisku nieznanych mi wampirów, a potem zaczęła z nimi walczyć, chciałem jej pomóc, ale ktoś na mnie skoczył i musiałem się pozbyć problemu. Widziałem jak Bells dzielnie z nimi walczyła, ale skrzydła strasznie jej przeszkadzały. W pewnym momencie Victoria złapała brązowowłosą za ręce, a James zaczął jej odrywać skrzydła.
-Bello! - krzyknąłem i już biegłem w stronę Belli, gdy nagle z ziemi wyrosły wielkie i potężne korzenie. Owinęły się one wokół wampirów, zamykając w szczelnej pułapce, odrywając ich tym samym od Belli. Podbiegłem jak najszybciej do ukochanej i zauważyłem jak reszta podchodzi do nas.- Alura, pomóż jej! – kiwnęła głową i spojrzała na resztę.
- Emmett zabierz tą dwójkę, a ty Edwardzie delikatnie podnieś Bellę, ale tak aby jej skrzydła były w górze. Carlisle i Marco za mną, a reszta niech spali szczątki tych wampirów, coś czuję, że ta wiedźma rzuciła na nich czar przeżycia. A teraz biegiem do domu Bells. – wszyscy przytaknęli zabrali się do swoich obowiązków. Delikatnie, tak aby nie pogorszyć sprawy, wziąłem Bellę na ręce i pobiegłem do jej domu. Gdy dotarliśmy na miejsce, w drzwiach dostrzegłem zdenerwowanego Williama.
- Nie teraz Will, liczy się czas. – krzyknęła Alura i otworzyła drzwi, wpuszczając nas do środka. Pobiegłem za czarownicą w stronę pokoju ukochanej i tam położyłem ją ostrożnie na łóżku, bokiem do nas wszystkich.
- Straciła zbyt dużo krwi, trzeba zatamować…..- Carlisle zaczął swój wykład, ale nasza wiedźma jej przerwała
- To nie człowiek, a anioł doktorze. Tu trzeba innego podejścia.- i tu spojrzała na mnie.- przynieś litry zimnej wody i pustą miskę. – jak najszybciej zbiegłem na dół do kuchni, gdzie Emmett pilnował dwójkę wampirów.
-Co z nią? – zapytał, gdy nalewałem wodę.
- Ciężko, ale mam nadzieję, ze jej pomogą. – ostrożnie, tak, aby nie wylać wody, dostarczyłem zamówienie do Alury, która razem z Marco tamowała „krwawienie”
- Dobrze teraz trzeba zrobić wodny opatrunek w ten sposób nie straci więcej wody, a skrzydła się zrosną. – powiedziała Alura i uniosła wodę, którą przyniosłem, a następnie uniosła ją i owinęła wokół skrzydeł Belli.- Marco, teleportuj się do babci Belli. Musi zabrać tą dwójkę, najwyższa trójca na pewno się nimi zainteresuje. – chłopak kiwnął głową i zszedł na dół.
- A co my mamy robić?- zapytał Carlisle.
- Trzeba zmieniać wodę co godzinę, najlepiej na zimną. Jeśli nam będzie sprzyjać szczęście, rany się zagoją, a Bella obudzi niebawem. – ostatnie słowa ucieszyły mnie najbardziej, ale poprzednie zamartwiły, jeśli się obudzi. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży.
***
            Dwie godziny temu zaczęliśmy walczyć o życie Belli. Nadal nic się nie dzieje. Zmieniamy wodę na czas, ale jej skrzydła się nie „sklejają” z ciałem. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jej serce bije coraz wolniej, co niepokoi nas wszystkich.
Przy Belli jestem ja, William i Alura, a reszta siedzi na dole, bo było by zbyt tłoczno.
- Ty naprawdę ją kochasz. – szepnęła w pewnym momencie Ali, gdy wymienialiśmy wodę.
- Tak i to z całego serca, mojego martwego serca. – powiedziałem ściszonym głosem głaszcząc Bellę po włosach.
- Na pewno się obudzi.- uśmiechnęła się do mnie – przecież musi zdążyć kupić kieckę na ślub Lani. – uśmiechnąłem się lekko i spojrzałem na ukochaną. Wygląda jakby spała, a nie walczyła o życie.
            Nagle wyczułem na dole nową osobę. Już gdzieś czułem ten zapach…
- Gdzie ona jest! –krzyknęła na cały głos… babcia Bells. Pięknie, tylko tego brakowało, żeby widziała wnuczkę w takim stanie. – Chcę zobaczyć moją wnuczkę!- już było słychać jak zdenerwowana kobieta wbiega po schodach. Nie chcę jej wchodzić w drogę, dlatego usiadłem przy nogach Bells i czekałem. W sumie nie musiałem tego długo robić. Po sekundzie w drzwiach stanęła starsza kobieta o włosach czarnych na noc, a jej oczy same mówiły o właścicielce, że jest zmartwiona i przestraszona.- Bello kochanie…- szepnęła załamana kobieta i uklękła przy łóżku, ale miała idealny widok na wnuczkę. – Nie opuszczaj mnie, zostałaś mi tylko ty. – powiedziała płaczliwym głosem, a następnie przytuliła nieruchomą głowę brunetki do siebie. Nie chciałem przerywać tej chwili, dlatego delikatnie podniosłem się z łóżka Belli i zacząłem kierować się w stronę drzwi, ale zatrzymał mnie głos staruszki – Edwardzie, proszę cię, opowiedz mi.. co się stało?- odwróciłem się w jej stronę, usiadłem z powrotem na łóżku i zacząłem jej opowiadać o wszystkim. Od momentu gdy poznałem Bellę i Anielicę, przez to jak nam się ujawniła oraz o tym jak wyznaliśmy sobie nawzajem uczucia, kończąc na dzisiejszej walce.
-… gdy zaczęli odrywać jej skrzydła, chciałem jej pomóc, ale ubiegła mnie Alura i to skuteczniej. Bella poświęciła się dla mnie …. a nie powinna. – ostatnie zdanie, było dla mnie najtrudniejsze.- Jeśli Bella się nie obudzi, nie wiem co ze sobą zrobię. Wiem tylko, że będzie mnie męczyć poczucie winy do końca mojej egzystencji.
- Chłopcze nie musisz się tak obwiniać. Bella zawsze była, jest i będzie poświęcać się w imię innych. Nic tego nie zmieni, a wasza miłość tylko to spotęgowała. Może ci nie mówiła, ale gdy anioł się za kocha, przyrzeka sobie, że nic nie może się stać swojej drugiej połówce. Anioł poświęci skrzydła, a nawet życie za swoją miłość. – gdy babcia Lucinda to powiedziała, uśmiechnęła się lekko do mnie. – Jeśli ona tego nie przeżyje nie odbieraj sobie życia, na pewno by tego nie chciała. – kiwnąłem tylko głową i wróciłem do obserwowania Belli, mojej pięknej Belli…..

I tak z innej bajki ;D
Kto zgadnie tytuł, autorów i z jakiego filmu dostaje możliwość wpłynięcia na dalsze losy bohaterów!!!!!
Weeeee, kogo zaszczyt kopnie ??

niedziela, 17 listopada 2013

.: Rozdział 24 - Walka :.

I co teraz?
nie wiem, zastanawiam się tylko ile nam zostało czasu
nie wiem, ale przez ten krótki czas możemy się chyba wytłumaczyć??
Chyba tak...
Dobra, ludziska...
Przepraszamy, że od miesiąca nie było notki, ale wena nam uciekła ;(
a w dodatku nauka ;/
liceum to nie piaskownica, mamy nawał pracy 
a to nie koniec, na jutro mam 2 testy,
a ja 3 ;/
ale udało nam się coś napisać i mamy nadzieję, że nie tak źle.
postaramy się następnym razem, abyście nie musieli tak długo czekać 
ale niczego nie obiecujemy.
jak widać, szablon się popsuł,
ale GL obiecała, ze naprawi ;D
A teraz nn ;D
__________________________
-Bella, pobudka…- usłyszałam cichy szept obok swojego ucha, a następnie poczułam jak ktoś mnie szturcha nosem w ucho.- Za godzinę świt, a pomyślałem, że przydałoby się dodatkowe polowanie.
-Już wstaję, a co z resztą? – zapytałam, przeciągając się
- Eee, wiesz… Nigdy nie budziłem lewitujących ludzi. – przyznał się zawstydzony, a ja zachichotałam.-No co, nie wiem, jak zareagują, jeszcze mnie spalą na stosie za to. – nie mogłam, niego żarty nawet teraz się trzymały.
- Chodź, pokarzę ci jak to się robi. – wstałam i razem z Edwardem skierowałam się w stronę pokoju gościnnego. W sumie, można powiedzieć, że to ich pokój, bo sobie sami go urządzili. Ale wracając do pobudki, gdy przekroczyłam próg, zobaczyłam jak moi przyjaciele śpią „lekkim” snem.
- Teraz patrz i się ucz. – powiedziałam szeptem do ukochanego, a następnie z całej siły trzepnęłam drzwiami. W jednej chwili cała trójka się obudziła i ….runęli na łóżko. Ich miny były bezcenne, zdezorientowanie i to potrójne, ale gdy zorientowali się, kto jest przyczyną ich „pobudki” nie było mi tak wesoło….
-BELLA!!! – wydarli się na mnie, a ja razem z moim wampirem pobiegliśmy do mnie, śmiejąc się do utraty tchu.
- Może trzeba było trochę lżej??- zapytał mnie ukochany, gdy byliśmy w „bezpiecznej strefie”.
- E tam, należy się jej za to, że nie dała mi pospać ostatnio- uśmiechnęłam się do niego, a potem poszłam w stronę szafy.
- Gdzie mi uciekasz?- zapytał jednocześnie porywając mnie w swoje ramiona.
***
            Śniadanie minęło szybko i bez rozmów. Gdy ja byłam na polowaniu, reszta szykowała się do walki. Nie wiem, co konkretnie robili, bo byłam zajęta zwierzaczkami. Byłam naprawdę głodna, mimo, że wczoraj polowałam. Może to przez tą miksturkę… Nie wiem, ale na razie muszę się martwić czyś innym. Co jak ktoś zginie? To wszystko będzie moja wina…. No nic, koniec rozmyślań, zbliża się świt. Muszę biec na wyznaczone miejsce, czyli na pole do gry w bejsbol . Czekali już tam wszyscy, a gdy tylko podbiegłam do Edwarda, od razu wtuliłam się w jego pierś. Mam nadzieję, że nic mu się nie stanie.
- Alura, na pewno nie wysuną mi się skrzydła?- zapytałam po raz setny przyjaciółkę.
- Po raz enty powtarzam ci, że nie, jeśli tylko zachowasz swoją pełną moc dla siebie.- odpowiedziała spokojnie. – Nie martw się, jeśli to same wampiry to nawet się nie obejrzysz jak zmieciemy ich z powierzchni ziemi – uśmiechnęła się szeroko, a ja tylko uśmiechnęłam się krzywo.
            Spojrzałam na wszystkich, każda para mówiła sobie jakieś miłe słówko pocieszenia, lub obiecywała sobie, że będą na siebie uważać. Ja wiedziałam, co chciałam przekazać Edwardowi, dlatego odwróciłam się w jego stronę i mocno go pocałowałam. Czułam jakby to był mój ostatni, a ja tego nie chcę. Pragnę budzić się każdego nowego dnia i mieć świadomość, że on jest gdzieś obok mnie i mnie nie opuści.
- Kocham cię i nic tego nie zmieni, ale proszę, uważaj na siebie.- powiedziałam mu to prosto w oczy, a on uśmiechnął się do mnie i pocałował mnie lekko w czoło.
- Ja ciebie też. Tylko pamiętaj, że ciebie to też dotyczy- uśmiechnęliśmy się do siebie, a następnie przytuliłam się do mojego ukochanego, może po raz ostatni? Nie wiem, to wie tylko Gabriel…
- Nadchodzą. – tylko jedno słowo, a potrafi zburzyć cały mój świat. – Nie…będzie trudniej niż przypuszczałam. – powiedziała Ali, a my wszyscy spojrzeliśmy na nią zdziwieni.- Umiem wyczuć czarownicę i właśnie czuję jedną i to naprawdę silną.- to nie wróży nic dobrego…
            W tym samym momencie na polanę wkroczyli nasi przeciwnicy. Dwudziestu różnych wampirów i jedna kobieta wyróżniająca się spośród tłumu. Jej włosy w kolorze jasnego blond odstawały od czarnych ubrań, które ma na sobie. Jej twarz wydaje się iście anielska, ale pozory lubią mylić. Na jej szyi dostrzegłam ledwo zauważalny naszyjnik z wisiorkiem w kształcie czerwonego pentagramu. Znaku zła…
            Kobieta przyjrzała się nam wszystkim, a potem uśmiechnęła się szyderczo.
- James, Wiktoria. Podejdźcie tutaj i powiedzcie mi, czy widzicie tą dziewczynę? – zapytała się kobieta, a z tłumu wyszła dwójka wampirów. TE wampiry, które zabiły mi rodziców, blondyn i ruda kobieta. Obydwoje mają na szyi znamiona po podrapaniu paznokciami anioła. No na pewno oni.
            Wyznaczone wampiry rozejrzały się, a najdłużej zatrzymały wzrok na mnie.
- Ta brunetka, która przytula się do rudego, wydaje się znajoma….Zgadzasz się Wiktorio – ruda przytaknęła mu, a on uśmiechną się szyderczo w moją stronę. Edward warknął w ich stronę i przytulił mnie do siebie. – Wero, to ona.
- A więc polowanie czas zacząć!- krzyknęła wypuszczając w naszą stronę płomienne kule, szybo zareagowałyśmy z Alurą i odparłyśmy atak, gasząc płonące pociski. W tym samym czasie wampiry rzuciły się w naszą stronę. Alura z Marco zajęli się wiedźmą, a reszta wzięła się za resztę wampirów. Ja obrałam za kurs, dwa wampiry, przez które stałam się sierotą. Znalazłam ich bardzo szybko i od razu zaczęłam ich atakować. Opierali każdy mój atak, ale gdy oni kontratakowali ja nie byłam im dłużna.
- Gdzie twoje skrzydełka aniołku? Schowałaś je, czy się ich już pozbyłaś?- zapytała drwiąca ruda wampirzyca, chyba Wiktoria.
- Mogłaś mówić, wpadlibyśmy i pomogli.- zaśmiał się blondyn, jeśli się nie mylę James. Nie odpowiadałam, skupiłam się na walce. Muszę ich pokonać, dla rodziców! Wzmocniłam ataki, coraz słabiej się bronili, ale opadałam też z sił. Czuję, że długo tak nie pociągnę i oni o tym dobrze wiedzą. Nagle poczułam, że tracę grunt pod nogami.
- Zobaczymy, co powiesz, gdy twój luby straci dla ciebie głowę. – uśmiechnęła się chytrze Wiktoria i straciłam ją i Jamesa z oczu. Chwilę potem usłyszałam krzyk Edwarda. Podniosłam się szybko i ujrzałam jak ta dwójka Złapała mojego ukochanego i zaczęli odrywać mu głowę, tym samym zabijając go. Zagotowało się we mnie, wszystkie silne emocje zaczęły wypływać z mojego wnętrza, moje skrzydła wysunęły się, tym samym dodając mi siły i szybkości. Pobiegłam w ich stronę jak najszybciej i oderwałam czerwonookie wampiry od miedzianowłosego. Spojrzeli na mnie przerażeni, ale potem wyraz ich twarzy zmienił się diametralnie na ….  szczęśliwe. Rzucili się na mnie. Starałam się ze wszystkich sił odpierać ich ataki, ale skrzydła uniemożliwiały mi swobodę ruchu. W pewnym momencie rudowłosa złapała mnie za nadgarstki, a ja nie mogłam się wydostać.
- Teraz James!- krzyknęła, a blondyn zmaterializował się za mną i złapał za skrzydła.- Obiecuję, że pójdzie to szybko- uśmiechnęła się sztucznie, a potem poczułam wielki ból. Zaczęło się od pleców, a potem rozeszło się to po całym ciele. Czuję się, jakby ktoś zaczął palić mnie żywcem, albo i gorzej. A to dopiero ….. koniec. Przestało mnie boleć, ogólnie nic nie czuję. Żadnego bólu, tylko błogi spokój….
- Bello! – usłyszałam z daleka najpiękniejszy głos na świecie. Jak nic należy do równie pięknej osoby. Otwieram delikatnie oczy i widzę idealną męską twarz. Bez żadnej skazy. Jego miedziane włosy, same proszą się o przeczesanie ich, a usta są stworzone do całowania. Najpiękniejsze z tego wszystkiego są oczy. Miodowe, które patrzą się w moją stronę z miłością, uwielbianiem i strachem, ale, o co? Przecież nic mi nie jest. Czuję się wspaniale. Tak bezpiecznie ….