czwartek, 26 grudnia 2013

.: Rozdział 26 - Czas :.

Przepraszam, przepraszam, przepraszam.... Wiem, ze powinnam dodać nn w czwartek, ale cóż powiedzieć....zakochałam się :D
Pomocy! Z nią nie da się wytrzymać! Ciągle gada tylko o nim! Ratujcie!
Nie narzekaj, nie gadam tak dużo o nim....
Tia, uważaj, bo uwierzę.... Dobra, wracamy do nn. Jest trochę krótki, bo uznałyśmy zgodnie, że zakończenie w takim momencie jest dobrym rozwiązaniem.
Tak, ale mamy również pytanie do was.
Mamy pomysł na dalszą historię, ale pytanie, czy kto jeszcze jest zainteresowany.
Takie durne myśli kotłowały mi się w nocy, więc przyszło pytanie, czy jesteście zainteresowani.
Jeśli tak, to piszcie, ale chcemy poznać tego przyczynę.
Czyli napiszcie dlaczego.
Jednak od razu ostrzegamy, że te nowe rozdziały nie będą się pojawiać często. Zaczyna się niedługo drugie półrocze i wiecie, co to oznacza.
Pracę nad stopniami. To tyle, więcej dowiecie się w następnej notce. Pa :*
_______________________________________________________

Minęły już dwa dni, a Bella nadal się nie obudziła. Pocieszeniem jest tylko to, że skrzydła jej się skleiły, a serce wróciło do prawidłowego rytmu. Jednakże nadal śpi. Nikt nie wie dlaczego, nawet Carlisle z Alurą. Pani Lucinda opuściła nas tylko na chwilą, aby oddać dwójkę wampirów, pod „opiekę” aniołów. Została jednak zaproszona na proces który ma się odbyć za godzinę. Jednak nie spieszno jej tam. Razem ze mną i William’em, siedzi cały czas przy Belli. Wszystko było by dobrze, gdybym nie słyszał jej myśli. W kółko obwinia się o to, że nie interesowała się życiem wnuczki. Wysłała ją na drugi koniec świata, a sama została w rodzinnej Hiszpanii.
- Proszę przestać.- wyszeptałem w pewnym momencie, gdy nie mogłem wytrzymać setek myśli kobiety
- Nie rozumiem cię Edwardzie.
- To co się stało, to nie pani wina. – spojrzałem w jej przekrwione oczy w których było widać sam ból- Wie pani, że Bells nie odpuszcza, cokolwiek byśmy postanowili ona i tak by stanęła do walki.
-Wiem, ale patrząc na nią, cały czas czuję, ze to moja wina.- westchnęła smętnie, a następnie spojrzała na zegarek. – Muszę już iść, zaraz się wszystko zaczyna. Wrócę jak najszybciej się da. – kiwnąłem jej głową na zgodę, a ona odeszła na pewną odległość i odtworzyła sobie bramę do nieba. Zanim otworzyła drzwi, ostatni raz spojrzała na wnuczkę i poszła. A my zostaliśmy sami. Will, Bella i ja. Wiem, że wszyscy pragną tu wejść i usiąść obok, ale nie chcą się narzucać. Jestem im za to wdzięczny. Nie wiem, czy podtrawiłbym wytrzymać zatroskany wzrok wszystkich. Dość, że sam cierpię.
Punkt widzenia Belli
Ciemność, tylko to widzę. Żadnych twarzy i głosów. Tylko ciemność. Ostatnie moje wspomnienie to zatroskana twarz Edwarda. To co zdarzyło się wcześniej, było straszne. Świadomie ujawniłam się, a to tylko przez gniew, bo chcieli zabić Edwarda! Ja tego nie mogłam zostawić, nie mogłam stracić kolejnej osoby którą kocham.
            A wracając do rzeczywistości, strasznie bolą mnie skrzydła. Nie wiem tylko dlaczego, ale wiem, że są wysunięte, tylko dlaczego? Skupiłam się aby je wsunąć, ale to nic nie dało. Co jest? Postarałam się mocniej i udało się, ale strasznie bolał mnie sam początek. Ciekawe dlaczego…
- Bella? – usłyszałam cichy szept przy swoim uchu. – Kochanie, słyszysz mnie? – kolejne wołanie, tylko w tym było więcej nadziei. Otworzyłam delikatnie oczy i moje ostatni wspomnienie ukazało mi się powtórnie.
- Edward…- uśmiechnęłam się delikatnie, próbując podnieść się
- Nie, nie przemęczaj się. Powinnaś odpocząć. – powiedział całując mnie w czoło.
- Ale ja nie chcę. Gdzie wszyscy i co z tymi wampirami? – uśmiechnął się tylko i pomógł mi usiąść tak, abym miała lepszy widok.
- Twoja babcia ich zabrała, właśnie odbywa się proces. – jak dobrze, mniej roboty …. Zaraz, że kto?!
- Babcia? Co ona tu robi?
- Musieliśmy ją zawiadomić, bo tamta dwójka działała nam mocno na nerwy, a w ogóle Alura uznała, ze tak będzie lepiej. Dlaczego wydajesz się, jakby to był zły pomysł?
- Zaraz dostanę kazanie za to, ze nie powinnam ukrywać przed nią tak ważnego faktu! A co gorsza, będzie chciała wiedzieć, co ja tu jeszcze robię….
- Spokojnie – uspokoił mnie, łapiąc za głowę i spojrzał mi prosto w oczy.- Ona o nas wie. Powiedziałem jej o tym i nie przeszkadza jej to. Gorzej. Obwinia się o to, że to przez nią prawie straciłaś życie.
- Czekaj, co? – zgubiłam się
- Gdy odepchnęłaś mnie od tych wampirów, wyrosły ci znowu skrzydła. Niestety, oni tylko na to czekali. Jakoś obezwładnili cię i zaczęli odrywać skrzydła. Na szczęście Alura zdążyła i obezwładniła ich na czas. Jednak udało im się oderwać trochę twoich skrzydeł. Ali wpadła na pomysł jak je „skleić”. Jednakże, nie odbyło się bez wezwania twojej babci. – w kilku zdaniach, Edward streścił to, co powinnam pamiętać.
- Dziękuję. – wyszeptałam i przysunęłam się bliżej do ukochanego, aby złączyć nasze usta w gorącym pocałunku. Oddałam w nim wszystko, co do niego czułam, a za razem poczułam miłość jego do mnie. – Dziękuję za wszystko….
Kilka tygodni później…
Czas mijał, a ja od nowa musiałam nauczyć się latać. Tak, przez te dwa wampiry, które zostały skazane na potępienie, muszę od nowa zacząć naukę latania. Jednak nie jestem sama. Są przy mnie przyjaciele, babcia, która przeprowadziła się tutaj i Edward. Alura, Marco i Lucyfer musieli od razu jechać do Mirabilli. Ślub Lani i Erica był wspaniały, tak przynajmniej opisuje mi Ali, która z wielkimi emocjami opowiadała o tym jak to Marco oświadczył się jej. Oczywiście przyjęła zaręczyny z czego obydwoje są zadowoleni. Sama nie mogłam być na weselu z powodu skrzydeł. Udaje mi się je schować, ale od nowa uczę się je chować na dłuższy czas. Jednak przekazałam gratulacje nowożeńcom i wysłałam drobny upominek od nas wszystkich.
            A wracając do ćwiczeń. Uczę się wszystkiego. Unoszenia się, latania, lądowania, chowania i wysuwania skrzydeł. Idzie mi coraz lepiej, bo robię to po raz drugi, ale ciągle bolą mnie skrzydła, gdy je wysuwam. Mam tylko nadzieję, że to minie…
            Ja i Edward…Cóż, nasza miłość rośnie z dnia na dzień, a to o się wydarzyło tylko spotęgowało to uczucie. Nie odstępujemy siebie na krok, jesteśmy jak papużki nierozłączki, jak to słusznie nazwał Emmett. Ale cóż począć, gdy jest się zakochanym?

Z okazji mijających świąt Bożego Narodzenia życzymy wam :
Świąt białych, pachnących choinką,
skrzypiących śniegiem pod butami,
spędzonych w ciepłej, rodzinnej atmosferze,
pełnych niespodziewanych prezentów.
Świąt dających radość i odpoczynek
oraz nadzieję, że nadchodzący rok
będzie lepszy niż ten, który właśnie mija.

Życzyły: 
Angela :* i Kisielek :D

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Krótkie info

Hej, chciałabym was przeprosić, za brak nn. Piszę to jako ja, Kisielek, bo to nie wina Angeli. Ostatnio miałam kłopoty ze zdrowiem i odcięto mnie od świata zewnętrznego na prawie dwa tygodnie. Na szczęście wróciłam w pełni zdrowa, ale z wielkimi zaległościami. Jutro np. piszę 2 testy z fizyki trzymam kciuki, że zaliczę to. Jednakże nie myślcie, że was zaniedbujemy. Angela wysłała mi już połowę rozdziału, niedługo go skończę, mniej więcej przed światami, a jak nie to 24 grudnia wstawię nn. A teraz przepraszam, ale zjawiska fotoelektryczne zewnętrzne, czekają i tak tego nie rozumiem......
Do napisania
Kisielek ;D

niedziela, 24 listopada 2013

.: Rozdział 25 - Walka o życie :.

Hej dzisiejszy rozdział jest mój, tak mnie wczoraj i dzisiaj tchnęło.
(tia...zamiast się uczyć na geografię, fizykę i wos, wolę pisać....ciekawe po kim to mam ;p)
Według mnie wyszedł trochę słabo, ale ocenę zostawiam dla was.

 CzekoladoweFrykasy - tia zobaczymy, niby będzie wolny czas, ale po świętach ostatnie poprawki, przed końcem półrocza;/  A co do akcji, wiem, ale nie mamy talentu do opisywania walk. Dość, że coś napisałam ;p bo Angela to leń totalny i nic jej się nie chce ;p

BellaSwan2002- a jak oderwali do połowy, to będzie jeden kopniak? Jak coś to Angela zasłużyła sobie na kopniaka ;D ja jestem grzeczna i siedzę grzecznie w pokoju pałaszując ciasto, "ucząc się" na jutrzejszy test ;D
Ten rozdział jest dla wszystkich czytający
a pisałam go przy różnych piosenkach, ale tylko jedna oddaje emocje tego rozdziału:

Donny Hathaway - Come Little Children
teledysk lekko straszny, ale przyznam, że się zakochałam w tej piosence.....
_________________________

Punkt widzenia Edwarda
            I zaczęło się, nawet nie zauważyłem kiedy wpadłem w wir walk. Każdy nowo narodzony który do mnie podszedł zginął w mgnieniu oka. Jeden po drugim. Nie oglądałem się, czy to kobieta, czy mężczyzna. Dziecko, czy dorosły. Liczyło się tylko aby żaden nie miał szans podejść do Bells. Niestety nie każdego udawało mi się „złapać” .Na szczęście moja ukochana dobrze sobie radziła, tak samo jak reszta. Gdy miałem okazję spojrzeć w stronę mojej rodziny i przyjaciół Belli, widziałem jak walczą wspólnymi siłami. Niestety, ale najciężej mieli czarodzieje, a właściwie Alura. Raz udało mi się podsłuchać, jak rozmyślała o walce. Bała się, że jeżeli tym wampirom pomaga czarownica, to nie będzie umiała jej pokonać. Nie potrafi nikogo zabić. Sama nawet nie pamięta jak pokonała Vernę( zła wiedźma, więcej informacji na moim starym blogu „Magia jest…..” Kisielek ). Mam nadzieję, że sobie poradzi.
            W pewnym momencie poczułem jak ktoś złapał mnie mocno za ręce, a ktoś inny zaczął mi odrywać głowę. Nie wiem jakim cudem, ale miałem idealny punkt widzenia na Bellę. Widziałem jak siedzi na trawie, a jej twarz wyraża wiele emocji. Od złości do miłości, ale najbardziej przeważała nienawiść skierowana do wampirów, które zaczęły minie pozbawiać egzystencji. Teraz? Właśnie teraz gdy zyskałem miłość i zrozumienie? Gdy już myślałem, że to koniec, zauważyłem jak moja Anielica zaczęła wysuwać skrzydła. NIE!!! Podbiegła szybko do nas i wyrwała mnie z uścisku nieznanych mi wampirów, a potem zaczęła z nimi walczyć, chciałem jej pomóc, ale ktoś na mnie skoczył i musiałem się pozbyć problemu. Widziałem jak Bells dzielnie z nimi walczyła, ale skrzydła strasznie jej przeszkadzały. W pewnym momencie Victoria złapała brązowowłosą za ręce, a James zaczął jej odrywać skrzydła.
-Bello! - krzyknąłem i już biegłem w stronę Belli, gdy nagle z ziemi wyrosły wielkie i potężne korzenie. Owinęły się one wokół wampirów, zamykając w szczelnej pułapce, odrywając ich tym samym od Belli. Podbiegłem jak najszybciej do ukochanej i zauważyłem jak reszta podchodzi do nas.- Alura, pomóż jej! – kiwnęła głową i spojrzała na resztę.
- Emmett zabierz tą dwójkę, a ty Edwardzie delikatnie podnieś Bellę, ale tak aby jej skrzydła były w górze. Carlisle i Marco za mną, a reszta niech spali szczątki tych wampirów, coś czuję, że ta wiedźma rzuciła na nich czar przeżycia. A teraz biegiem do domu Bells. – wszyscy przytaknęli zabrali się do swoich obowiązków. Delikatnie, tak aby nie pogorszyć sprawy, wziąłem Bellę na ręce i pobiegłem do jej domu. Gdy dotarliśmy na miejsce, w drzwiach dostrzegłem zdenerwowanego Williama.
- Nie teraz Will, liczy się czas. – krzyknęła Alura i otworzyła drzwi, wpuszczając nas do środka. Pobiegłem za czarownicą w stronę pokoju ukochanej i tam położyłem ją ostrożnie na łóżku, bokiem do nas wszystkich.
- Straciła zbyt dużo krwi, trzeba zatamować…..- Carlisle zaczął swój wykład, ale nasza wiedźma jej przerwała
- To nie człowiek, a anioł doktorze. Tu trzeba innego podejścia.- i tu spojrzała na mnie.- przynieś litry zimnej wody i pustą miskę. – jak najszybciej zbiegłem na dół do kuchni, gdzie Emmett pilnował dwójkę wampirów.
-Co z nią? – zapytał, gdy nalewałem wodę.
- Ciężko, ale mam nadzieję, ze jej pomogą. – ostrożnie, tak, aby nie wylać wody, dostarczyłem zamówienie do Alury, która razem z Marco tamowała „krwawienie”
- Dobrze teraz trzeba zrobić wodny opatrunek w ten sposób nie straci więcej wody, a skrzydła się zrosną. – powiedziała Alura i uniosła wodę, którą przyniosłem, a następnie uniosła ją i owinęła wokół skrzydeł Belli.- Marco, teleportuj się do babci Belli. Musi zabrać tą dwójkę, najwyższa trójca na pewno się nimi zainteresuje. – chłopak kiwnął głową i zszedł na dół.
- A co my mamy robić?- zapytał Carlisle.
- Trzeba zmieniać wodę co godzinę, najlepiej na zimną. Jeśli nam będzie sprzyjać szczęście, rany się zagoją, a Bella obudzi niebawem. – ostatnie słowa ucieszyły mnie najbardziej, ale poprzednie zamartwiły, jeśli się obudzi. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży.
***
            Dwie godziny temu zaczęliśmy walczyć o życie Belli. Nadal nic się nie dzieje. Zmieniamy wodę na czas, ale jej skrzydła się nie „sklejają” z ciałem. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jej serce bije coraz wolniej, co niepokoi nas wszystkich.
Przy Belli jestem ja, William i Alura, a reszta siedzi na dole, bo było by zbyt tłoczno.
- Ty naprawdę ją kochasz. – szepnęła w pewnym momencie Ali, gdy wymienialiśmy wodę.
- Tak i to z całego serca, mojego martwego serca. – powiedziałem ściszonym głosem głaszcząc Bellę po włosach.
- Na pewno się obudzi.- uśmiechnęła się do mnie – przecież musi zdążyć kupić kieckę na ślub Lani. – uśmiechnąłem się lekko i spojrzałem na ukochaną. Wygląda jakby spała, a nie walczyła o życie.
            Nagle wyczułem na dole nową osobę. Już gdzieś czułem ten zapach…
- Gdzie ona jest! –krzyknęła na cały głos… babcia Bells. Pięknie, tylko tego brakowało, żeby widziała wnuczkę w takim stanie. – Chcę zobaczyć moją wnuczkę!- już było słychać jak zdenerwowana kobieta wbiega po schodach. Nie chcę jej wchodzić w drogę, dlatego usiadłem przy nogach Bells i czekałem. W sumie nie musiałem tego długo robić. Po sekundzie w drzwiach stanęła starsza kobieta o włosach czarnych na noc, a jej oczy same mówiły o właścicielce, że jest zmartwiona i przestraszona.- Bello kochanie…- szepnęła załamana kobieta i uklękła przy łóżku, ale miała idealny widok na wnuczkę. – Nie opuszczaj mnie, zostałaś mi tylko ty. – powiedziała płaczliwym głosem, a następnie przytuliła nieruchomą głowę brunetki do siebie. Nie chciałem przerywać tej chwili, dlatego delikatnie podniosłem się z łóżka Belli i zacząłem kierować się w stronę drzwi, ale zatrzymał mnie głos staruszki – Edwardzie, proszę cię, opowiedz mi.. co się stało?- odwróciłem się w jej stronę, usiadłem z powrotem na łóżku i zacząłem jej opowiadać o wszystkim. Od momentu gdy poznałem Bellę i Anielicę, przez to jak nam się ujawniła oraz o tym jak wyznaliśmy sobie nawzajem uczucia, kończąc na dzisiejszej walce.
-… gdy zaczęli odrywać jej skrzydła, chciałem jej pomóc, ale ubiegła mnie Alura i to skuteczniej. Bella poświęciła się dla mnie …. a nie powinna. – ostatnie zdanie, było dla mnie najtrudniejsze.- Jeśli Bella się nie obudzi, nie wiem co ze sobą zrobię. Wiem tylko, że będzie mnie męczyć poczucie winy do końca mojej egzystencji.
- Chłopcze nie musisz się tak obwiniać. Bella zawsze była, jest i będzie poświęcać się w imię innych. Nic tego nie zmieni, a wasza miłość tylko to spotęgowała. Może ci nie mówiła, ale gdy anioł się za kocha, przyrzeka sobie, że nic nie może się stać swojej drugiej połówce. Anioł poświęci skrzydła, a nawet życie za swoją miłość. – gdy babcia Lucinda to powiedziała, uśmiechnęła się lekko do mnie. – Jeśli ona tego nie przeżyje nie odbieraj sobie życia, na pewno by tego nie chciała. – kiwnąłem tylko głową i wróciłem do obserwowania Belli, mojej pięknej Belli…..

I tak z innej bajki ;D
Kto zgadnie tytuł, autorów i z jakiego filmu dostaje możliwość wpłynięcia na dalsze losy bohaterów!!!!!
Weeeee, kogo zaszczyt kopnie ??

niedziela, 17 listopada 2013

.: Rozdział 24 - Walka :.

I co teraz?
nie wiem, zastanawiam się tylko ile nam zostało czasu
nie wiem, ale przez ten krótki czas możemy się chyba wytłumaczyć??
Chyba tak...
Dobra, ludziska...
Przepraszamy, że od miesiąca nie było notki, ale wena nam uciekła ;(
a w dodatku nauka ;/
liceum to nie piaskownica, mamy nawał pracy 
a to nie koniec, na jutro mam 2 testy,
a ja 3 ;/
ale udało nam się coś napisać i mamy nadzieję, że nie tak źle.
postaramy się następnym razem, abyście nie musieli tak długo czekać 
ale niczego nie obiecujemy.
jak widać, szablon się popsuł,
ale GL obiecała, ze naprawi ;D
A teraz nn ;D
__________________________
-Bella, pobudka…- usłyszałam cichy szept obok swojego ucha, a następnie poczułam jak ktoś mnie szturcha nosem w ucho.- Za godzinę świt, a pomyślałem, że przydałoby się dodatkowe polowanie.
-Już wstaję, a co z resztą? – zapytałam, przeciągając się
- Eee, wiesz… Nigdy nie budziłem lewitujących ludzi. – przyznał się zawstydzony, a ja zachichotałam.-No co, nie wiem, jak zareagują, jeszcze mnie spalą na stosie za to. – nie mogłam, niego żarty nawet teraz się trzymały.
- Chodź, pokarzę ci jak to się robi. – wstałam i razem z Edwardem skierowałam się w stronę pokoju gościnnego. W sumie, można powiedzieć, że to ich pokój, bo sobie sami go urządzili. Ale wracając do pobudki, gdy przekroczyłam próg, zobaczyłam jak moi przyjaciele śpią „lekkim” snem.
- Teraz patrz i się ucz. – powiedziałam szeptem do ukochanego, a następnie z całej siły trzepnęłam drzwiami. W jednej chwili cała trójka się obudziła i ….runęli na łóżko. Ich miny były bezcenne, zdezorientowanie i to potrójne, ale gdy zorientowali się, kto jest przyczyną ich „pobudki” nie było mi tak wesoło….
-BELLA!!! – wydarli się na mnie, a ja razem z moim wampirem pobiegliśmy do mnie, śmiejąc się do utraty tchu.
- Może trzeba było trochę lżej??- zapytał mnie ukochany, gdy byliśmy w „bezpiecznej strefie”.
- E tam, należy się jej za to, że nie dała mi pospać ostatnio- uśmiechnęłam się do niego, a potem poszłam w stronę szafy.
- Gdzie mi uciekasz?- zapytał jednocześnie porywając mnie w swoje ramiona.
***
            Śniadanie minęło szybko i bez rozmów. Gdy ja byłam na polowaniu, reszta szykowała się do walki. Nie wiem, co konkretnie robili, bo byłam zajęta zwierzaczkami. Byłam naprawdę głodna, mimo, że wczoraj polowałam. Może to przez tą miksturkę… Nie wiem, ale na razie muszę się martwić czyś innym. Co jak ktoś zginie? To wszystko będzie moja wina…. No nic, koniec rozmyślań, zbliża się świt. Muszę biec na wyznaczone miejsce, czyli na pole do gry w bejsbol . Czekali już tam wszyscy, a gdy tylko podbiegłam do Edwarda, od razu wtuliłam się w jego pierś. Mam nadzieję, że nic mu się nie stanie.
- Alura, na pewno nie wysuną mi się skrzydła?- zapytałam po raz setny przyjaciółkę.
- Po raz enty powtarzam ci, że nie, jeśli tylko zachowasz swoją pełną moc dla siebie.- odpowiedziała spokojnie. – Nie martw się, jeśli to same wampiry to nawet się nie obejrzysz jak zmieciemy ich z powierzchni ziemi – uśmiechnęła się szeroko, a ja tylko uśmiechnęłam się krzywo.
            Spojrzałam na wszystkich, każda para mówiła sobie jakieś miłe słówko pocieszenia, lub obiecywała sobie, że będą na siebie uważać. Ja wiedziałam, co chciałam przekazać Edwardowi, dlatego odwróciłam się w jego stronę i mocno go pocałowałam. Czułam jakby to był mój ostatni, a ja tego nie chcę. Pragnę budzić się każdego nowego dnia i mieć świadomość, że on jest gdzieś obok mnie i mnie nie opuści.
- Kocham cię i nic tego nie zmieni, ale proszę, uważaj na siebie.- powiedziałam mu to prosto w oczy, a on uśmiechnął się do mnie i pocałował mnie lekko w czoło.
- Ja ciebie też. Tylko pamiętaj, że ciebie to też dotyczy- uśmiechnęliśmy się do siebie, a następnie przytuliłam się do mojego ukochanego, może po raz ostatni? Nie wiem, to wie tylko Gabriel…
- Nadchodzą. – tylko jedno słowo, a potrafi zburzyć cały mój świat. – Nie…będzie trudniej niż przypuszczałam. – powiedziała Ali, a my wszyscy spojrzeliśmy na nią zdziwieni.- Umiem wyczuć czarownicę i właśnie czuję jedną i to naprawdę silną.- to nie wróży nic dobrego…
            W tym samym momencie na polanę wkroczyli nasi przeciwnicy. Dwudziestu różnych wampirów i jedna kobieta wyróżniająca się spośród tłumu. Jej włosy w kolorze jasnego blond odstawały od czarnych ubrań, które ma na sobie. Jej twarz wydaje się iście anielska, ale pozory lubią mylić. Na jej szyi dostrzegłam ledwo zauważalny naszyjnik z wisiorkiem w kształcie czerwonego pentagramu. Znaku zła…
            Kobieta przyjrzała się nam wszystkim, a potem uśmiechnęła się szyderczo.
- James, Wiktoria. Podejdźcie tutaj i powiedzcie mi, czy widzicie tą dziewczynę? – zapytała się kobieta, a z tłumu wyszła dwójka wampirów. TE wampiry, które zabiły mi rodziców, blondyn i ruda kobieta. Obydwoje mają na szyi znamiona po podrapaniu paznokciami anioła. No na pewno oni.
            Wyznaczone wampiry rozejrzały się, a najdłużej zatrzymały wzrok na mnie.
- Ta brunetka, która przytula się do rudego, wydaje się znajoma….Zgadzasz się Wiktorio – ruda przytaknęła mu, a on uśmiechną się szyderczo w moją stronę. Edward warknął w ich stronę i przytulił mnie do siebie. – Wero, to ona.
- A więc polowanie czas zacząć!- krzyknęła wypuszczając w naszą stronę płomienne kule, szybo zareagowałyśmy z Alurą i odparłyśmy atak, gasząc płonące pociski. W tym samym czasie wampiry rzuciły się w naszą stronę. Alura z Marco zajęli się wiedźmą, a reszta wzięła się za resztę wampirów. Ja obrałam za kurs, dwa wampiry, przez które stałam się sierotą. Znalazłam ich bardzo szybko i od razu zaczęłam ich atakować. Opierali każdy mój atak, ale gdy oni kontratakowali ja nie byłam im dłużna.
- Gdzie twoje skrzydełka aniołku? Schowałaś je, czy się ich już pozbyłaś?- zapytała drwiąca ruda wampirzyca, chyba Wiktoria.
- Mogłaś mówić, wpadlibyśmy i pomogli.- zaśmiał się blondyn, jeśli się nie mylę James. Nie odpowiadałam, skupiłam się na walce. Muszę ich pokonać, dla rodziców! Wzmocniłam ataki, coraz słabiej się bronili, ale opadałam też z sił. Czuję, że długo tak nie pociągnę i oni o tym dobrze wiedzą. Nagle poczułam, że tracę grunt pod nogami.
- Zobaczymy, co powiesz, gdy twój luby straci dla ciebie głowę. – uśmiechnęła się chytrze Wiktoria i straciłam ją i Jamesa z oczu. Chwilę potem usłyszałam krzyk Edwarda. Podniosłam się szybko i ujrzałam jak ta dwójka Złapała mojego ukochanego i zaczęli odrywać mu głowę, tym samym zabijając go. Zagotowało się we mnie, wszystkie silne emocje zaczęły wypływać z mojego wnętrza, moje skrzydła wysunęły się, tym samym dodając mi siły i szybkości. Pobiegłam w ich stronę jak najszybciej i oderwałam czerwonookie wampiry od miedzianowłosego. Spojrzeli na mnie przerażeni, ale potem wyraz ich twarzy zmienił się diametralnie na ….  szczęśliwe. Rzucili się na mnie. Starałam się ze wszystkich sił odpierać ich ataki, ale skrzydła uniemożliwiały mi swobodę ruchu. W pewnym momencie rudowłosa złapała mnie za nadgarstki, a ja nie mogłam się wydostać.
- Teraz James!- krzyknęła, a blondyn zmaterializował się za mną i złapał za skrzydła.- Obiecuję, że pójdzie to szybko- uśmiechnęła się sztucznie, a potem poczułam wielki ból. Zaczęło się od pleców, a potem rozeszło się to po całym ciele. Czuję się, jakby ktoś zaczął palić mnie żywcem, albo i gorzej. A to dopiero ….. koniec. Przestało mnie boleć, ogólnie nic nie czuję. Żadnego bólu, tylko błogi spokój….
- Bello! – usłyszałam z daleka najpiękniejszy głos na świecie. Jak nic należy do równie pięknej osoby. Otwieram delikatnie oczy i widzę idealną męską twarz. Bez żadnej skazy. Jego miedziane włosy, same proszą się o przeczesanie ich, a usta są stworzone do całowania. Najpiękniejsze z tego wszystkiego są oczy. Miodowe, które patrzą się w moją stronę z miłością, uwielbianiem i strachem, ale, o co? Przecież nic mi nie jest. Czuję się wspaniale. Tak bezpiecznie ….

poniedziałek, 14 października 2013

.: Rozdział 23 - Przygotowania :.


Hej ludziska!
raczej trupy...
już, ja jeszcze żyję, a przynajmniej jestem jedną nogą w grobie...
to się ciesz, inni mają gorzej
dobra zostawmy naburmuszonego Aniołka...
 Ej!
Poprawka Angelę ( zmieniła nick), złości się, pewnie ma SM
 lepiej i przestań...
i pochwalmy się szablonem ;/D
i jak wam się podoba?
Wielkie dzięki dla GoldenLeaf z szabloniarni  felkowo-listowej
mi się podoba, a wam?
dobra, koniec paplania,
 zapraszamy do czytania ;D
PS: Prosze pamiętać, że jest specjalna zakładka na spam
i tam proszę zostawiać informację o nn
___________________________________

            Poniedziałek, godzina dwunasta, a ja już chcę wrócić do domu. Wszyscy się na mnie patrzą, jeszcze bardziej niż wcześniej. Może mam paranoje, ale to prawda! Siedzę aktualnie z Cullenami na stołówce, a każda osoba, która obok nas przechodzi, dziwnie się na mnie gapi..
- Edwardzie, wszyscy się na nas patrzą..
- Bo zazdroszczą mi tak pięknej dziewczyny. – powiedziawszy to pocałował mnie w rękę, a ja jak zawsze strzeliłam buraka.- Uwielbiam jak się rumienisz, bo wiem, że to moja zasługa.
- Przestańcie sobie słodzić, bo zaraz rzygnę tęczą.(ach to rzyganie…>Kisielek ) – powiedział Emmett i dla potwierdzenia swoich słów, chwycił się za brzuch i teatralnie zaczął wymiotować.
- Przestań, mógłbyś brać przykład z niego. Nie pamiętam, kiedy ostatnio usłyszałam jakikolwiek komplement, - zawarczała na niego Rasa, a on spojrzał na nią przerażony. No to się zaczyna…
- Rozalia, kochanie. Przecież na każdym kroku powtarzam ci, że jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką znam…
- Ale nie słyszę, żadnych romantycznych tekstów! – oburzyła się i strzelił focha. ( z przytupem i melodyjką ;D)
- Kochanie, proszę. Obiecuję się, że się poprawię i….i …i codziennie rano będziesz stąpać po płatkach róż! – wykrzyknął podekscytowany swoim pomysłem. W sumie to naprawdę romantyczne, mam nadzieję, że na tyle, aby jej się to spodobało.
- Może być, ale na przyszłość, pamiętaj o miłych słowach. – ostrzegła go blondynka, a on z radości porwał ją w ramiona i pocałował. –Emm, nie przy ludziach!
- Oczywiście moja królowo, mój kwiatuszku najpiękniejszy, diamencie najdroższy…
- PRZESTAŃ!- krzyknęliśmy wszyscy, a potem wybuchliśmy śmiechem, niestety tą chwilę radości przerwał kochany dzwonek na lekcję.
- Chodźmy od tego „poety”- szepnął mi Edward i pociągnął mnie w stronę sali od biologii.
- Szkoda mi miśka, teraz musi się wysilać z przeprosinami.- powiedziałam, gdy byliśmy kawałek od stołówki.
- Jeśli ma coś tam w głowie, na pewno coś wymyśli. – na tym skończyła się nasza rozmowa, bo musieliśmy wejść do klasy. Lekcja minęła spokojnie i nic nie wskazywało na to, że coś ciekawego się ….
- Państwo Cullen i Hale oraz Swan proszeni są do gabinetu dyrektora. – co się stało? Spojrzałam zdziwiona na Edwarda, a on tylko wzruszył ramionami i pomógł mi się spakować. Bez słowa wyszliśmy i skierowaliśmy się do dyrektora, po drodze spotykając resztę. Nikt nie wiedział, o co chodzi, a najgorsze jest to, że nigdzie nie było Alice. Gdy doszliśmy na miejsce, ze zdziwieniem odkryliśmy, że w pokoju już jest Alice i Carlisle. O co chodzi?
- Dzień dobry, co się stało? – zapytała przerażona Rosalie
- Przyszedłem was zwolnić, nasz wyjazd musiał się przesunąć. Decyzja została podjęta. – powiedział zdenerwowany lekarz. Na początku nie wiedziałam, o co chodzi, ale potem zrozumiałam. Walka została przełożona. Kiwnęliśmy głowami i razem skierowaliśmy się w stronę parkingu.
- Alice, powiedz nam, co dokładniej widziałaś?- zapytałam, gdy byliśmy wystarczająco daleko, by nikt nas nie usłyszał.
- Zdecydowali nie zwlekać, mają wystarczającą liczbę pomocników. Zaatakują jutro o świcie.
- A wiesz ilu ich będzie? – zapytał Edward, który właśnie odpala silnik.
- W tym problem, że widzę tylko dwudziestu, a za każdym razem jak próbuję zobaczyć walkę widzę jeszcze jednego w mgle. To mnie przeraża, może on ma jakiś silny dar? – spytała się Edwarda, a ten uważnie przejrzał jej myśli i pokręci głową.
- Nie wiem, o co chodzi, ale boję się, że będzie ciężko.
            Gdy podjechaliśmy pod dom, Cullen’ów, na schodach już czeka na nas Esme wraz z moimi przyjaciółmi.
- Nie mamy czasu. Musimy się przygotować,- zaczęła mówić Ali, a potem spojrzała na mnie - a Bella nadal jest aniołem. Mam nadzieję, że teraz nie popełniłam błędu. Dla pewności wypij to na zewnątrz. – podała mi jakąś małą fiolkę, w której jest czerwony płyn. – Tym razem dodałam więcej elementów wampirzych, mam nadzieję, że nie będzie cię tak boleć jak poprzednio. – wahając się, otworzyłam fiolkę i powąchałam to coś. Tak jak poprzednia pachnie i wygląda jak krew. No dobra, do trzech razy sztuka. Szybko przechyliłam zawartość fiolki i od razu poczułam ostre pieczenie w gardle. Mikstura smakuje jak krew pantery, a może niedźwiedzia? Sama nie wiem, na pewno była pyszna i na tym skończyła się przyjemność, bo poczułam ostry ból. Wszystko mnie zaczęło boleć, a najbardziej gardło.(hasło: pająk) Czuję jakby tuzin os użądliło mnie tam, a dodatkowo, ktoś polał je kwasem. Na szczęście ból nie trwał długo, minął po paru minutach. Gdy otworzyłam oczy nie wiedziałam, co się dzieje. Wszyscy stoją dookoła mnie, a Edward trzyma mnie w ramionach.
- Co się stało? –zapytałam zdziwiona, a reszta odetchnęła z ulgą.
- Twoje serce zatrzymało się pół godziny temu już się baliśmy, że...no wiesz…- powiedziała cicho Alura. –Ale na szczęście nic ci nie jest i widzę, że mój eliksir zadziałał.
- Ona ma rację, wyglądasz jak prawdziwy wampir, no może z wyjątkiem oczu. –powiedziała Rosa, przyglądając mi się dokładniej.
- Jak pójdzie na polowanie, to kolor się zmieni na czerwony. – powiedziała szczęśliwa Alura, rzucając mi się w ramiona.
- No to zabiorę Bells na kolację. – powiedział szczęśliwy Edward i energicznym ruchem podniósł mnie i Alurę z ziemi, a następnie razem pobiegliśmy w stronę lasu. Oczywiście cały czas byłam na prowadzeniu, ale gdy zauważyłam, że nie widzę mojego lubego, zatrzymałam się. Oparłam się wygodnie o drzewo i odczekałam kilka sekund, a potem poczułam jak czyjeś ramiona oplatają się wokół mojej talii.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się przestraszyłem, gdy zatrzymało ci się serce, a ty się nie budziłaś. – szepnął mi Edward, patrząc prosto w oczy. – Bałem się, że nigdy więcej nie zobaczę twojego uśmiechy, tego błysku w oku, gdy mnie widzisz i wielu innych. A najbardziej cierpiałbym z tego powodu, że nigdy nie zrobiłem tego. – gdy to powiedział, poczułam jak jego usta złączyły się z moimi. Nigdy się nie całowałam i nie umiem porównać tego pocałunku do innych, ale mogę do tych, które są w książkach. Oni nie wiedzą, co piszą, to, co ja teraz czuję, jest sto razy lepsze. Czuję jak rozkosz rozpływa się po całym moim ciele, a radość wypełnia mnie od środka. Oddawałam pocałunki jak tylko mogłam, ale nie potrafiłam przekazać w nich takiej miłości, jaką przekazywał mi Edward.
- Kocham cię. – szepnął mi miedzianowłosy, gdy nasz pocałunek dobiegł końca.
- Ja ciebie, też. – przytuliłam się do niego, a on przygarnął mnie mocno do siebie. – Ale dłużej nie wytrzymam…- gdy to powiedziałam, wystrzeliłam jak z procy, szukając czegoś smacznego. Miałam szczęście, w okolicy wyczułam dwie pumy. Zmieniłam szybko kierunek i pobiegłam w ich stronę. Gdy byłam parę metrów od nich, przyspieszyłam. Dziś nie miałam ochoty na podchody i od razu zaatakowałam. Pierwsza nie wiedziała, co się dzieje, ale druga tak. Dlatego gdy opróżniałam tą pierwszą, ona się na mnie rzuciła. Wykorzystując magię wody, szybko otoczyłam zwierzę tym żywiołem i zajęłam się swoim posiłkiem. Gdy skończyłam opróżniać swój pierwszy posiłek, druga pantera już nie żyła, utopiła się, więc nie miałam z nią żadnego problemu.
- A więc tak radzisz sobie z dodatkowym problemem? – usłyszałam za sobą pytanie Edwarda, więc odwróciłam się zdziwiona w jego stronę.
- Gdyby coś się stało tym ubraniom, Alice, wpakowałaby mnie do szafy i nie wypuszczała z niej przez trzy godziny – zaśmiał się na moje sformułowanie, a ja w tym czasie podbiegłam do niego i przytuliłam się.- A ty się najadłeś?
- Tak, możemy wracać.- uśmiechnął się do mnie w ten sposób, jaki lubię najbardziej, a potem…. Już go nie było! Pobiegł w stronę domu!
- A więc tak pogrywamy.- szybko wystartowałam i dogoniłam ukochanego. – A gdzie start?
- Nie ma, ale jest meta.- i przyśpieszył.
- Oszust! – krzyknęłam i również przyśpieszyłam. Na szczęście, została mi siła anioła, a w raz z nią mój szybki bieg. Raz, dwa przegoniłam Edwarda i znalazłam się w jego domu, a dokładniej na kanapie w salonie, gdzie znajdowała się cała rodzina wampirów wraz z moimi magicznymi przyjaciółmi.
- Hej. – uśmiechnęłam się do nich, a chwilę później wpadł mój chłopak.
- Ja się z tobą tak nie bawię.- powiedział oburzony.
- Trzeba było nie oszukiwać. – uśmiechnęłam się zadziornie i poszłam przytulić obrażonego Edwarda.
-Nie chcę wiedzieć, o co chodzi, ale może byście tak usiedli i posłuchali? – zapytał lekko zirytowany Lucyfer.
- Dobrze, o co chodzi?
- Czas opracować strategię….- i tak minęło nam całe popołudnie. Ustaliliśmy, że Carlisle i Jasper staną z przodu, a reszta z tyłu parami. Mam złe przeczucie, tylko nie wiem, dlaczego…
            Potem cześć z nas poszła do siebie, a reszta jeszcze omawiała szczegóły walki. Ja byłam w tej pierwszej grupie. Padłam zmęczona na łóżko, nawet nie pamiętam, kiedy przytuliłam się do Edwarda i zasnęłam. 
UWAGA SPOJLER:
W następnym rozdziale dowiedzie się kto jest tajemniczą osobą...

czwartek, 19 września 2013

.:Rozdział 22 - Trening a'la Salem:.

Widzę przyszłość, widzę przyszłość...
i co widzisz?
naszą śmierć, zostaniem zmordowane przez...
przez kogo??
przez naszych kochanych czytelników, pytasz dlaczego?
bo od dziewiętnastu dni nie wstawiłyśmy nn!!
morderstwo usprawiedliwione.
A teraz na poważnie, przepraszamy, że tak długo nie pisałyśmy,
ale szkoła nas pochłonęła.
liceum to już nie piaskownica, musimy uważać w szkole
(HAHAHA jakby to było możliwe)
dlatego przepraszamy was, ale rozdziały nie będą już tak często jak wcześniej
(czyt. co tydzień)
mamy nadzieję, że rozumiecie, 
ale w nagrodę postaramy się o dłuższe i ciekawsze rozdziały
miłość wyznana, więc mamy już z górki,
teraz musicie się dobrze trzymać, 
bo treść może być już trochę poplątana
możecie się zgubić i powtarzać cały rozdział, a może i dwa
dobra koniec gadaniny i zapraszamy na nn ;D
__________________________________


            Linia, która się ciągnie w tą i z powrotem, wywołująca dreszczyk zadowolenia. Czuję, jak koś przemierza palcem po mojej ręce. Od ramienia, do palców u dłoni. Nie wiem, co jest przyjemniejsze. To, co było, czy co jest? Sen, który właśnie mi się skończył, był piękny. Widziałam tą samą scenkę, co u Amora. Ja z Edwardem, szczęśliwi i zakochani, biegamy po lesie i cieszymy się swoją obecnością. A może dotyk, który nie zmienia swojego kierunku i nie przestaje? Nie wiem, ale wiem jedno. ( Tak wim, masło maślane.- Aniołek B.) Edward jest bardzo wygodny.
Nagle dotyk się zatrzymał, a uśmiech, który się pojawił na moich ustach parę sekund temu, zniknął, a zastąpił go wyraz niezadowolenia. Co jest?
- Witaj Bello.- Edward szepnął mi do ucha, a ja delikatnie otworzyłam oczy.
- Hej…- odpowiedziałam zaspanym głosem. – Która?
- Jest parę minut po dziesiątej, ale jak chcesz, to możesz jeszcze poleżeć. – i na takie słowa czekałam..
- Z wielką przyjemnością…- odprężyłam się i przytuliłam mocniej do Edwarda, a on ponowił swoją „wędrówkę” po mojej skórze. Taki relaks to ja popieram. …… Pisk! Podniosłam się.
- Will? – szepnęłam do siebie
- Hej, to nic takiego, piszczy tak od godziny. Nie wiem, o co mu chodzi, jak zszedłem tam machał skrzydłami, ale nic nie mogłem zrozumieć. – no tak, co on może zrozumieć z mowy ptaków.
- Eh, jednak muszę wstać. – usiadłam na łóżku, a Edward spojrzał na mnie zdziwiony. – Jeśli macha skrzydłami i piszczy, to znaczy, że ma wiadomość. Pewnie od Alury. – podniosłam się i skierowałam swoje kroki do salonu, a Edward szedł za mną. Pierwsze, co zobaczyłam, to stos małych liścików na mojej kanapie. – Miałam rację. – rozwinęłam jeden, a potem następny i następny. Nie chciałam sprawdzać kolejnych, bo ich wiadomość się powtarza.
„ Czekam i czekam, a portal nadal nieotwarty.”
- Ona chyba mnie zabije. – wyszeptałam, a potem poszłam do kuchni i wyciągnęłam sól.
- Co się stało?- zapytał mnie ukochany.
- Alura próbuje od godziny dostać się tutaj.
- A nie mogła się teleportować, albo przyjechać?
- Pewnie ma coś dużego i nie chce tego dźwigać. – wyszeptałam, sprawdzając, czy wszystko jest poprawnie narysowane. Nawet nie zdążyłam się odwrócić do miedzianowłosego, a portal się zaświecił i zaczęli się pojawiać moi przyjaciele.
- Następnym razem nie zrobię tak wiele dla ciebie. – powiedziała zła brązowowłosa.
- Przepraszam, spałam.
- Jasne, a Edward to potwierdzi.
- No w sumie…. –powiedziałam zakłopotana, a ona przyjrzała nam się uważniej. Chwilę nad czymś myślała, a potem z wielkim bananem na twarzy, rzuciła się na nas.
- Och, tak bardzo się cieszę! Już miałam się brać do roboty, ale widzę, że sobie poradziliście.- uśmiechnęła się szczęśliwa. – Dobra, koniec radości, czas do pracy. Jeśli nie macie na dzisiaj żadnych planów mamy pomysł na mały trening.
- Jasne, tylko się przebiorę, a gdzie chłopaki? – zapytałam zdziwiona, gdy zauważyłam ich nieobecność.
- Jesteśmy. Tylko się zastanawiamy, gdzie to wszystko położyć.- odezwał się Marco, spojrzałam w jego stronę i dopiero teraz zauważyłam stos walizek różnej wielkości.
- Co to?- zapytał Edward, który od czasu pojawienia czarodziejów nie odezwał się ani słowem.
- Trochę papierów, sprzętu i składników.- odpowiedział Lucyfer. – A jak ma się mój kurczaczek.- wyszczerzył ząbki z zadowolenia, tak bardzo, że przypomina mi w tym momencie Kota z Cheshira. ( I LOVE IT<3 -Kisielek.).
- Ciągle powtarza, że się zemści.- odpowiedział Edward i w ostatniej chwili złapał małą walizeczkę, która prawie spadła na ziemię.
- W jego snach. Ali, gdzie to postawić?
- Na zewnątrz, Bells nie ma sąsiadów, więc nie zaczadzimy nikogo.- chłopaki kiwnęli głowami i zabrali się za wynoszenie rzeczy na zewnątrz. Gdy tylko zamknęli drzwi, Alura pociągnęła mnie na kanapę i z uśmiechem na ustach zaczęła zadawać pytania.
- Kiedy wyznał ci miłość? Czy ty też mu powiedziałaś, co czujesz? Całowaliście się już? Co ci się w nim podoba najbardziej? Kiedy?…
- Hej nie tak szybko. – przerwałam jej, a ona z naburmuszoną miną spojrzała na mnie.- No dobra, ale powoli.
- Kochasz go? – wypaliła, a ja się zaczerwieniłam
- Tak i to bardzo. – gdy to powiedziałam ona pisnęła z zadowolenia i…poleciała do góry!
- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę! Wiedziałam, że będziecie razem, odkąd zobaczyłam was razem po raz pierwszy!  ( Chodzi nam o to, że kiedy Alura poznała Cullenów. –Autorki)
- Też się cieszę, ale złaź na dół!
- Sorka, niedawno uczyłam się lewitować i teraz jak tego nie utrzymuję, lecę do góry..
- Czyli miotła ci już nie potrzebna. – zaśmiałam się, a ona dała mi kuksańca.
- Co wam tak wesoło dziewczyny?- zapytał mój ukochany
- Nic, to ja się pójdę przebrać i idziemy trenować, ok.?- odpowiedzieli mi skinięciem głów, a ja skierowałam się na górę.Poszłam szybko do garderoby i przebrałam się w czarne legginsy, bordowy podkoszulek, a na to dżinsową kurtkę oraz bordowe trampki. Szybo wykonałam poranną toaletę i podbiegłam na dół, a na schodach jeszcze związałam włosy w kitkę.
- Możemy już iść – powiedziałam stając uśmiechnięta obok Edwarda.
- Okej, tylko wezmę jedną walizkę i możemy iść. – powiedziała Alura i chwyciła beżową walizeczkę. – No to w drogę.
Wyszliśmy na dwór i ruszyliśmy w stronę posiadłości Cullenów. Drogę przebyliśmy w milczeniu, ale ja i Edward cały czas trzymaliśmy się za ręce. To jest…takie przyjemne.
Gdy dobiegliśmy na miejsce, wszyscy tam na nas czekali. Pewnie to sprawka Alice.
- To, co? Gotowi na trening rodziny Salem? – zapytała wesoło, Alura, a wszyscy się uśmiechnęli z wyjątkiem Emma, który chyba o czymś myśli… Wow, on myśli!
- Salem…a to przypadkiem nie takie miasto?- zapytał głupkowato Emm
- Tak, ale i przy okazji moje rodzinne nazwisko. – powiedziała spokojnie Ali i głęboko odetchnęła.- Dobra, czas przygotować wasz tor przeszkód. Marco. – brunet stanął naprzeciwko niej i obydwoje zaczęli coś szeptać.
Nie wiem, o czym, bo nie znam tego języka, ale zaczęli, po jakim czasie wykonywać dziwne ruchy. Wyglądało to jak taniec. Obydwoje tańczyli to samo, ale po przeciwnych stronach. Nagle, obydwoje przestali, zatrzymując się w dziwnej pozycji. Nogi w rozkroku, kręgosłup wygięty do tyłu, a ich ręce złączyły się. Przez chwilę nic się nie działo, a potem z ziemi zaczęły wysuwać się skały, a trawa zaczęła twardnieć i rosnąć do góry. Zaczęły tworzyć się rozmaite skalne półki, po których spływała woda, która wydawała się nie mieć końca. Na płaskim terenie utworzyły się ogniste pierścienie i wulkany. Na wysokich szczytach było słychać jak mocny wiatr obija się o skały. To.. To jest piękne…
- Wow… a zrobicie mi taką figurkę? – zapytał głupkowato Emm, a my spojrzeliśmy na niego zdziwieni. – No, co, chcę mieć taką pamiątkę.
- Może, kiedy indziej, a teraz zapraszam na jedyny i niepowtarzalny tor przeszkód rodziny Salem! – wykrzyknęła Ali i wystrzeliła z swoich rąk sztuczne ognie, dodając ich pracy efektu „łał” ( tak mówi moja szalona ciotka J. – Kisielek). – To, kto pierwszy? – zapytała a wszyscy spojrzeli na siebie przestraszeni. – No weźcie, to tylko łatwiutki tor przeszkód. Nic wam się nie stanie, jedynie możecie mieć problem przy paru przeszkodach, ale na tym polega trening. – Nic, cisza…
- Może pokażesz jak ma wyglądać ta trasa? – zapytała Rozalia, a wszyscy jej przytaknęli.
- Dobra. Patrzcie i się uczcie. – powiedział zła Alura i stanęła do nas plecami.
- Gotowa? Start!- Marco dał znać swojej dziewczynie, a ona wystrzeliła jak z procy. Najpierw pobiegła do wielkiej trawy, w której chyba łatwo się zgubić, lecz ona szybko się z nią uporała i pobiegła w stronę wodospadu. Nie wiedziałam, co Am ma robić, póki nie zobaczyłam brunetki w akcji. Sprawnie i bez żadnego problemu wspinała się w górę wodospadu, mimo, że woda utrudnia wspinaczkę. Gdy dotarła na sam szczyt, zachwiała się, widziałam lekki strach na jej twarzy, ale zniknął tak samo szybko jak się pojawił. Wyprostowała się pewnie i zaczęła… skakać po szczytach skalnych, ani razu się potem nie zachwiała! To jest niewiarygodne! Przyszedł czas na ognistą ziemie. Gdy „zeskoczyła” na ziemię, zaczęła walczyć z ognistymi pierścieniami, które raz to raz zbliżały się, prawie ją raniąc. Nie zapomniałam o wulkanach, które nie przestawały wybuchać, nie pozwalając jej przejść łatwymi drogami. Na szczęście, Alura łatwo obeszła „ zabezpieczenia” i stanęła uśmiechnięta obok nas.
- Trzy minuty i trzydzieści trzy sekundy, twój nowy rekord. – odparł wesoło Marco i z przypływu radości pocałował fioletooką
- Ej, nie przy innych. – krzyknął misiek, a reszta się zaśmiała, a ja razem z nimi
- Skoro taki jesteś mądry, proszę bardzo pokonaj ten tor, ale tak, jakbyś był człowiekiem. Kurczaczku- powiedział wesoło Lucyfer, a Emmett spojrzał na niego, jak by miał go zamiar zamordować
- Spoko. Kocie, ale potem ty. – on kiwnął głową i tak się zaczęło. Każdy przynajmniej raz pokonał ten tor i każdy miał wiele problemów. Najlepiej poszło Alice, ona skakała jakby była do tego szkolona, ale to pewnie przez wizje. Emm do końca dnia wyśmiewał się z biednego Luc’a, który pokonał tor o parę sekund dłużej od miśka.

a teraz taki bonus ode mnie:
dzisiaj miałam ślubowanie i jeden chłopak śpiewał tą piosenkę
niestety nie mam na razie filmiku z tego " występu"
ale powiem tylko tyle, że dansowaliśmy sobie a maxxa ;D
pewnie większość zna ten kawałek ;D
Do napisania
Kisielek ;D
i
Aniołek B. :P
Przed wami Katy Perry Hot N Cold 

niedziela, 1 września 2013

.: Rozdział 21 - Atak :.

Hej ludziska, tu wasza szalona Aniołek B.
i zwariowany Kisielek ;D
ogłaszamy, że wyrobiłyśmy się z rozdziałem
i napisałyśmy go na czas ;D
Dlatego pod rozdziałem w przypływie radości....
... napiszemy wam krótki zwiastun tego,
 co się prawdopodobnie wydarzy....
A teraz koniec wesołych nowin,
because... skończyły się wakacje
dlatego na znak pamięci naszych kochanych wakacji zapalmy znicze
[*]
[*]
jak chcecie, zapalcie swoje;(
to na tyle, do zobaczenia za tydzień ;D
mamy nadzieje...
PS: Proszę zostawiać informacje o NN w zakładce SPAM
jest tuż nad rozdziałem
PPS: Sylwias27 wznowiła działalność w blogosferze
i poprosiła mnie o poinformowanie, że otworzyła nowego bloga:
_________________________________________

Rozdział 21
„Atak”
            I tak jak wcześniej, pochłonęło nas światło. Tylko tym razem nie rozdzieliło nas, a my znaleźliśmy się w Forks, a dokładniej w altance, którą zapamiętam do końca swych dni. Tutaj Edward wyznał mi miłość, a ja zaryzykowałam i powiedziałam, co do niego czuję. To był ryzykowny ruch, ale to zrobiłam i nie żałuję decyzji.
            Zyskałam miłość i wolność. Nie taką wielką, ale wolność, bo nie będę musiała opuszczać mojej miłości, ani jego rodziny, którą bardzo pokochałam. Przez pięć lat zapomniałam, co to jest miłość rodzicielska. Oczywiście babcia była bardzo kochana i bardzo dobrze się mną opiekowała, ale to nie to samo. Carlisle i Esme przez te kilka dni, przypomnieli mi o tym. Emmett rozbawia mnie nawet o tym nie wiedząc, a Rosa, mimo tego, że wydaje się być chłodna, jest wspaniałą przyjaciółką. Jasper i Alice są jak moje rodzeństwo, którego nigdy nie miałam. Zrozumieją i doradzą w każdej sprawie. Edward zaś, jest miłością, której nigdy nie zaznałam. Zostanę tu i nikt tego nie zmieni.
            Tak się zamyśliłam, że dopiero dotyk dłoni ukochanego wybrudził mnie z zamyślenia. Delikatnie dotknął mojego policzka, jakby bał się, że zaraz zniknę i nigdy nie wrócę. Nigdy w życiu. ( tak nawiasem mówiąc, fajny POLSKI film; P – Kisielek.). Złapałam jego dłoń, zanim ją zabrał i przytuliłam się do niej.
- Nie zniknę Edwardzie.  Zostaję z wami na wieki. – uśmiechnął się na te słowa i zamknął mnie w swoim uścisku.
- Ekhem… Nie przeszkadzamy wam gołąbki?- usłyszałam rozbawiony głos miśka, oraz chichot trzech osób. Oderwałam się od Edwarda i spojrzałam w tamtą stronę. Nie zdążyłam jednak nic więcej zobaczyć, bo czarna mała plama rzuciła się na nas.
- Tak bardzo się cieszę, że jesteście razem, tak długo na to czekałam. Już miałam interweniować, ale Alura mi zabroniła. Posłuchałam jej, ale gdybym…
- Alice! –przerwałam jej, a ona spojrzała na mnie przestraszona. – Zwolnij i to dosłownie, co by się stało jakby cię ktoś zauważył? – ona odetchnęła z ulgą i przytuliła się do mnie, prawie miażdżąc mi płuca.
- O nic się nie martw. Już jest grubo po zabawie, wszyscy już poszli, a my nie mogliśmy was znaleźć. Przeszukaliśmy okolicę chyba ze sto razy i dopiero teraz was wyczuliśmy.- powiedziała z wyrzutem. Zachichotałam, tak jak reszta, niestety nie jestem wampirem i poczułam zmęczenie i ziewnęłam. Po tak ciężkim dniu, jaki anioł by nie był.
- Wiecie, opowiemy wam jutro, Bella jest zmęczona, a ona wie więcej o tym miejscu gdzie byliśmy, niż ja. – wszyscy kiwnęli zgodnie głową, a ja w podzięce uśmiechnęłam się do miedzianowłosego. Ruszyliśmy równym tempem w stronę aut, a w między czasie Emmett opowiadał jak to pokonał jakiegoś chłopaka, w kostiumie kaczora Donalda, w konkursie na najzabawniejszy kostium. Oczywiście, chwalił się zwycięstwem żony w konkursie na najładniejszy kostium. Jednak tuż przed tym jak wsiadłam do auta Edwarda, usłyszałam coś. Zareagowałam od razu i poszłam w stronę dźwięku. Wszyscy patrzyli na mnie dziwnie.
- Co się dzieje?- zapytał Edward, który razem z resztą rodzeństwa, stanął obok mnie. –Co to…- nie dokończył, ponieważ pewnie zobaczył uśmiech na mojej twarzy. No, co? Jak tu się nie cieszyć, jeśli w twoją stronę nie zmierza twój przyjaciel.
- Spokojnie, to Will. – wszyscy odetchnęli z ulgą, w tej samej chwili usłyszeliśmy „krzyk bojowy „ ptaka i w jednej chwili… zaatakował Emma!
- Aaaaaa!!! Zabierzcie go ode mnie! – krzyczał i wymachiwał dłońmi, a ja nie wiedziałam, co robić.
- Will, uspokój się. Proszę! – nie wiem, co go opętało, ale nagle jego ruchy zaczęły robić się wolniejsze, a on zaczął opadać w dół. Zareagowałam w ostatniej chwili i złapałam ptaka. Oddychał, ale był nieprzytomny.
- Will, hej, obudź się! – co się dzieje?!
- Bello spokojnie, uśpiłem go. Obudzi się za parę godzin. – powiedział spokojnie Jasper, a ja odetchnęłam z ulgą. – A tak właściwie, dlaczego zaatakował Emma? Przecież widział go wcześniej i nie wykazywał negatywnych emocji.
- To, dlatego że Will nienawidzi minionków. Podczas Halloween, dwa lata temu, to jakiś dzieciak przebrany za niego, zaczął rzucać w Willa cukierkami. Niestety trafił go w oko i prawie stracił wzrok. Od tego czasu nienawidzi minionków. – gdy skończyłam opowiadać, wszyscy mieli wymalowany smutek i współczucie na twarzy- No dobra, chodźmy już, bo zaraz się obudzi i znowu zaatakuje miśka.- wszyscy zgodzili się ze mną i pojechaliśmy do domu, oczywiście, Edward odwiózł mnie najpierw.
- Dzięki za miły wieczór i do zobaczenia- uśmiechnęłam się do niego i tym razem to ja pocałowałam go w policzek.
- Tak, do zobaczenia. – zamknęłam za sobą drzwi i skierowałam się w stronę domu. Gdy, jakimś cudem, otworzyłam drzwi do domu, usłyszałam jak odjeżdża Edward. Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie o miedzianowłosym. Ciekawe jak teraz będzie wyglądać moje życie. Czy będzie ono długie i szczęśliwe, czy krótkie? Czas pokaże, a na razie muszę zdjąć z siebie ten kostium.
            Położyłam delikatnie ptaka na kanapie w salonie i skierowałam się w stronę swojego pokoju. Gdy przekroczyłam próg mojego „królestwa”, skierowałam swoje kroki w stronę łazienki. Przebrałam się tam w wygodną pidżamę, składającą się z spodni dresowych i niebieskiej bluzki z szarym sercem. Następnie zdjęłam perukę i siatkę, która trzymała moje włosy pod nią. Nadal nie wiem jak one zdołały je tam zmieścić. No nic, zmyłam jeszcze makijaż i wykonałam resztę czynności. Gdy nareszcie skończyłam, padłam nieżywa na łóżko. Od razu moje powieki opadły ze zmęczenia, a ciało ułożyło się w wygodną pozycję. Chodź czuję, że brakuje mi kogoś, próbuję zasnąć…
            Już prawie zasypiałam, gdy usłyszałam ruch obok. Byłam pół przytomna i nie słyszałam, ani nie czułam, kto to. Niewiele myśląc, skoczyłam na tajemniczą osobę, a z wody, którą „wyjęłam” z wazonu obok, uformowałam nóż. Przewróciłam włamywacza na plecy i usiadłam na nim okrakiem przytrzymując przy jego szyi nóż. Minęło kilka sekund zanim skapnęłam się, kim jest włamywacz.
- Edward, przestraszyłeś mnie. – powiedziałam z wyrzutem, a chłopak nadal patrzył na mnie ze zdziwieniem.- Co ty tu robisz?
- Przyszedłem do ciebie, stęskniłem się i pomyślałem, że może jeszcze nie śpisz. Ale widzę, że jednak nie, więc…
- Nie, zostań. – łapię go za rękę w ostatniej chwili, bo już chciał wyskoczyć przez okno.- Będzie mi się lepiej spało, jeśli zostaniesz. – uśmiechnęłam się do niego zachęcająco, a on odwzajemnił uśmiech i przybliżył się do mnie.
- Gdzie mogę usiąść?
- Nie usiąść, położyć. Kładziesz się obok mnie. – powiedziałam tonem, nie znoszącym sprzeciwu. No, co? Zyskałam miłość życia, nie mam zamiaru odsyłać chłopaka z kwitkiem, jak przychodzi.
            Odsunęłam się troszkę na bok, a Edward wskoczył obok mnie pod kołdrę. Nie wiedziałam, co teraz zrobić. Na szczęście, on wiedział. Przysunął się do mnie bliżej i przyciągnął mnie do siebie. Tak, że moja głowa i ręka, spoczęły na jego klatce piersiowej, a on mógł objąć mnie w pasie.
- Zdecydowanie to najwygodniejsza pozycja, w jaką kiedykolwiek się ułożyłam – szepnęłam, a następnie przytuliłam się mocniej do Edwarda.
- Moja też, ale nie jest ci za zimno? Wiesz, jestem zimny, a ty ciepła…
- Nie, moja skóra reaguje na zmianę temperatury. Gdy jest zimno, albo coś zimnego mnie dotyka, ja czuję ciepło i na odwrót. Gdy jest ciepło lub coś ciepłego mnie dotyka, to czuję zimno. – ziewnęłam. –Taka to ja jestem dziwna.
- Nie dziwna, wyjątkowa. I za to i za wiele innych rzeczy cię kocham. – usłyszałam, zanim odpłynęłam w objęciach Morfeusza…

UWAGA:
W następnym rozdziale:
Alura z ekipą wracają z Mirabilli z nowym eliksirem, czy tym razem wypali?
Jak Emmett chce ukarać Lucyfera, za poprzedni kawał? 
I czy mu się on uda ?
Na te pytania i wiele więcej dowiecie się w następnym rozdziale ;D
Pozdrawiamy:
Aniołek B.& Kisielek

niedziela, 25 sierpnia 2013

.: Rozdział 20 - Wyrok :.

Ludzie ja jeszcze żyję!
mówi to dziewczyna po 11 godzinach rwania aronii.
nom, ale jestem z sb dumna ;D
No dobra pochwal się na skalę światową ile zerwałaś
werble proszę...
Nie! Pisz ile!
łącznie, w 5 dni, zerwałam 363 kilo!
ty na serio? Jak nic mama dokładała
nie, a teraz zostawmy tą sprawę na później
i tak cię wypytam o szczegóły...
 ok, ale teraz zapraszamy na nn ;D
Wiemy, ze długo na to czekaliście, więc o to on 
Rozdział 20
 PS: Rozdział dedykujemy wszystkim czytającym ale w szczególności Mai. 
Kiedy złapałaś tą anginę? Ale ty wiesz kiedy chorować,
tydzień przed rozpoczęciem....
ćśśś ani mi się waż powiedzieć słowo na "sz"!
mamy wakacje, więc się cieszmy!
Przy tej piosence, stworzyłyśmy ten rozdział

 Remady & Manu-L - Holidays
________________
Punk widzenia Edwarda
            Kocha mnie, ona naprawdę mnie kocha…. Teraz będzie lepiej, jeśli tylko będzie przy mnie. Nie opuszczę jej nigdy, chyba, że sama będzie tego chciała. …Ale na razie nie chcę o tym myśleć, Bella jest obok mnie i się do mnie przytula. To jest dla mnie druga szansa, którą postaram się wykorzystać. Tym bardziej, że zakończyła zadanie. Jest wolna.
- To jeszcze nie koniec..- szepnęła przerażona, a ja spojrzałem na nią. Patrzyła przerażona w „coś” za mną. Odwróciłem się delikatnie i zauważyłem białe światło, które z każdą chwilą powiększa się i pochłania nas. – Trzymaj się mnie mocno. – posłuchałem się i przytuliłem Bellę tak mocno, ale tak, aby jej nie zmiażdżyć, jak tylko mogłem. Zamknąłem oczy i modliłem się, abyśmy tylko wyszli z tego cało.
            Nagle poczułem mocne szarpnięcie, coś chciało mi wyrwać Bells z ramion. Nie mogłem do tego dopuścić, trzymałem ją z całych sił, jednak nic to nie dało. Tajemnicza siła wydarła mi ją z ramion. Otworzyłem oczy, nie ma przy mnie anielicy. Nie wiem w ogóle gdzie jestem. Siedzę na białym krześle, a przede mną są tylko białe drzwi. Wstałem, aby je otworzyć, ani ruszyły, a użyłem całej swojej siły! Opadłem zrezygnowany na krzesło. Straciłem Bells, zaraz po tym jak wyznaliśmy sobie miłość, nie wiem gdzie jestem, ani kto nam to zrobił. Zostało mi tylko siedzieć i czekać.
Jakiś czas później
            Nie wiem ile siedziałem, ale nagle drzwi się otworzyły, a w nich stanął wysoki mężczyzna. Był wyższy ode mnie i miał ciemne włosy. Gdyby nie białe skrzydła, mógłbym uznać go za wampira.
- Zapraszam. – wstałem i wszedłem przez tajemnicze drzwi. Pomieszczenie, w którym się znalazłem jest … inne. Po środku znajdują się trzy fotele, a na nich trójka mężczyzn, a wśród nich ten, który mi otworzył. Przed nimi dostrzegłem Bells i nie patrząc na nic, podbiegłem do niej i zamknąłem ją w uścisku.
- Spokojnie, nic mi nie jest. – powiedziała spokojnym głosem i dotknęła mojego policzka.
- Gdzie jesteśmy? – zapytałem patrząc jej prosto w oczy.
- Na sądzie ostatecznym – przeraziłem się nie na żarty. Dwójka z nich nie miała miłego wyrazu twarzy, tylko ten, który mnie wpuścił, patrzył się na moją ukochaną ze zmartwioną miną. Nie wiem, co tu się dzieje, ale z każdą chwilą boję się coraz bardziej. W pewnym momencie odezwał się jeden z aniołów. Wysoki blondyn, którego twarz ukazywała złość.
- W dniu dzisiejszym zostało popełnione podwójne naruszenie prawa. Anielica Isabella Maria Chiquita Lucinda Rebeca Swan wyznała swojemu podopiecznemu Edwardowi Anthony’emu (Masen’owi) Cullen’owi, kim dla niej jest, a także go pokochała i wyznała mu tą miłość, czym naraziła swoje zadanie. Jako jeden z Archaniołów, jestem za tym, aby odebrano im pamięć, a dodatkowo, naszej uczennicy szydła. – co? Oni nie mogą tego zrobić. Już chciałem się wyrywać i powiedzieć im, że nie mogą nam tego zrobić, ale Bells złapała mnie i spojrzała na mnie wzrokiem mówiącym „ zaczekaj, to jeszcze nie koniec”. Odpuściłem i dobrze. Wstał ten, który mnie wpuścił.
- Zgadzam się z moim bratem Michałem, że przestępstwo, którego dokonała Isabella, nie może zostać pozostawione bez kary. Jednakże, zauważmy, że ona dokonała tego, czego nie mogli inni. Spełniła wszystkie wymagania. Prawdą jest, że musiała wyznać mu miłość i to, kim dla niego jest, żeby zakończyć ostatnie, ale udało się jej. Jako jeden z Archaniołów, jestem za tym, aby pozwolono im odejść w spokoju, ale mieć na nich oko – już lubię tego gościa ( nie mogłam się powstrzymać; p – Aniołek B.) Jednak to nie koniec. Został jeszcze anioł. Siedzi pomiędzy Michałem, a tym drugim.
- Znowu stawiacie mnie przed trudnym wyborem. – spojrzał z wyrzutem na nich, a potem na nas. Patrzył na nas przytulonych do siebie uważnie.– Nie widzicie, że tych dwoje jest zakochanych? Amor pewnie zgodzi się ze mną, a wiadomo, miłości nie wolno niszczyć. Jednak złamano prawo. Anielica ujawniła się i wyznała miłość….Ale kiedy? – zapytał ich – W najlepszym momencie bracia! Edwardzie, podejdź tu. – spojrzałem niepewnie na Bells, ale ona tylko kiwnęła głową i lekko mnie popchnęła w stronę aniołów.- Powiedz mi mój drogi wampirze, co uświadomiła ci ta anielica? Co ona takiego zrobiła, że zacząłeś patrzeć inaczej na świat? – wszyscy patrzyli na mnie oczekując mojej odpowiedzi, ale ja nie wiedziałem, o co chodzi! Nie rozmawialiśmy o niczym szczególnym tylko o …. No jasne.
- Dzięki Belli, znów zacząłem wierzyć, że nie jestem potworem. Dotąd wierzyłem, że śmierć tych ludzi odcisnęła na mnie znamię potwora, zabijającego by przeżyć. Jednak ona uświadomiła mi, że to już przeszłość, liczy się teraźniejszość.- uśmiechnąłem się do Bells, a ona odwzajemniła mój uśmiech.
- Właśnie, przestał uważać się za potwora! Czy to nie było jednym z jej zadań? – jego bracia kiwnęli głowami, przyznając mu rację – Dalej, to jeszcze nie koniec, kiedy ci jeszcze coś uświadomiła.
- Pewnego razu, przyniosła księgę, która pokazywała dusze. Widząc, jak po kolei idące nazwiska, ukazują obecność ich dusz, wierzyłem, że mojej tam nie ma. Jednak myliłem się. Była ta i nadal tam jest, ponieważ mimo mojej natury nie krzywdzę ludzi, niestety zabijam zwierzęta, ale muszę jakoś żyć.
- Kolejny dowód! Przyjął do wiadomości, że ma duszę, a to ciężko dokonać. Szczególnie u wampira. Mów dalej, jeszcze jedna rzecz.- jeszcze jedna, ale co takiego? O miłość nie może chodzić, bo byłoby to już dawno, więc, o co? – Edwardzie, powiedz mi, jak się czułeś, gdy Isabella, wyznała ci, że darzy cię takim samym uczuciem, co ty ją?
- Miłość, radość i … szczęście, że mnie kocha. – uśmiechnąłem się, a anioł odwzajemnił mój uśmiech.
- Szczęście… Tak trudno je zdobyć, jednak, gdy ktoś darzy nas miłością, wypełnia nas szczęście. Edward nie zaznał miłości, jednak przeznaczenie chciało, że ta dwója się spotkała, a ich miłość zakwitła. Nie mam serca ich rozdzielić. Dlatego, jako jeden z Archaniołów, postanawiam pozostawić tę dwójkę w spokoju. – pozostali bracia patrzyli na niego z nie dowierzaniem. – Przykro mi bracia musimy się naradzić. – gdy to powiedział, zniknęli, a my zostaliśmy sami. Szybko pobiegłem do mojej ukochanej i przytuliłem ją.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że pamiętałeś o wszystkim.- powiedziała patrząc mi w oczy.
- Trudno nie zapomnieć, jeśli to zmieniło moje życie – uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w czoło. – Co teraz się z nami stanie?
- To już zależy od nich, ale wiedz jedno, jeśli usuną nam wspomnienia, zawszę będę cię kochać, a jeśli spotkam cię za trzysta lat, to moja miłość do ciebie będzie taka sama, a nawet mocniejsza. – powiedziała pewnym głosem, jednak jej twarz wyrażała bój, tak wielki, ze zaczęła płakać. Nie mogłem patrzeć na jej łzy, scałowałem wszystkie, a potem spojrzałem jej prosto w oczy
- Kocham cię i nic tego nie zmieni. – uśmiechnęła się i wtuliła we mnie. – Kocham cię Bells, najmocniej na świecie. – szepnąłem w jej we włosy. Jednak nasza chwila nie mogła trwać wiecznie, na swoich miejscach pojawili się Archaniołowie, nie umiałem odczytać ani ich myśli, ani min.
- Zdecydowaliśmy. Ja Archanioł Gabriel, razem z moimi braćmi, Michałem i Rafaelem, zdecydowaliśmy, że nie możemy was ukarać za miłość. Jednakże, Isabella zdradziła, że Edward jest jej podopiecznym a to wymaga kary. Dlatego od dzisiaj, anielica Isabella Maria Chiquita Lucinda Rebeca Swan ma się opiekować rodziną Cullen’ów- wampirów, póki śmierć nie pochłonie albo ją, albą całą tą rodzinę. – gdy to powiedział nie mogłem uwierzyć. Bella zostaje, a w dodatku zostaje ze mną, z moją rodziną, na zawsze. Uśmiechnęliśmy się, a ja przypływie radości złapałem Bells w ramiona i okręciłem kilka razy. Gdy ją postawiłem na ziemi, nadal miała uśmiech na twarzy. – A teraz idźcie, ktoś na wasz czeka…- gdy to powiedział po raz kolejny jakieś światło pochłonęło nas i „ wyrzuciło” w tej samej altance, w której wyznałem miłość Belli. Spojrzałem na nią, nie wierząc, że ona tu jest. Dotknąłem jej policzka, pewny, że zaraz zniknie, ale tak się nie stało. Ona złapała moją dłoń i przytuliła policzek do niej.
- Nie zniknę Edwardzie.  Zostaję z wami na wieki.

środa, 14 sierpnia 2013

.: Rozdział 19 - Ja...:.

Witajcie!
Na wejściu przepraszamy, że tak późno, ale ostatnio miałyśmy nawał obowiązków.
no wiecie, książki do szkoły, a w dodatku rodzice mnie zapisali na rwanie aronii....dum, dum
czemu narzekasz, to nie tak źle, nasi czytelnicy czekają często na nn, a ty nażekasz na rwanie.
no, ale o 6 mam być gotowa!!! heloł?! ja się pytam, gdzie tu sprawiedliwość ja się pytam?
są wakacje i ja powinnam wstawać minimum 9,ale nie 6!
dobra koniec załamki, ankieta zakończona, a o to wyniki:
1. Lucyfer - 20
 2. Bella - 18
  3.Edward - 5
    4.William - 3
      5. Alice - 2
      5. Rosalia - 2

        6. Jasper - 1
        6. Esme - 1 
 Wiedziałam, ze wyszyscy kochają Lucyfera ( taniec radości)
Dobra koniec przyjemności, nie wiemy kiedy będzie nn
 w tą niedzielę nie wiemy, ale w następną napewno
tym bardziej, ze zostawiliśmy was w takim momencie...
O my złe....
to na tyle i do napisania
PS: Jeśli chodzi o czasy to sorry, ale ja piszę teraźniejszym, a Kisiel przeszłym, 
uczymy się zgrania, jak widać słabo nam idzie...
____________________________




Po entuzjastycznych słowach miśka, wszyscy skierowaliśmy się do aut.
- Pięknie wyglądasz. – usłyszałam to od miedzianowłosego, gdy otworzył mi drzwi.
- Dziękuję, ty też .- uśmiechnęłam się i zajęłam swoje miejsce, a on szybko okrążył samochód i wsiadł na miejsce kierowcy. Odpalił silnik i ruszyliśmy. Podczas drogi nie rozmawialiśmy, ciszę przerywały tylko dźwięki muzyki, dochodzące z budynku szkoły, do której się kierujemy. Gdy dojechaliśmy do szkoły, Edward, jak na dżentelmena przystało, otworzył drzwi i pomógł mi wysiąść, a następnie użyczył swojego ramienia. Uśmiechnęłam się do niego i skorzystałam z propozycji. Poszliśmy razem w stronę sali gimnastycznej, skąd dochodzi najgłośniejsza muzyka. Po przekroczeniu progu, ogłuszył mnie natłok dźwięków. Pewnie zaraz się przyzwyczaję, ale dobrze, że Edward mnie trzyma, bo na pewno bym teraz upadła. Skierowaliśmy się w  stronę wolnego stolika, na szczęście było wystarczająco dużo miejsc. Usiadłam między miśkiem i Edwardem. Sala wygląda prześlicznie, ale pewnie gdyby dopuszczono Alice do pomocy, wyglądałoby to o niebo lepiej. Nagle z głośników popłynęła rytmiczna piosenka The Wanted – Walks Like Rihanna.
- Oooo Jasper, to moja ulubiona, chodź! – krzyknęła chochlica i pociągnęła swojego męża na parkiet. Zaśmiałam się z miśkiem, widząc minę blondyna, ale taką samą miał Emmett, gdy nasza elfka pociągnęła go do tańca.
- Mogę prosić do tańca?- powiedział Edward, wyciągając w moją stronę rękę.
- Oczywiście. – uśmiechnęłam się i wraz z miedzianowłosym ruszyliśmy w stronę tłumu.
            Przetańczyliśmy wiele piosenek, naprawdę świetnie się bawiłam. Edward jest wspaniałym tancerzem, tak samo jak jego bracia. Niestety, nie da się mieć wiecznie idealnego partnera do tańca.
- Odbijamy.- usłyszałam za uchem, gdy tańczyłam z Jasperem. Odwróciłam się, a tam stał MikeNeutron w kostiumie Zorra. Nawet nie zauważyłam jak zmieniłam partnera i teraz Neutron trzymał mnie w ramionach.
- Wiesz Bello, mam do ciebie pytanie, mogę?
- Okej.- powiedziała, ale tak naprawdę nie obchodzi mnie co powie. Chcę tylko jak najszybciej wyrwać się z jego ramion.
- Chciałabyś być moją dziewczyną? – wypalił, a ja spojrzałam na niego jak na debila. Jemu chyba odbiło.
- Wybacz, ale nie mogę. – zaskoczyłam go tym, pewnie nie spotkał się jeszcze nigdy z odmową. No nic, wykorzystałam sytuację i poszłam jak najdalej od niego. Chciałam wyjść na zewnątrz, ale zatrzymała mnie dyrektorka, przebrana za Madonnę.
- Bello, przepraszam,  ze zawracam ci głowę, ale mam pytanie.
- Dobrze.
- Jest konkurs na najpiękniejszy kostium, a jaki powinien być drugi? – zapytała, a ja wypaliłam pierwsze, co mi do głowy przyszło.
- Na najzabawniejszy.- ona pokiwała ze zrozumieniem głową i odeszła, a ja mogłam wreszcie w spokoju wyjść na zewnątrz. Ledwo po przekroczeniu drzwi, poczułam się lepiej. Świeże powietrze dodało mi sił i pomogło się uspokoić.
            Co ten Mike sobie myślał? Zna mnie ledwo miesiąc, a w dodatku my w ogóle ze sobą nie rozmawiamy. I on chciał ze mną chodzić? Nie doczekanie jego. W przypływie złości, prawie wysunęłam skrzydła. Może lepiej, jak pójdę trochę dalej. Ruszyłam żwawym krokiem w stronę pustej altanki. Nikogo tam nie było. Mogę teraz spokojnie pomyśleć.
            Co mam robić z Edwardem, nie mogę go pokochać, bo złamię regulamin, ale też nie mogę przerwać zadania, bo za daleko zaszłam. Co mam robić?!?! Ohh jak ja niecierpię tych głupich zasad.
-Nie przeszkadzam? – usłyszałam ciche pytanie zza moich pleców. Odwróciłam się, a tam stoi Edward. Tylko spokojnie Bello, nie ponieś się emocjom.
- Nie , a ty nie tańczysz?
- Moja partnerka odeszła, więc z kim mam tańczyć? – zapytał, a ja się uśmiechnęłam. Dlaczego tak na mnie działasz? – Ale znalazłem cię, więc można prosić?
- Nie ma muzyki.
- Ktoś mądry mi kiedyś powiedział, że każdy ma muzykę w swoim sercu. – złapał mnie za rękę, a następnie tak mną pokierował, że znalazłam się w jego ramionach. Wirowaliśmy w rytm melodii, którą tylko my mogliśmy słyszeć . Nie chciałabym opuszczać już nigdy jego ramion. Czułam się taka …. Sama nie wiem, szczęśliwa? Tak, a w dodatku zakochana.
- Bello, mam pytanie…
-Ostatnio wszyscy zadają mi pytania.
- Wiem, ale moje będzie nietypowe. Ostatnio zastanawiałem się…- nie mógł dokończyć zdania, bo usłyszeliśmy głośne „ JEST!” , a następnie salwę braw.
- Co się stało? – zapytałam zdekoncentrowana
- Emmett wygrał konkurs na najzabawniejszy kostium, a wracając do mojego pytania. Ostatnio coraz częściej się spotykaliśmy i rozmawialiśmy. Zdałem sobie sprawę, że ….- nie, proszę nie – Kocham cię. Rety, powiedziałem to. – przeczesał swoje włosy ze zdenerwowania i kontynuował swój monolog. – Pokochałem cię odkąd spotkaliśmy się po raz pierwszy na tej polance, a potem w szkolnej ławce. Nie wiedziałem którą z was kocham bardziej, ale po tym jak powiedziałaś, że ty to ona, a ona to ty, ulżyło mi. Potem było już z górki. Cieszyłem się każdym twoim spojrzeniem, dotykiem, czy słowem. Chłonąłem każdy dzień, spędzony z tobą, a potem jak się dowiedziałem o tej bitwie i, że ty masz zamiar wziąć w niej udział… Nie mogłem dopuścić, że tak krucha istotka może iść na pole walki! Jednak ty się uparłaś, ale miałaś rację. – potarł się o ramię, które podczas treningu mu wykręciłam. – Nawet nie wiesz jaką radość sprawiłaś mi, gdy zgodziłaś się pójść ze mną na ten bal. Jednak, gdy zobaczyłem ciebie i Neutrona razem… nie mogłem dłużej zwlekać z wyznaniem cie, co do ciebie czuję. Kocham cię i nigdy nie przestanę, nawet jeśli ty nie odwzajemniasz tego uczucia. – gdy mówił, cały czas patrzył mi głęboko w oczy, a ja w niego. Nie widziałam tam żadnego fałszu, tylko szczerą miłość. Tylko co ja mam robić… A kij z tym ( ostatnio za często to mówię-Kisielek)
- Mogłabym powiedzieć teraz wszystko. Tylko nie wiem co. – westchnęłam – Mówisz, że zanim dowiedziałeś się, kim tak naprawdę jestem. Kochałeś dwie różne dziewczyny. Nie powiem, że kocham dwóch. Tyko mam dylemat. Nie wiem, czy mam cię traktować jako wampira, którego… kocham ponad wszystko – rety, powiedziałam to na głos – Czy, jako …eh, swojego podopiecznego. – gdy powiedziałam ostatnie zdanie, zobaczyłam szok na jego twarzy. Nie wiem czym spowodowany. Tym, że go kocham, czy tym , że jest moim podopiecznym. – Nie mogłam ci o tym powiedzieć, to w brew regulaminowi. Tak samo jak zakochiwanie się w swoich podopiecznych. Jednak ja to zrobiłam. Miałam tylko trzy zadania, dwa wykonałam, ale nie umiałam podołać jednemu. Myślałam. Że jak się z tym uporam, to wtedy wyznam  ci co do ciebie czuję. Jednak, to ty pierwszy wyznałeś mi miłość wiedz tylko, że … Ja… naprawdę cię kocham. Z całego serca… - ostatnie słowa wywołały uśmiech na jego twarzy i złapał mnie w swoje ramiona i obrócił kilka razy.
- Dlaczego to robisz?
- Ponieważ jestem strasznie szczęśliwy. – z chwilą gdy to powiedział poczułam jak w mojej dłoni zmaterializował się list. Edward spojrzał na mnie zdziwiony, jednak ja uśmiechałam się jak mysz do sera. Otworzyłam kopertę i zaczęłam czytać.
„Szanowna Isabello Mario Chiquito Lucindo Rebeco Swan, z wielką radością informujemy, że udało ci się sprostać wszystkim wymaganiom. Edward Anthony ( Masen) Cullen, uwierzył, że ma on duszę przestał uważać siebie za potwora i jest on szczęśliwy. To wszystko dzięki tobie. Spełniłaś wszystkie wymagania nieba. Nowa przywieszka już jest, a mu musimy poważnie porozmawiać…
Gabriel”
Spojrzałam, razem z Edwardem na moją bransoletkę, na której zaczęła się materializować nowa przywieszka w kształcie…serca. Małe, czerwone kryształowe serduszko. Spojrzałam w oczy Edwarda.
- Skończyłam zadanie. – uśmiechnął się do mnie i znów obrócił.
- Teraz możemy być razem. – powiedział pewnym głosem, a ja uśmiechnęłam się na te słowa. Jedna poczułam jakieś dziwny impuls spojrzenia przed siebie. Był tam ten sam las, co zawsze, jedne co zmieniło się w jego wyglądzie to to, że po jego środku zobaczyłam jasne światełko, które powiększało się z każdą sekundą i zbliżało się w naszą stroną. Przerażona spojrzałam na ukochanego.
- To jeszcze nie koniec…