czwartek, 19 września 2013

.:Rozdział 22 - Trening a'la Salem:.

Widzę przyszłość, widzę przyszłość...
i co widzisz?
naszą śmierć, zostaniem zmordowane przez...
przez kogo??
przez naszych kochanych czytelników, pytasz dlaczego?
bo od dziewiętnastu dni nie wstawiłyśmy nn!!
morderstwo usprawiedliwione.
A teraz na poważnie, przepraszamy, że tak długo nie pisałyśmy,
ale szkoła nas pochłonęła.
liceum to już nie piaskownica, musimy uważać w szkole
(HAHAHA jakby to było możliwe)
dlatego przepraszamy was, ale rozdziały nie będą już tak często jak wcześniej
(czyt. co tydzień)
mamy nadzieję, że rozumiecie, 
ale w nagrodę postaramy się o dłuższe i ciekawsze rozdziały
miłość wyznana, więc mamy już z górki,
teraz musicie się dobrze trzymać, 
bo treść może być już trochę poplątana
możecie się zgubić i powtarzać cały rozdział, a może i dwa
dobra koniec gadaniny i zapraszamy na nn ;D
__________________________________


            Linia, która się ciągnie w tą i z powrotem, wywołująca dreszczyk zadowolenia. Czuję, jak koś przemierza palcem po mojej ręce. Od ramienia, do palców u dłoni. Nie wiem, co jest przyjemniejsze. To, co było, czy co jest? Sen, który właśnie mi się skończył, był piękny. Widziałam tą samą scenkę, co u Amora. Ja z Edwardem, szczęśliwi i zakochani, biegamy po lesie i cieszymy się swoją obecnością. A może dotyk, który nie zmienia swojego kierunku i nie przestaje? Nie wiem, ale wiem jedno. ( Tak wim, masło maślane.- Aniołek B.) Edward jest bardzo wygodny.
Nagle dotyk się zatrzymał, a uśmiech, który się pojawił na moich ustach parę sekund temu, zniknął, a zastąpił go wyraz niezadowolenia. Co jest?
- Witaj Bello.- Edward szepnął mi do ucha, a ja delikatnie otworzyłam oczy.
- Hej…- odpowiedziałam zaspanym głosem. – Która?
- Jest parę minut po dziesiątej, ale jak chcesz, to możesz jeszcze poleżeć. – i na takie słowa czekałam..
- Z wielką przyjemnością…- odprężyłam się i przytuliłam mocniej do Edwarda, a on ponowił swoją „wędrówkę” po mojej skórze. Taki relaks to ja popieram. …… Pisk! Podniosłam się.
- Will? – szepnęłam do siebie
- Hej, to nic takiego, piszczy tak od godziny. Nie wiem, o co mu chodzi, jak zszedłem tam machał skrzydłami, ale nic nie mogłem zrozumieć. – no tak, co on może zrozumieć z mowy ptaków.
- Eh, jednak muszę wstać. – usiadłam na łóżku, a Edward spojrzał na mnie zdziwiony. – Jeśli macha skrzydłami i piszczy, to znaczy, że ma wiadomość. Pewnie od Alury. – podniosłam się i skierowałam swoje kroki do salonu, a Edward szedł za mną. Pierwsze, co zobaczyłam, to stos małych liścików na mojej kanapie. – Miałam rację. – rozwinęłam jeden, a potem następny i następny. Nie chciałam sprawdzać kolejnych, bo ich wiadomość się powtarza.
„ Czekam i czekam, a portal nadal nieotwarty.”
- Ona chyba mnie zabije. – wyszeptałam, a potem poszłam do kuchni i wyciągnęłam sól.
- Co się stało?- zapytał mnie ukochany.
- Alura próbuje od godziny dostać się tutaj.
- A nie mogła się teleportować, albo przyjechać?
- Pewnie ma coś dużego i nie chce tego dźwigać. – wyszeptałam, sprawdzając, czy wszystko jest poprawnie narysowane. Nawet nie zdążyłam się odwrócić do miedzianowłosego, a portal się zaświecił i zaczęli się pojawiać moi przyjaciele.
- Następnym razem nie zrobię tak wiele dla ciebie. – powiedziała zła brązowowłosa.
- Przepraszam, spałam.
- Jasne, a Edward to potwierdzi.
- No w sumie…. –powiedziałam zakłopotana, a ona przyjrzała nam się uważniej. Chwilę nad czymś myślała, a potem z wielkim bananem na twarzy, rzuciła się na nas.
- Och, tak bardzo się cieszę! Już miałam się brać do roboty, ale widzę, że sobie poradziliście.- uśmiechnęła się szczęśliwa. – Dobra, koniec radości, czas do pracy. Jeśli nie macie na dzisiaj żadnych planów mamy pomysł na mały trening.
- Jasne, tylko się przebiorę, a gdzie chłopaki? – zapytałam zdziwiona, gdy zauważyłam ich nieobecność.
- Jesteśmy. Tylko się zastanawiamy, gdzie to wszystko położyć.- odezwał się Marco, spojrzałam w jego stronę i dopiero teraz zauważyłam stos walizek różnej wielkości.
- Co to?- zapytał Edward, który od czasu pojawienia czarodziejów nie odezwał się ani słowem.
- Trochę papierów, sprzętu i składników.- odpowiedział Lucyfer. – A jak ma się mój kurczaczek.- wyszczerzył ząbki z zadowolenia, tak bardzo, że przypomina mi w tym momencie Kota z Cheshira. ( I LOVE IT<3 -Kisielek.).
- Ciągle powtarza, że się zemści.- odpowiedział Edward i w ostatniej chwili złapał małą walizeczkę, która prawie spadła na ziemię.
- W jego snach. Ali, gdzie to postawić?
- Na zewnątrz, Bells nie ma sąsiadów, więc nie zaczadzimy nikogo.- chłopaki kiwnęli głowami i zabrali się za wynoszenie rzeczy na zewnątrz. Gdy tylko zamknęli drzwi, Alura pociągnęła mnie na kanapę i z uśmiechem na ustach zaczęła zadawać pytania.
- Kiedy wyznał ci miłość? Czy ty też mu powiedziałaś, co czujesz? Całowaliście się już? Co ci się w nim podoba najbardziej? Kiedy?…
- Hej nie tak szybko. – przerwałam jej, a ona z naburmuszoną miną spojrzała na mnie.- No dobra, ale powoli.
- Kochasz go? – wypaliła, a ja się zaczerwieniłam
- Tak i to bardzo. – gdy to powiedziałam ona pisnęła z zadowolenia i…poleciała do góry!
- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę! Wiedziałam, że będziecie razem, odkąd zobaczyłam was razem po raz pierwszy!  ( Chodzi nam o to, że kiedy Alura poznała Cullenów. –Autorki)
- Też się cieszę, ale złaź na dół!
- Sorka, niedawno uczyłam się lewitować i teraz jak tego nie utrzymuję, lecę do góry..
- Czyli miotła ci już nie potrzebna. – zaśmiałam się, a ona dała mi kuksańca.
- Co wam tak wesoło dziewczyny?- zapytał mój ukochany
- Nic, to ja się pójdę przebrać i idziemy trenować, ok.?- odpowiedzieli mi skinięciem głów, a ja skierowałam się na górę.Poszłam szybko do garderoby i przebrałam się w czarne legginsy, bordowy podkoszulek, a na to dżinsową kurtkę oraz bordowe trampki. Szybo wykonałam poranną toaletę i podbiegłam na dół, a na schodach jeszcze związałam włosy w kitkę.
- Możemy już iść – powiedziałam stając uśmiechnięta obok Edwarda.
- Okej, tylko wezmę jedną walizkę i możemy iść. – powiedziała Alura i chwyciła beżową walizeczkę. – No to w drogę.
Wyszliśmy na dwór i ruszyliśmy w stronę posiadłości Cullenów. Drogę przebyliśmy w milczeniu, ale ja i Edward cały czas trzymaliśmy się za ręce. To jest…takie przyjemne.
Gdy dobiegliśmy na miejsce, wszyscy tam na nas czekali. Pewnie to sprawka Alice.
- To, co? Gotowi na trening rodziny Salem? – zapytała wesoło, Alura, a wszyscy się uśmiechnęli z wyjątkiem Emma, który chyba o czymś myśli… Wow, on myśli!
- Salem…a to przypadkiem nie takie miasto?- zapytał głupkowato Emm
- Tak, ale i przy okazji moje rodzinne nazwisko. – powiedziała spokojnie Ali i głęboko odetchnęła.- Dobra, czas przygotować wasz tor przeszkód. Marco. – brunet stanął naprzeciwko niej i obydwoje zaczęli coś szeptać.
Nie wiem, o czym, bo nie znam tego języka, ale zaczęli, po jakim czasie wykonywać dziwne ruchy. Wyglądało to jak taniec. Obydwoje tańczyli to samo, ale po przeciwnych stronach. Nagle, obydwoje przestali, zatrzymując się w dziwnej pozycji. Nogi w rozkroku, kręgosłup wygięty do tyłu, a ich ręce złączyły się. Przez chwilę nic się nie działo, a potem z ziemi zaczęły wysuwać się skały, a trawa zaczęła twardnieć i rosnąć do góry. Zaczęły tworzyć się rozmaite skalne półki, po których spływała woda, która wydawała się nie mieć końca. Na płaskim terenie utworzyły się ogniste pierścienie i wulkany. Na wysokich szczytach było słychać jak mocny wiatr obija się o skały. To.. To jest piękne…
- Wow… a zrobicie mi taką figurkę? – zapytał głupkowato Emm, a my spojrzeliśmy na niego zdziwieni. – No, co, chcę mieć taką pamiątkę.
- Może, kiedy indziej, a teraz zapraszam na jedyny i niepowtarzalny tor przeszkód rodziny Salem! – wykrzyknęła Ali i wystrzeliła z swoich rąk sztuczne ognie, dodając ich pracy efektu „łał” ( tak mówi moja szalona ciotka J. – Kisielek). – To, kto pierwszy? – zapytała a wszyscy spojrzeli na siebie przestraszeni. – No weźcie, to tylko łatwiutki tor przeszkód. Nic wam się nie stanie, jedynie możecie mieć problem przy paru przeszkodach, ale na tym polega trening. – Nic, cisza…
- Może pokażesz jak ma wyglądać ta trasa? – zapytała Rozalia, a wszyscy jej przytaknęli.
- Dobra. Patrzcie i się uczcie. – powiedział zła Alura i stanęła do nas plecami.
- Gotowa? Start!- Marco dał znać swojej dziewczynie, a ona wystrzeliła jak z procy. Najpierw pobiegła do wielkiej trawy, w której chyba łatwo się zgubić, lecz ona szybko się z nią uporała i pobiegła w stronę wodospadu. Nie wiedziałam, co Am ma robić, póki nie zobaczyłam brunetki w akcji. Sprawnie i bez żadnego problemu wspinała się w górę wodospadu, mimo, że woda utrudnia wspinaczkę. Gdy dotarła na sam szczyt, zachwiała się, widziałam lekki strach na jej twarzy, ale zniknął tak samo szybko jak się pojawił. Wyprostowała się pewnie i zaczęła… skakać po szczytach skalnych, ani razu się potem nie zachwiała! To jest niewiarygodne! Przyszedł czas na ognistą ziemie. Gdy „zeskoczyła” na ziemię, zaczęła walczyć z ognistymi pierścieniami, które raz to raz zbliżały się, prawie ją raniąc. Nie zapomniałam o wulkanach, które nie przestawały wybuchać, nie pozwalając jej przejść łatwymi drogami. Na szczęście, Alura łatwo obeszła „ zabezpieczenia” i stanęła uśmiechnięta obok nas.
- Trzy minuty i trzydzieści trzy sekundy, twój nowy rekord. – odparł wesoło Marco i z przypływu radości pocałował fioletooką
- Ej, nie przy innych. – krzyknął misiek, a reszta się zaśmiała, a ja razem z nimi
- Skoro taki jesteś mądry, proszę bardzo pokonaj ten tor, ale tak, jakbyś był człowiekiem. Kurczaczku- powiedział wesoło Lucyfer, a Emmett spojrzał na niego, jak by miał go zamiar zamordować
- Spoko. Kocie, ale potem ty. – on kiwnął głową i tak się zaczęło. Każdy przynajmniej raz pokonał ten tor i każdy miał wiele problemów. Najlepiej poszło Alice, ona skakała jakby była do tego szkolona, ale to pewnie przez wizje. Emm do końca dnia wyśmiewał się z biednego Luc’a, który pokonał tor o parę sekund dłużej od miśka.

a teraz taki bonus ode mnie:
dzisiaj miałam ślubowanie i jeden chłopak śpiewał tą piosenkę
niestety nie mam na razie filmiku z tego " występu"
ale powiem tylko tyle, że dansowaliśmy sobie a maxxa ;D
pewnie większość zna ten kawałek ;D
Do napisania
Kisielek ;D
i
Aniołek B. :P
Przed wami Katy Perry Hot N Cold 

niedziela, 1 września 2013

.: Rozdział 21 - Atak :.

Hej ludziska, tu wasza szalona Aniołek B.
i zwariowany Kisielek ;D
ogłaszamy, że wyrobiłyśmy się z rozdziałem
i napisałyśmy go na czas ;D
Dlatego pod rozdziałem w przypływie radości....
... napiszemy wam krótki zwiastun tego,
 co się prawdopodobnie wydarzy....
A teraz koniec wesołych nowin,
because... skończyły się wakacje
dlatego na znak pamięci naszych kochanych wakacji zapalmy znicze
[*]
[*]
jak chcecie, zapalcie swoje;(
to na tyle, do zobaczenia za tydzień ;D
mamy nadzieje...
PS: Proszę zostawiać informacje o NN w zakładce SPAM
jest tuż nad rozdziałem
PPS: Sylwias27 wznowiła działalność w blogosferze
i poprosiła mnie o poinformowanie, że otworzyła nowego bloga:
_________________________________________

Rozdział 21
„Atak”
            I tak jak wcześniej, pochłonęło nas światło. Tylko tym razem nie rozdzieliło nas, a my znaleźliśmy się w Forks, a dokładniej w altance, którą zapamiętam do końca swych dni. Tutaj Edward wyznał mi miłość, a ja zaryzykowałam i powiedziałam, co do niego czuję. To był ryzykowny ruch, ale to zrobiłam i nie żałuję decyzji.
            Zyskałam miłość i wolność. Nie taką wielką, ale wolność, bo nie będę musiała opuszczać mojej miłości, ani jego rodziny, którą bardzo pokochałam. Przez pięć lat zapomniałam, co to jest miłość rodzicielska. Oczywiście babcia była bardzo kochana i bardzo dobrze się mną opiekowała, ale to nie to samo. Carlisle i Esme przez te kilka dni, przypomnieli mi o tym. Emmett rozbawia mnie nawet o tym nie wiedząc, a Rosa, mimo tego, że wydaje się być chłodna, jest wspaniałą przyjaciółką. Jasper i Alice są jak moje rodzeństwo, którego nigdy nie miałam. Zrozumieją i doradzą w każdej sprawie. Edward zaś, jest miłością, której nigdy nie zaznałam. Zostanę tu i nikt tego nie zmieni.
            Tak się zamyśliłam, że dopiero dotyk dłoni ukochanego wybrudził mnie z zamyślenia. Delikatnie dotknął mojego policzka, jakby bał się, że zaraz zniknę i nigdy nie wrócę. Nigdy w życiu. ( tak nawiasem mówiąc, fajny POLSKI film; P – Kisielek.). Złapałam jego dłoń, zanim ją zabrał i przytuliłam się do niej.
- Nie zniknę Edwardzie.  Zostaję z wami na wieki. – uśmiechnął się na te słowa i zamknął mnie w swoim uścisku.
- Ekhem… Nie przeszkadzamy wam gołąbki?- usłyszałam rozbawiony głos miśka, oraz chichot trzech osób. Oderwałam się od Edwarda i spojrzałam w tamtą stronę. Nie zdążyłam jednak nic więcej zobaczyć, bo czarna mała plama rzuciła się na nas.
- Tak bardzo się cieszę, że jesteście razem, tak długo na to czekałam. Już miałam interweniować, ale Alura mi zabroniła. Posłuchałam jej, ale gdybym…
- Alice! –przerwałam jej, a ona spojrzała na mnie przestraszona. – Zwolnij i to dosłownie, co by się stało jakby cię ktoś zauważył? – ona odetchnęła z ulgą i przytuliła się do mnie, prawie miażdżąc mi płuca.
- O nic się nie martw. Już jest grubo po zabawie, wszyscy już poszli, a my nie mogliśmy was znaleźć. Przeszukaliśmy okolicę chyba ze sto razy i dopiero teraz was wyczuliśmy.- powiedziała z wyrzutem. Zachichotałam, tak jak reszta, niestety nie jestem wampirem i poczułam zmęczenie i ziewnęłam. Po tak ciężkim dniu, jaki anioł by nie był.
- Wiecie, opowiemy wam jutro, Bella jest zmęczona, a ona wie więcej o tym miejscu gdzie byliśmy, niż ja. – wszyscy kiwnęli zgodnie głową, a ja w podzięce uśmiechnęłam się do miedzianowłosego. Ruszyliśmy równym tempem w stronę aut, a w między czasie Emmett opowiadał jak to pokonał jakiegoś chłopaka, w kostiumie kaczora Donalda, w konkursie na najzabawniejszy kostium. Oczywiście, chwalił się zwycięstwem żony w konkursie na najładniejszy kostium. Jednak tuż przed tym jak wsiadłam do auta Edwarda, usłyszałam coś. Zareagowałam od razu i poszłam w stronę dźwięku. Wszyscy patrzyli na mnie dziwnie.
- Co się dzieje?- zapytał Edward, który razem z resztą rodzeństwa, stanął obok mnie. –Co to…- nie dokończył, ponieważ pewnie zobaczył uśmiech na mojej twarzy. No, co? Jak tu się nie cieszyć, jeśli w twoją stronę nie zmierza twój przyjaciel.
- Spokojnie, to Will. – wszyscy odetchnęli z ulgą, w tej samej chwili usłyszeliśmy „krzyk bojowy „ ptaka i w jednej chwili… zaatakował Emma!
- Aaaaaa!!! Zabierzcie go ode mnie! – krzyczał i wymachiwał dłońmi, a ja nie wiedziałam, co robić.
- Will, uspokój się. Proszę! – nie wiem, co go opętało, ale nagle jego ruchy zaczęły robić się wolniejsze, a on zaczął opadać w dół. Zareagowałam w ostatniej chwili i złapałam ptaka. Oddychał, ale był nieprzytomny.
- Will, hej, obudź się! – co się dzieje?!
- Bello spokojnie, uśpiłem go. Obudzi się za parę godzin. – powiedział spokojnie Jasper, a ja odetchnęłam z ulgą. – A tak właściwie, dlaczego zaatakował Emma? Przecież widział go wcześniej i nie wykazywał negatywnych emocji.
- To, dlatego że Will nienawidzi minionków. Podczas Halloween, dwa lata temu, to jakiś dzieciak przebrany za niego, zaczął rzucać w Willa cukierkami. Niestety trafił go w oko i prawie stracił wzrok. Od tego czasu nienawidzi minionków. – gdy skończyłam opowiadać, wszyscy mieli wymalowany smutek i współczucie na twarzy- No dobra, chodźmy już, bo zaraz się obudzi i znowu zaatakuje miśka.- wszyscy zgodzili się ze mną i pojechaliśmy do domu, oczywiście, Edward odwiózł mnie najpierw.
- Dzięki za miły wieczór i do zobaczenia- uśmiechnęłam się do niego i tym razem to ja pocałowałam go w policzek.
- Tak, do zobaczenia. – zamknęłam za sobą drzwi i skierowałam się w stronę domu. Gdy, jakimś cudem, otworzyłam drzwi do domu, usłyszałam jak odjeżdża Edward. Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie o miedzianowłosym. Ciekawe jak teraz będzie wyglądać moje życie. Czy będzie ono długie i szczęśliwe, czy krótkie? Czas pokaże, a na razie muszę zdjąć z siebie ten kostium.
            Położyłam delikatnie ptaka na kanapie w salonie i skierowałam się w stronę swojego pokoju. Gdy przekroczyłam próg mojego „królestwa”, skierowałam swoje kroki w stronę łazienki. Przebrałam się tam w wygodną pidżamę, składającą się z spodni dresowych i niebieskiej bluzki z szarym sercem. Następnie zdjęłam perukę i siatkę, która trzymała moje włosy pod nią. Nadal nie wiem jak one zdołały je tam zmieścić. No nic, zmyłam jeszcze makijaż i wykonałam resztę czynności. Gdy nareszcie skończyłam, padłam nieżywa na łóżko. Od razu moje powieki opadły ze zmęczenia, a ciało ułożyło się w wygodną pozycję. Chodź czuję, że brakuje mi kogoś, próbuję zasnąć…
            Już prawie zasypiałam, gdy usłyszałam ruch obok. Byłam pół przytomna i nie słyszałam, ani nie czułam, kto to. Niewiele myśląc, skoczyłam na tajemniczą osobę, a z wody, którą „wyjęłam” z wazonu obok, uformowałam nóż. Przewróciłam włamywacza na plecy i usiadłam na nim okrakiem przytrzymując przy jego szyi nóż. Minęło kilka sekund zanim skapnęłam się, kim jest włamywacz.
- Edward, przestraszyłeś mnie. – powiedziałam z wyrzutem, a chłopak nadal patrzył na mnie ze zdziwieniem.- Co ty tu robisz?
- Przyszedłem do ciebie, stęskniłem się i pomyślałem, że może jeszcze nie śpisz. Ale widzę, że jednak nie, więc…
- Nie, zostań. – łapię go za rękę w ostatniej chwili, bo już chciał wyskoczyć przez okno.- Będzie mi się lepiej spało, jeśli zostaniesz. – uśmiechnęłam się do niego zachęcająco, a on odwzajemnił uśmiech i przybliżył się do mnie.
- Gdzie mogę usiąść?
- Nie usiąść, położyć. Kładziesz się obok mnie. – powiedziałam tonem, nie znoszącym sprzeciwu. No, co? Zyskałam miłość życia, nie mam zamiaru odsyłać chłopaka z kwitkiem, jak przychodzi.
            Odsunęłam się troszkę na bok, a Edward wskoczył obok mnie pod kołdrę. Nie wiedziałam, co teraz zrobić. Na szczęście, on wiedział. Przysunął się do mnie bliżej i przyciągnął mnie do siebie. Tak, że moja głowa i ręka, spoczęły na jego klatce piersiowej, a on mógł objąć mnie w pasie.
- Zdecydowanie to najwygodniejsza pozycja, w jaką kiedykolwiek się ułożyłam – szepnęłam, a następnie przytuliłam się mocniej do Edwarda.
- Moja też, ale nie jest ci za zimno? Wiesz, jestem zimny, a ty ciepła…
- Nie, moja skóra reaguje na zmianę temperatury. Gdy jest zimno, albo coś zimnego mnie dotyka, ja czuję ciepło i na odwrót. Gdy jest ciepło lub coś ciepłego mnie dotyka, to czuję zimno. – ziewnęłam. –Taka to ja jestem dziwna.
- Nie dziwna, wyjątkowa. I za to i za wiele innych rzeczy cię kocham. – usłyszałam, zanim odpłynęłam w objęciach Morfeusza…

UWAGA:
W następnym rozdziale:
Alura z ekipą wracają z Mirabilli z nowym eliksirem, czy tym razem wypali?
Jak Emmett chce ukarać Lucyfera, za poprzedni kawał? 
I czy mu się on uda ?
Na te pytania i wiele więcej dowiecie się w następnym rozdziale ;D
Pozdrawiamy:
Aniołek B.& Kisielek