Masz kija?
Jasne, kupiłam go tylko po to, więc muszę go mieć...
A podzielisz się nim? Zapomniałam swojego...
Nie! Bo zostanę bezbronna, użyj siły.... perswazji :D
Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić :P
Spróbuj, ochraniam tyły.
Okej, a więc kochani po pierwsze przepraszamy was,
że tak dawno nie było żadnego rozdziału.
Wiecie jak to jest z poprawkami?
Ja miałam tygodniowe opóźnienie,
a Angela zagrożenie z matmy :{
Jedak wymyśliłyśmy szare komórki i napisałyśmy...coś..
tak, niestety coś, rozdział za krótki i badziewny :(
Mamy jednak nadzieję, że nam wybaczycie i zrozumiecie.
To chyba tyle...
Już? Droga wolna?
Tak debilko i wyłaź zza tego rogu!
Dobra, to ja lecę, mam matmę :(
zapraszamy na nn :D
__________________________________________________________________
- Alice, nie! Alura ma wysłać wszystko, co jest potrzebne. –
powiedziałam stanowczym tonem, gdy wybierałam sobie ubrania na dzisiejszy
dzień.
- Ale ona nie wie jakie kolory do nas pasują, ogólnie
powinna się zając innymi rzeczami, nie ubiorem dla gości! – ach ta Alice, nie
może przyjąć, że to nie ona wybierze stroje dla wszystkich na ślub naszych
przyjaciół. – Dlatego muszę jak najszybciej wybrać dla nas stroje– założyłam
szybko czarne rurki, białą bluzkę z nadrukiem na to sweterek i trampki
- Ale to tradycja! Panna młoda razem ze swoim przyszłym
mężem wybierają stroje dla gości. A szczególnie dla drużby. Musisz to przyjąć
do wiadomości, a jak coś ci nie pasuje to napisz do niej. –wyjęłam ze swojej
szafki w kuchni flakonik z przezroczystą cieczą i niebieską kopertę, na której
było widać księżyc i gwiazdę, symbol rodu Salem. - Dam ci kopertę i fiolkę od
Ali. Gdy skończysz pisać, wsadź list do koperty, podpisz ja i zaklej. Następnie
zamocz palec w miksturce i przejedź nim po danych odbiorcy. Wtedy list zniknie,
co oznacza, ze trafi do wybranej przez ciebie osoby. Zrozumiałaś? –spojrzałam
na lekko zaskoczoną wampirzycę, ale pokiwała mi głową na zgodę i zabrała
rzeczy, które jej podałam, a ja skierowałam się do wyjścia. Zabrałam jeszcze
telefon i dałam znać Willowi, że chcę się z nim przelecieć. ( tylko nie miejcie
tutaj zboczonych myśli, tak to do ciebie piszę. To cywilizowany blog,
przynajmniej póki Angela patrzy :D dop. Kisielek) Szybko, ale z lekkim bólem
rozwinęłam skrzydła i powoli uniosłam się do góry.
- No dajesz Bells, dasz radę. – powiedziałam sama do siebie
i wystrzeliłam do przodu. Leciałam z Willem, ale to oczywiste. Nie mogę jeszcze
dawnej prędkości, muszę jeszcze długo poćwiczyć. Na szczęście doleciałam bez
większych komplikacji i wylądowałam obok domu Cullenów. Schowałam ostrożnie
skrzydła i razem z przyjacielem skierowałam się w stronę ogrody, skąd dobiegały
znajome głosy.
- … ale, że byli na straconej pozycji, postanowiła pomóc.
Ukazała się i wszyscy uznali to za znak Boży. Dzięki temu wygrali. – zakończyła
z radością babcia. Odkąd tu została dogaduje się bardzo dobrze z Carlisle’m. On
jest zafascynowany naszą rasą, a ona jego dietą. Przyjaciele jak znalazł.
- Cud nad Wisłą? – tym pytaniem zwróciłam na siebie uwagę.
- O Bella!- babcia ucieszyła się na mój widok i przytuliła
mnie do siebie. – Opowiadam Carlislowi o tym, co Anioły czyniły w historii
ludzi.
- Dobrze, ale pamiętaj o Gwieździe Betlejemskiej – wampir
spojrzał na nas zdziwiona, a babcia się zaśmiała na widok jego miny. – Jest
Edward?
- Tak, siedzi w salonie.- kiwnęłam głową i udałam się do
środka, zostawiając jastrzębia na dworze. Weszłam do salonu, a tam Edward
pogrywa cichą melodię, a gdy tylko usłyszał, że weszłam, odwrócił się w moją
stronę i uśmiechnął.
- Witaj – zajęłam miejsce obok niego i spojrzałam na niego z
uśmiechem.
- Hej, co porabiasz?
- A piszę…- przysunął się do mnie i złożył na moich ustach
delikatny pocałunek.
- A co takiego?
- Kołysankę dla ciebie….- powiedział, patrząc mi prosto w
oczy.
- Nikt jeszcze nie zrobił czego takiego nic dla mnie…-
rozkleiłam się, a kto by nie zrobił tego samego na moim miejscu? Edward jest
naprawdę kochany, naprawdę cieszę się, że go mam.
- Kocham cię i chcę to pokazywać w każdy możliwy sposób-
uśmiechnęłam się na te słowa, a on zaczął grać. Melodia nie była zbyt szybka,
raczej powolna, jak na kołysankę przystało. Zdawało się, jakby opowiadała
historię o miłości… Historię, która nadała sens życia pewnej osobie. Gdy Edward
nacisnął ostatni klawisz, a melodia ucichła, odwróciłam się do niego i
pocałowałam go, przekazując wszystkie emocje jakie ogarnęły mnie w danej chwili
i przez cały czas naszej znajomości….
***
Do końca
dnia siedziałam u Cullenów i rozmawialiśmy o nadchodzącym ślubie. Najżywiej
rozmawiała Alce, wiadomo. Dostała stroje przedterminowo i opowiadała jak to
planuje nas uczesać, jakie dodatki i inne duperele. Jedyne co mnie niepokoiło,
to Edward. Cały wieczór siedział zdenerwowany, nie wiem co się dzieje, ale
muszę to z nim wyjaśnić….
Punkt widzenia Edwarda
Jak ja jej to powiem?......