poniedziałek, 3 lutego 2014

.: Rozdział 27 - Przygotowania :.

Masz kija?
Jasne, kupiłam go tylko po to, więc muszę go mieć...
A podzielisz się nim? Zapomniałam swojego...
Nie! Bo zostanę bezbronna, użyj siły.... perswazji :D
Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić :P
Spróbuj, ochraniam tyły.
Okej, a więc kochani po pierwsze przepraszamy was, 
że tak dawno nie było żadnego rozdziału.
Wiecie jak to jest z poprawkami? 
Ja miałam tygodniowe opóźnienie, 
a Angela zagrożenie z matmy :{
Jedak wymyśliłyśmy szare komórki i napisałyśmy...coś..
tak, niestety coś, rozdział za krótki i badziewny :(
Mamy jednak nadzieję, że nam wybaczycie i zrozumiecie.
To chyba tyle...
Już? Droga wolna?
Tak debilko i wyłaź zza tego rogu! 
Dobra, to ja lecę, mam matmę :(
zapraszamy na nn :D
__________________________________________________________________

- Alice, nie! Alura ma wysłać wszystko, co jest potrzebne. – powiedziałam stanowczym tonem, gdy wybierałam sobie ubrania na dzisiejszy dzień.
- Ale ona nie wie jakie kolory do nas pasują, ogólnie powinna się zając innymi rzeczami, nie ubiorem dla gości! – ach ta Alice, nie może przyjąć, że to nie ona wybierze stroje dla wszystkich na ślub naszych przyjaciół. – Dlatego muszę jak najszybciej wybrać dla nas stroje– założyłam szybko czarne rurki, białą bluzkę z nadrukiem na to sweterek i trampki
- Ale to tradycja! Panna młoda razem ze swoim przyszłym mężem wybierają stroje dla gości. A szczególnie dla drużby. Musisz to przyjąć do wiadomości, a jak coś ci nie pasuje to napisz do niej. –wyjęłam ze swojej szafki w kuchni flakonik z przezroczystą cieczą i niebieską kopertę, na której było widać księżyc i gwiazdę, symbol rodu Salem. - Dam ci kopertę i fiolkę od Ali. Gdy skończysz pisać, wsadź list do koperty, podpisz ja i zaklej. Następnie zamocz palec w miksturce i przejedź nim po danych odbiorcy. Wtedy list zniknie, co oznacza, ze trafi do wybranej przez ciebie osoby. Zrozumiałaś? –spojrzałam na lekko zaskoczoną wampirzycę, ale pokiwała mi głową na zgodę i zabrała rzeczy, które jej podałam, a ja skierowałam się do wyjścia. Zabrałam jeszcze telefon i dałam znać Willowi, że chcę się z nim przelecieć. ( tylko nie miejcie tutaj zboczonych myśli, tak to do ciebie piszę. To cywilizowany blog, przynajmniej póki Angela patrzy :D dop. Kisielek) Szybko, ale z lekkim bólem rozwinęłam skrzydła i powoli uniosłam się do góry.
- No dajesz Bells, dasz radę. – powiedziałam sama do siebie i wystrzeliłam do przodu. Leciałam z Willem, ale to oczywiste. Nie mogę jeszcze dawnej prędkości, muszę jeszcze długo poćwiczyć. Na szczęście doleciałam bez większych komplikacji i wylądowałam obok domu Cullenów. Schowałam ostrożnie skrzydła i razem z przyjacielem skierowałam się w stronę ogrody, skąd dobiegały znajome głosy.
- … ale, że byli na straconej pozycji, postanowiła pomóc. Ukazała się i wszyscy uznali to za znak Boży. Dzięki temu wygrali. – zakończyła z radością babcia. Odkąd tu została dogaduje się bardzo dobrze z Carlisle’m. On jest zafascynowany naszą rasą, a ona jego dietą. Przyjaciele jak znalazł.
- Cud nad Wisłą? – tym pytaniem zwróciłam na siebie uwagę.
- O Bella!- babcia ucieszyła się na mój widok i przytuliła mnie do siebie. – Opowiadam Carlislowi o tym, co Anioły czyniły w historii ludzi.
- Dobrze, ale pamiętaj o Gwieździe Betlejemskiej – wampir spojrzał na nas zdziwiona, a babcia się zaśmiała na widok jego miny. – Jest Edward?
- Tak, siedzi w salonie.- kiwnęłam głową i udałam się do środka, zostawiając jastrzębia na dworze. Weszłam do salonu, a tam Edward pogrywa cichą melodię, a gdy tylko usłyszał, że weszłam, odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął.
- Witaj – zajęłam miejsce obok niego i spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Hej, co porabiasz?
- A piszę…- przysunął się do mnie i złożył na moich ustach delikatny pocałunek.
- A co takiego?
- Kołysankę dla ciebie….- powiedział, patrząc mi prosto w oczy.
- Nikt jeszcze nie zrobił czego takiego nic dla mnie…- rozkleiłam się, a kto by nie zrobił tego samego na moim miejscu? Edward jest naprawdę kochany, naprawdę cieszę się, że go mam.
- Kocham cię i chcę to pokazywać w każdy możliwy sposób- uśmiechnęłam się na te słowa, a on zaczął grać. Melodia nie była zbyt szybka, raczej powolna, jak na kołysankę przystało. Zdawało się, jakby opowiadała historię o miłości… Historię, która nadała sens życia pewnej osobie. Gdy Edward nacisnął ostatni klawisz, a melodia ucichła, odwróciłam się do niego i pocałowałam go, przekazując wszystkie emocje jakie ogarnęły mnie w danej chwili i przez cały czas naszej znajomości….
***
            Do końca dnia siedziałam u Cullenów i rozmawialiśmy o nadchodzącym ślubie. Najżywiej rozmawiała Alce, wiadomo. Dostała stroje przedterminowo i opowiadała jak to planuje nas uczesać, jakie dodatki i inne duperele. Jedyne co mnie niepokoiło, to Edward. Cały wieczór siedział zdenerwowany, nie wiem co się dzieje, ale muszę to z nim wyjaśnić….

Punkt widzenia Edwarda

Jak ja jej to powiem?......