To powinno być wczoraj wstawione, ale internetu u mnie nie było, więc tak wyszło, ale jestem i odśpiewam teraz spóźnioną piosenkę :
Happy Birthday to You
Happy Birthday to You
Happy Birthday Dear Kiślu
Happy Birthday to You.
Happy Birthday to You
Happy Birthday to You
Happy Birthday Dear Kiślu
Happy Birthday to You.
Chcę wam powiedzieć, że Kiśla miała wczoraj urodziny 16, więc składam jej spóźnione życzenia
( zdrowia, szczęścia pomyślności, dużej biby, super życia,
fajnego towarzysza w życiu, oaz czego sobie zapragniesz);*
Kochana Jesteś, ale nie trzeba było<rumieni się> .
Trzeba, a teraz zapraszamy na nn, mam nadzieję, że wam się spodoba
To, że krótkie , nie muszę chyba mówić ??
Wim, że krótkie, ale chciałam uciąć w tym momencie, specjalnie dla cb ;D
Jakaś ty kochana;p
________________________________________________________________________________
Cały dzień
miął nam na rozmowie. Alura i Marco opowiadali nam, co się dzieje w
Mirabili(dostałam oficjalne zaproszenie na ślub Lani i Erica), a Cullenowie
opowiadali swoje historie. Lucyfer zdążył parę razy wkurzyć Emma podczas polowania.
Trzeba było odciągać go siłą od kota, któremu groził, że obedrze go z futra. Niestety,
nie zapomnieliśmy o powodzie naszego spotkania.
- Musimy przygotować taktykę i potrenować. – powiedział pod
koniec dnia Jasper.- Gdy służyłem u Marii, nauczyłem się walczyć i szkolić nowo narodzonych. Ta wiedza może nam się przydać, a za parę godzin możemy zacząć
trening.
- Masz rację, a my z wielką chęcią poobserwujemy, jak się
szkolicie.- powiedział Marco
- To jak? Idziemy? –zapytał Luc (skrót od imienia Lucyfer aut.)
- Jasne KICIU. – Emmett specjalnie zaakcentował ostatnie
słowo, a następnie wybiegł na dwór
- Jak ja go dorwę
- Oszczędź go,
potrzebuję jeszcze tego miśka – powiedziała Rosa, głaszcząc kota. Ta dwójka
bardzo się polubiła, od kąt Luc zaczął się za nią chować i łasić się.
- Oczywiście. – zamruczał, a my śmialiśmy się idąc na dwór,
gdzie czekał na nas Emmett. Podzieliliśmy się na zespoły dwuosobowe, każdy ze
swoją drugą połówką, ja zostałam sama, wraz z Edwardem, więc zostaliśmy „parą”.
Najpierw był Jasper z Alice. Ich walka, wyglądała jak taniec. Jasper polegał na
instynkcie i taktyce, a Alice na wizjach. Oczywiste było to, że wygrała. Potem
byli Emmett i Rosa, a następnie Carlisle i Esme. Moja walka z Edwardem nie była
wyrównana. Było mi strasznie ciężko atakować miedzianowłosego, bo to w końcu
mój podopieczny, a w dodatku nie chciałam zrobić mu krzywdy. Nadal nie wiem, co
do niego czuję, a podczas tej „walki” bałam się, mu zrobić jakąkolwiek krzywdę.
To, że wygrałam, było oczywiste, skończyłabym to szybciej, ale wtedy nie było
by nam wszystkim tak wesoło.
- Gdzie nauczyłaś się tak walczyć?- zapytał Edward, gdy
pomagałam mu wstać
- Od rodziców i w akademii, ale i tak nie pokazałam, na co
mnie stać.
- A co cię hamowało?- zapytał, a ja patrzyłam mu prosto w
oczy. Myśli krzyczały mi: „ Bo się w tobie zakochałam”, ale powiedziałam co
innego.
- Nie chciałam, żeby to się skończyło z rozczłonkowaniem. –
to powiedziawszy, usiadłam na powalonym drzewie, patrząc jak czarodzieje
szykują się na walkę.
- Tym razem nie dam się tak łatwo pokonać.- powiedział
Marco, stając naprzeciwko Alury
- Kochanie, mówisz to za każdym razem, gdy walczymy.
- Tym razem będzie inaczej.
- Zobaczymy – uśmiechnęła się chytrze, a zaśmiałam się
- Alura, to mam sędziować?- zapytałam wstając
- Po co? Przecież widzimy co się dzieje.- powiedział Edward
siadając.
- Oni często oszukują i walczą używając zaklęć.
- Nie prawda, używamy tylko samych żywiołów.
- Tak? A kto ostatnio próbował mnie zmienić w żółwia, kiedy
trenowaliśmy ostatnio? – Marco oskarżycielsko spojrzał na Ali
- To dlatego, że ktoś obudził mnie o piątej rano! –krzyknęła
i rzuciła się na niego. Ich walka wyglądała jak kłótnia zakochanych, w sumie to
jest kłótnia zakochanych. Alura, co chwilę atakowała, a Marco nie wyrabiał się
z obroną. W końcu czarownica znalazła błąd, który popełnił jej chłopak i
skoczyła tak, że stanęła za nim i położyła ręce na karku.
- Koniec kocie.- pocałowała go lekko w szyje i odwróciła się
do niego plecami. Ten wykorzystał chwilę nieuwagi dziewczyny i chciał ją
podciąć, ale ona była sprytniejsza. Słyszała jak się skradał i odskoczyła na
bok i wykorzystując pnącze, wystające z ziemi, związała nimi Marca. Uśmiechnęła
się do niego i zaczęła się z nim całować , nie zwracając uwagi na innych.
- Właśnie dlatego, trzeba ich pilnować. –powiedziałam idąc w
stronę czarodziei. – Proszę, jak maci to robić, to na osobności. – odsunęłam
ich od siebie i spojrzałam na Jaspera – I co zaobserwowałeś?
- Musimy popracować nad atakami, muszą być szybsze. Marco,
Alura, Edward i Alice muszą przestać polegać na darach, a Emmett na sile. Tak
to jest naprawdę dobrze .
- To fantastycznie teraz tylko…- przerwałam widząc, jak oczy
Alice zachodzą mgłą. Wizja. Podeszłam powoli do niej i czekałam, jak jej wizja
się skończy. Po pięciu minutach ocknęła się i spojrzała na nas uśmiechnięta.
- Walka przesunęła się. Odbędzie się ona za
dwa tygodnie. – gdy to powiedziała, poczułam
ulgę w sercu. Czyli mam szansę na dokończenie zadania, przed bitwą. – O i
jeszcze za tydzień będzie Bal Halloweenowy.-
podskoczyła podekscytowana.
- Pamiętasz, wtedy się poznaliśmy. –szepnął
Marco, przytulając od tyłu Ali.
- Tego nie mogę zapomnieć. – uśmiechnęła się i
pocałowała chłopaka w usta
- Dobra, skoro bitwa się przesunęła, to może
chodźmy do domu?- zapytała Rosa, łapiąc miśka za rękę.
- Jasne – wszyscy poszliśmy do domu Cullenów,
a ja spojrzałam na moich starych przyjaciół.
- Może zamieszkacie na ten czas u mnie? –
spytałam ich, a oni spojrzeli na siebie
- Jeśli to nie problem, to będziemy bardzo
wdzięczni. Tylko na chwilę musimy wrócić do Mirabili, powiedzieć, że zostaniemy
u ciebie trochę dłużej, okej ??
- Dobrze, ale musicie mi opowiedzieć wiele
rzeczy – uśmiechnęłam się do nich i schyliłam po księgę dusz. – Ja się zbieram, muszę jeszcze coś sprawdzić w księdze. Do zobaczenia. – powiedziałam i wyszłam,
razem z Willem na ramieniu. Ledwo weszłam w ścianę lasu, gdy usłyszałam
wołanie.
- Bello, zaczekaj. –odwróciłam się i
zobaczyłam biegnącego w moją stronę Edwarda. – Odprowadzę cię.
- Nie trzeba, to tylko minuta biegu.
- Ty mnie odwiozłaś pod sam dom, to ja ciebie
odprowadzę . –powiedział pewnie idąc razem ze mną w stronę mojego domu.
-No dobrze. – przez całą drogę milczeliśmy,
ale nie była to jedna z tych nieprzyjemnych cisz. Tylko cisza, która dawała nam
chwilę odpoczynku. Po piętnastu minutach ludzkiego marszu, doszliśmy do domu.
Ledwo doszłam do drzwi się same otworzyły, a w nich stanęła moja babcia.
- Bello, gdzie ty zginęłaś ??