środa, 3 lipca 2013

.: Rozdział 14 - Przestroga :.

Ludzie, wiemy, że to trochę późno, ale....
...lepiej późno niż wcale.
OTWIERAMY SEZON WAKACYJNY!!!
Nawet nie wiecie, jak długo czekałyśmy, żeby to napisać
A spóźniłyśmy się, nie nawiedzę, gdy są burze ;/
ale jesteśmy, w nowym i lepszym wydaniu, czemu pytacie?
Kisiel się dostała do wybranego liceum i klasy;D
Fuck je ;] i z tego powodu napisałam ( w wielkim przypłynie weny)  trzy rozdziały do przodu, o podobnej długości co ten
Nie ma to jak znajomości;/ 
Niestety, jest to też czas rozstań dla niektórych z nas. Ja tracę naprawdę super klasę i Aniołek też.
Mam łezkę w oku ;(
Najlepiej odzwierciedla ten moment, ta piosenka. Była puszczana na ognisku pożegnalnym w mojej klasie .
...
...
To wracamy do rozdziału.  Mamy nadzieję, że wam się spodoba;D
Właśnie, a i wielkie dzięki, za życzenia ;* Zemszczę się Aniołku ;p
A pochwalcie się, czy dostaliście się do szkoły wybranej przez was ;D 
I jaki kierunek, ja human z elementami kinowo-teatralnymi, idę tam ze względu na elementy;p 
Ja się pochwalę, idę na biochem ;p
A wy? gdzie idziecie, marzycie iść, albo jesteście ;D
Marzenia zawsze się liczą
To od nas samych, zależy czy się spełnią 
Kiślu, jakie mądre słowa mówisz...
Wim, napada mnie ostatnio nawał weny ;D
 
__________________________________________

- Babcia?? – To jedyne, co mogłam powiedzieć. A co innego? Wchodzisz do swojego domu, pewna, że nikogo w nim nie ma, a jednak, w drzwiach stoi twoja babcia!- Co ty tutaj roisz?!
- Jak to, co? Od paru dni nie dzwonisz, nie odbierasz, nie piszesz. Martwiłam się, ż ci się coś stało! – Powiedziała przejęta, a pod koniec zaczęły płynąć jej łzy. Nie mogłam na to tak patrzeć, podeszłam do niej i spojrzałam prosto w oczy.
- Babciu, nie dzwoniłam, bo zgubiłam telefon. Kupiłam niedawno nowy i miałam zamiar zadzwonić za….- Spojrzałam na zegarek- Godzinę. Nie musiałaś tutaj przyjeżdżać.
- Ale czemu nie kupiłaś go wcześniej! Ty wiesz jak przezywałam z Chrisem? ( Dla wyjaśnienie, to pomocnik babci aut.) Myśleliśmy o najgorszym. – Nie wytrzymałam i przytuliłam się do babci.
- Przepraszam, masz rację mogłam wcześniej to zrobić.
- Nic się nie stało drogie dziecko. Tylko proszę, nie rób mi więcej takich numerów. – Kiwnęłam głową i jeszcze mocniej wtuliłam się w babcię. Wtedy usłyszałam jak koś kieruje się w stronę lasu.
- Edward! Zaczekaj! – Zupełnie o nim zapomniałam. Spojrzałam na babcię, a ta patrzyła na mnie spokojnym wzrokiem.
- Nie, ja tylko przeszkadzam.
- Chodź nie gadaj. – Uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił uśmiech - Babciu, to mój nowy przyjaciel, Edward Cullen. Edwardzie, to moja babcia, Lucinda.
- To zaszczyt poznać panią– wampir podszedł do mojej babci i ucałował ja w rękę.
- No i takich dżentelmenów na świecie mało. – Powiedziała, uśmiechając się do wampira
- Niestety, muszę się zbierać, ale miło było panią poznać. Do zobaczenia jutro w szkole Bello.– Uśmiechnął się do mnie i poszedł w stronę lasu.
- Do zobaczenia- Odczekałyśmy troszkę, a gdy byłyśmy pewne, że nas nie słyszy, zaczęłyśmy rozmawiać o naszych sprawach.
- I jak ci z nim idzie? –Zapytała babcia siadają cna kanapie
- Dobrze, zostało mi tylko sprawić, żeby był szczęśliwy.
- To fantastycznie, a podjęłaś decyzje? – Decyzja, miałam się zdecydować
- Nie wiem, ale z każdym dniem jestem pewna, że ….. – Nie dokończyłam zdania, bo usłyszałam czyjąś rozmowę.
- …. Po co brałaś te rzeczy od moich rodziców, przecież już je masz i to w lepszym stanie!  - Powoli wiedziałam to tam idzie
- Tak, ale trzeba być miłym! Tym bardziej po tym, co odwaliłam na biedzie z twoimi rodzicami.
- Kochanie to tylko…
- Wywaliłam zupę na nową sukienkę twojej mamy! – W drzwiach stanęła Ali, a obok niech chłopaki – Pani Lucinda! – Krzyknęła Ali i rzuciła się na moją babcię.
- Alura, Marco jak miło was widzieć. Lucyfer, obciąłeś sierść?
- Musiałem, Arielle uczyła się układy Ali i trochę przypaliła mi futro. –Wzdrygnął się, a potem spojrzał poważnie, na nas wszystkich. – Tylko ani mru mru miśkowi.
- Słowo anioła. – Powiedziałam jednocześnie z babcią i zaśmiałyśmy się.
- A co tu dzieciaki robicie? – Zapytała babcia, gdy wszyscy usiedliśmy w salonie. (hasło: wakacje) Spojrzałam na nich znacząco, mam nadzieję, że mnie zrozumieli.
- A….Eee…przyszliśmy odwiedzić Bellę. – Wydukał Lucyfer. – Dawno jej nie widziałem i się stęskniłem, a Ali miała dostarczyć zaproszenie na ślub Lani i Erica.
- Och fantastycznie, złóżcie im gratulacje ode mnie.
- Ale pani jest zaproszona razem z Bellą. –Powiedział Marco patrząc znacząco na mnie
- Przykro mi, ale nie mogę. Ostatnio, rodzina, którą się opiekuje ma problemy. Musze im pomóc, ale dziękuję za zaproszenie.
            Resztę popołudnia spędziliśmy razem, opowiadałam babci, co robiliśmy oraz jak mi idzie z Edwardem. Ona w zamian o jej podopiecznych. Pod wieczór niestety, babcia musiała wyjeżdżać. Odwiozłam ją do Seattle i pożegnałam się.
- Pamiętaj tym razem, żeby do mnie dzwonić. –Ostrzegła mnie babcia, – Bo ci zrobię znowu taką wizytę – pogroziła mi palcem, a potem z uśmiechem przytuliła mnie.
- Dobrze, do zobaczenia. – Ucałowałam ją, a ona poszła w stronę bramek.
- A zapomniałabym. – Podeszłam bliżej babci.  – Pamiętaj o zasadach, zakochiwanie się w swoim podopiecznym, przed ukończeniem zadania jest zabronione. Powiedziała surowym tonem, a ja patrzyłam z niedowierzaniem na nią
- Ale skąd ty….
- To, że mam prawie sto lat, nie znaczy, że jestem ślepa. Widzę jak na niego patrzysz. Znam swoją wnuczkę i chcę cię tylko ostrzec, że konsekwencje tego czynu, mogą być ogromne. - Patrzyła na mnie tym swoim babcinym wzrokiem i widziałam w nich troskę o mnie- Straciłam już córkę i zięcia. Nie chcę stracić wnuczki. – Odwrócił się w stronę bramek i zniknęła.

            Nie wiem, kiedy wróciłam do domu, ale było już późno. Moi goście już spali, William także. A ja? Siedzę na dachu i patrzę w gwiazdy. Myślę nad słowami babci.
- Ma ona rację, nie mogę się w nim zakochać. Muszę lecieć do Amora. – Szybko zmieniałam postać i otworzyłam sobie bramę do nieba, pamiętając o księdze. Gdy przekroczyłam próg, poczułam mocny powiew wiatru i blask słońca na moim ciele. Otworzyłam oczy i zobaczyłam wielki biały budynek, był w stylugotyckim. Jego strzelisty wieże dawały wrażenie, ze budynek sięga nieba. Gdyweszło się do środka, dało się zauważyć, że duża liczba okien daje mnóstwoświatła, co tylko dodawało urokowi temu miejscu..
- Bello, co ty tu robisz? –Usłyszałam za sobą czyjś głoś, odwróciłam się i …
- Gabrielu, wystraszyłeś mnie – uśmiechnęłam się i ukłoniłam.
- Nie musisz. – Spojrzałam na niego i stwierdziłam, że nie zmienił się wcale. Nadal ma te piękne ciemne włosy i idealnie wyrzeźbioneciało, a jego oczy są jednocześnie piękne, co i niebezpieczne.- Co cię sprowadza w te strony?
- Przyszłam oddać księgę i przeprosić, że poszłam na skróty, zamiast pomyśleć i pomóc mu.
- Mam nadzieję, ze przy ostatnim zadaniu, nie pójdziesz na skróty. – Wziął ode mnie księgę i spojrzał na mnie znacząco.
- Nie mam takiego zamiaru, musze tylko pójść po radę od Amora.
- Miłość? Dobry wybór, tylko uwija. Miłość rządzi się swoimi zasadami. – Uśmiechnął się i odleciał w swoją stronę, a ja poszłam do Sali Amora
            Przede mnąstoją wielkie dębowe drzwi, a po środku znajduje się wielkie serce, stworzone zmiliardów małych serduszek. Zapukałam delikatnie i czekałam na pozwolenie, a gdy je otrzymałam, weszłam. Pomieszczenie wyglądało jak pracownia chemiczna, ale miało w sobie tą nutkę miłości.

- Witaj Amorze! – Przywitałam się i uśmiechnęłam się na widok małego chłopczyka z dużymi białymi skrzydłami.
- Witaj Bello- odpowiedział mi, ale widać było, że jest  czym innym zajęty. Jego strój wygląda jakby wrócił z przedstawienia greckiego, a w rękach trzyma łuk i strzały, a on sam stoi na wielkim kotłem, z którego unosi się para. – Co porabiasz?
- Mam dwójkę zakochanych i muszę ich na siebie nakierować. – To powiedziawszy strzelił obydwie strzały w stronę wtedy, a gdy stanęłam obok niego, zobaczyłam dwójkę ludzi, których trafiła strzała Amora. Spojrzeli się na siebie i zaczęli rozmawiać. – A co ciebie sprowadza moja droga.?
- Potrzebuję pomocy, ty wiesz, kto jest, komu przeznaczony, czy mógłbyś mi…
- O nie, nie, nie powiem ci, kto jest tobie pisany. Nie mogę tego zrobić, bo zaczęłabyś na siłę go szukać. – Przerwał i zaczął się przechadzać po pomieszczeniu.
- Ale nie o to mi chodzi. Mój podopieczny jest nieszczęśliwy, a wiadomo, że najlepszym lekarstwem na szczęście jest miłość.
- Piękny cytat, zasługuje na umieszczenie go w mojej księdze –uśmiechnął się i sięgnął po grubą księgę i coś tam zapisał. – A teraz moja droga Bello, podaj mi dane tego smutasa.- To powiedziawszy poszedł w stronę kotła i wrzucił tam parę ziół i swoich piór. - Zaraz zobaczysz go z tą jedyną.
- Edward Cullen. –Gdy to powiedziałam, w kociołku zaczął tworzyć się mały wir, który przeradzał się w większy, a potem zaczął maleć. – Ja cię na chwilę zostawię samą, muszę po coś wskoczyć. – Gdy wyszedł, to, co zostało po wirze, zaczęło tworzyć mgłę, a prze tą mgłę mogłam zobaczyć krótką scenę.
 Edward uśmiechnięty od ucha do ucha, biegnie za kimś. To kobieta. Krzyczy, żeby się zatrzymała, a ona spełnia jego prośbę. Jej długie brązowe do pasa włosy się zatrzymały, a ona już miała się odwrócić w moją stronę, ale wampir zdążył mi zasłonić widok.
- Kochanie, nie uciekaj mi tak. – Dziewczyna się zaśmiała
- Czemu?
- Bo cię kocham. –Powiedział i pochylił się, żeby ją pocałować
- Ja ciebie też kocham. –Pocałowali się, a ja wtedy ujrzałam twarz dziewczyny. To długowłosa brunetka o błękitnych jak niebo oczach.
To...To…to jestem ja….

I dla rozwalenia nastroju: