wtorek, 30 lipca 2013

.:Rozdział 17 - Kurczak:.



       LUDZIE ANIOŁEK POWRÓCIŁA DO ŻYWYCH!!    
żywa to byłam, tylko nie miałam internetu....
 dobra, ale już jesteś , a to ważne i to, że poprawiłaś ten rozdział
To było na początku straszne!!!
 nieprawda! nie miało tylko paru elementów...
paru? połowy rozdziału! dobrze, że wróciłam..
tak, a teraz koniec wyżalania i wszyscy piszemy serrrrr
serrrrr
 Wyszłam...dziwnie...
ty wyglądasz promieniście, a ja jak mchroczna siostra
ale siostra;D
koniec tego, dałyśmy zdjęcia....bo taki kaprys ;p
A teraz zapraszamy na nn ;D
 __________________

    Dni mijały, a ja zbliżałam się coraz bardziej do Edwarda. Spędzaliśmy razem coraz więcej czasu, aż Will zaczął się robić zazdrosny. Niestety, nie mogłam całkowicie ograniczyć się do Edwarda. Co jakiś czas spotykałam się z wampirami czarodziejami i trenowaliśmy. Wszyscy robiliśmy postępy, ale według mnie to za mało. Ciągle mam przeczucie, że coś złego wydarzy się podczas tej walki. Mam nadzieję, że to tylko nerwy…
- Bella, wyprostuj się! – krzyknęła Alice, która próbowała zdjąć ze mnie miary. Od tygodnia próbowałam znaleźć kostium na bal, ale słabo mi szło, więc poprosiłam Alice. Teraz żałuję, że to zrobiłam.
- Alice, kiedy skończysz? Obiecałam, Alurze, że przyjdę przetestować jej nową miksturę. – zapomniałam wspomnieć. Podejrzewamy, że wśród tych nowo narodzonych wampirów mogą być mordercy moich rodziców. Dlatego nie mogę ujawnić się pod postacią anioła, ale jest problem, bo tylko wtedy jestem najsilniejsza. Dlatego Ali, zadeklarowała się, że sporządzi miksturę, dzięki której nie będzie widać moich skrzydeł, a ja będę wyglądać jak wampir.
- Jeszcze tylko.... Już! A teraz zmykaj, a mi zostaw sprawę kostiumu. – pomachała mi na przegnanie, odmachałam jej i zbiegłam do salonu Cullen’ów.
- Co aniołku, nasza kochana chochlica cię wreszcie wypuściła? – zapytał wesoło Emmett, który razem z Jasperem grał w jakże interesującą grę, czyt. szachy na 10 szachownicach.
- Tak, a teraz przepraszam, ale teraz kolejna będzie się nade mną pastwiła.
- Ali skończyła miksturkę? – zapytał Edward, który jest zasypany przez stos kartek, przy swoim fortepianie.
- Tak, jak chcesz to możesz ze mną iść.
- Jasne. – w sekundę sprzątnął bałagan, który był przy jego miejscu pracy, a następnie stanął obok mnie.
            W milczeniu dobiegliśmy do mojego domu, którego szyby, co parę sekund zmieniały kolory. Przestraszona wbiegłam do domu, a po środku MOJEGO salonu, na MOIM dywanie, Alura postawiła wielki kociołek.
- Co to ma być?! – wydarłam się na nią, a ona spojrzała na mnie zza kłęby dymu. Ubrana była w tradycyjny strój do odprawiania rytuałów. Jej naszyjnik, na tle czarnego materiału, wydawał się być o wiele większy. Wszystko wyglądałoby dobrze, gdyby nie duże gogle na jej nosie. – I po co ci te gogle? I gdzie Marco?
- Myślisz, że ja coś widzę przez tą kłęb dymu? W Mirabili, Agat się odradza. Na szczęście opłacało się tak cierpieć, udało mi się chyba stworzyć odpowiedni eliksir.– powiedziała nalewając do małego flakoniku odrobinę tego, co było w kotle. – Spróbuj, jakby, co mam antidotum obok. – chwyciłam mały flakonik. Ciecz, wygląda jak krew. Krwista i zostawiała delikatne smugi, gdy się przekręciło buteleczkę. Powąchałam. Zapach różnił się od wyglądu. Była to mieszanka lawendy, cementu (?), jaśminu i czegoś, czego nie mogłam rozszyfrować. – Spokojnie, powinno smakować, dodałam ślinę jaszczurki. – uśmiechnęła  się dumnie, a ja spojrzałam krzywo na tą dziwną substancję.
- No nic, raz się żyje. – za jednym łykiem wypiłam zawartość flakonika. Smak był dobry, jak lody czekoladowe ( WTF?). Jednak po kilku chwilach, poczułam nieprzyjemne drapanie w gardle i rozszywający mnie ból w okolicy skrzydeł.  Nie wiedziałam, co się dzieje, bolało jak jasna Anielka! Nie mogłam wytrzymać, krzyknęłam i upadłam z bólu. Poczułam czyjeś ramiona, które próbowały jakoś uśmierzyć mój ból, ale na nic do się zdało. Chciałam już umrzeć, gdy nagle..... Ból się skończył. Otworzyłam oczy i zobaczyłam twarz przestraszonego Edwarda, a obok niego Alurę. -  Co się stało?
- Mikstura zadziałała odwrotnie. Więc musiała przerwać jej działanie, przepraszam, że tak późno, ale nie wiedziałam, co się działo.
- Nic się nie stało i jak, wiesz, co trzeba poprawić? – zapytałam wstając, jednak w ogóle mi się to nie udało. Opadłam zmęczona na kanapę
- Tak, ale muszę razem z resztą, iść po to do Mirabilii. Trochę by nam tam zajęło, więc wrócilibyśmy idealnie na samą walkę. Przepraszam, że musiałaś cierpieć. Mogłam przewidzieć, że..
- Nie jesteś Ali, która wie wszystko. Każdy się myli, a teraz jedźcie i wracajcie jak najszybciej z rozwiązaniem.
- Dobrze, tylko wskoczę na chwilę do Cullen’ów. Luc, idziesz ze mną? – spojrzałam na kota, który właśnie wylegiwał się parapecie.
- Oczywiście, muszę się pożegnać z moim ulubionym wampirem. – uśmiechnął się chytrze, a my wszyscy zaśmialiśmy się i pobiegliśmy w stronę domu Edwarda. Na szczęście, wszyscy tam byli. Nie wiedziałam nadal, o co chodziło Lucyferowi, ale kiedy przekroczyłam próg domu, zrozumiałam. Nad niczego nieświadomym Emmie, wisi wielkie wiadro, a obok niego, worek. Ciekawe, co tam jest....
-Hej wampirki! Przyszliśmy się pożegnać i … – krzyknęła Ali siadając na swoim ulubionym miejscy, …czyli w powietrzu.
- Co? Gdzie wyjeżdżacie? Mieliście nam pomóc!- wykrzyknęła zła Rosalia
- Nie wyjeżdżamy, tylko musimy na parę dni wpaść do domu. – powiedział spokojnie Luc, strącając ostatnią królową Emma. Dzięki temu misiek przegrał z szczęśliwym Jasperem.
- Jak chcesz, to ty kotku, możesz tam zostać.- wyszeptał, przez zaciśnięte zęby, Emmett
- Chciałbym, ale kto wtedy, uratowałby twój zacny zadek – wyszczerzył się kot i uniknął bliskiego kontaktu z wampirem, wskakując Ali na kolana.
- Przekonajmy się, czy smakujesz tak samo okropnie, jak mnie wkurzasz. – zawarczał misiek
- Dosyć! W domu nie ma żadnych gróźb! Emmett, przeproś Lucyfera. – powiedziała zła Esme
- Za co? Przez niego przegrałem z Jasperem i uważa, ze nie umiałbym sobie poradzić podczas walki!
- Przecież każdy wie, że byś nie wygrał, a podczas walki, kto wie, może się wszystko wydarzyć. – stwierdziła Alice, czytając jakiś magazyn
- Dobra koniec kłótni! Czas nam ucieka, a przyszliśmy tu tylko się pożegnać i poprosić was o przysługę. – powiedziała nieśmiało Alura.
- Proś, o co chcesz, przyjaciele naszych przyjaciół, są naszymi przyjaciółmi. – uśmiechną się szeroko Carlisle.
- Dziękuję, a więc potrzebuję…- pstryknęła palcami, a w jej dłoniach pojawiła się małą lista.- Dwa flakoniki jadu starego wampira i jeden jego krwi, …to mam…trzy włosy wampira najlepiej zadbane….To w domu… O Bells, dałabyś mi garść twoich piór? – spojrzała na mnie, a ja kiwnęłam głową, na zgodę.- Dobra to tyle, to, co? Kto pierwszy? – spojrzała na wszystkich, a oni z otwartymi oczami, patrzyli na nią przestraszeni
- Ach, wyrywaj ile chcesz. – wysunęłam skrzydła i odwróciłam się do niej plecami.
- Zatrzymasz wodę w skrzydłach, mają one być czyste od wody. – skinęłam głową i zatrzymałam wodę w skrzydłach. – Już, dzięki. -  odwróciłam się, chowając skrzydła. Alura chowała garść moich piór do woreczka. – To, kto teraz?
- Włosy maja być zadbane? Weź moje.- spojrzałam zszokowana na Rosalie, tak jak reszta rodziny.- No, co, jak ma się udać, to chcę żeby było to pewne.- wyrwała sobie odpowiednia ilość włosów, razem z cebulkami i podała Ali, która, dzięki powietrzu, związała te włosy w warkocza i schowała do osobnego woreczka.
-Aż taki stary nie jestem, ale chyba prawie 400 lat starczy?- zapytał Carlisle, idąc w stronę czarownicy.
- Dla nas 150 lat, to stary. A twój jad, będzie jak dobrze wyważone wino. – wyczarowała dwa flakonik i podała je blondynowi
- Niedługo mam 170 lat, więc moja krew się nada – powiedział wesoło Jasper – tylko mam pytanie, nasza krew nie krąży, jak chcesz ją, więc wziąć?
- Zaraz będzie, ale musisz być szybki. – kiwnął głową i wyciągnął do niej rękę, a w drugiej trzyma od razu gotowy flakonik. Nigdy nie widziałam jak Ali „podgrzewa” krew wampirom. Wygląda to fascynująco. Jedna jej dłoń, nagle zrobiła się czerwona, a gdy przyłożyła ją do ręki Jaspera, zadziało się coś fascynującego. Jego ręka nie było już tak trupio blada, nabrała kolorów. Wtedy Jasper ugryzł dłoń, z której popłynęła czerwona ciecz. Szybko napełnili flakonik, a gdy ostatnia kropla wpłynęła, Alura zabrała rękę. Dłoń wampira znów wyglądała jak dawniej, a po ugryzieniu nie pozostał ślad. – Dobra, teraz czas na płonący kuferek. – poruszała palcami i pomruczała coś niezrozumiałego, a w jej dłoni pojawił się, tak jak mówiła, płonący kuferek. Wsadziła tam fiolkę z krwią Jaspera i jad Carlisla, który zdążył zapełnić flakoniki. – Dzięki za pomoc, a teraz przepraszam, ale jak się nie pośpieszę to ta krew mi skrzepnie.
- Czekaj, zrobię ci portal. – wzięłam trochę soli z kuchni Cullen'ów i utworzyłam z niej taki sam rysunek jak poprzednio.
- Dzięki, a teraz do zobaczenia. Luc no chodź już.- krzyknęła  
- Już tylko zrobię jedną rzecz.- kiwnął łapą, a wiadro, które wisiało nad Emmettem, przechyliło się i wylało swoją zawartość na wampira. Chwilę później, otworzył się także worek i wysypała się na niego chyba tona pierza. Wszyscy się tarzali ze śmiechu, a najbardziej Luc, który był najwyraźniej sprawcą tego przedstawienia. Sama nie byłam niewinna, śmiałam się tak, że zabolał mnie brzuch, a przyczyną był wygląd Emma. Maź, która wylała się na naszego misia, okazała się klejem, a piór, które na to upadły, przykleiły się. Wampir wyglądał teraz dosłownie jak kurczak!
-Aaaaaaa! Kocie, zabiję cię!!!! – wydarł się i zaczął gonić, naszego koteczka, który wskoczył do portalu i od razu zniknął, a my dalej się śmialiśmy . Teraz rozumiałam sens groźby Luca:
„...- Ale powiedzcie mi, że sami wiecie, KOGO, tu nie ma.
- Niestety, ale kazał przekazać, żebyś nie był kurczakiem…. Cokolwiek to znaczy.... „


10 komentarzy:

  1. Super rozdziałek z dużą dawką śmiechu ;p Już nie mogę się doczekać następnego;) Weny życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział fajny. Czekam na kolejne

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział jest świetny! Prześwietny! :D Podoba mi się baaaaardzo! :)) Czekam na kolejny ! :D Nie trzymaj mnie w niepewności :) :))Pozdrawiam gorąco :**Niech wena będzie z TOBĄ!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ładne jesteście :-)
    Super rozdział, już nie mogę się doczekać tej bitwy i mam nadzieję, że to będzie świetna akcja. Śmieszna historia z Emmettem, ale tak to już jest, gdy sie zadziera z Lucyferem :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudooo ! *.* kiedy nn? Fryma ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. rozdział po prostu genialny
    czekam niecierpliwie na nn
    Życzę mnóstwo weny i pozdrawiam
    Rose;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowny! Czekam na następne ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. hahahaha, kocham tego kociaka! Jest zajebisty!
    Ale po co Alurze były potrzebne te pióra, jad i krew? Na miksturę dla Bells?
    Ciekawe, kiedy bd wyznania miłosne XD
    Czekam na NN!
    Niech wena bd z Wami!
    Buziaczki ;*

    PS. Ej no, za ładne jesteście ;) Focham się na matkę naturę, która mi poskąpiła urody XD

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział super! Luc jest genialny! Czekam na NN!

    OdpowiedzUsuń