LUDZIE ANIOŁEK POWRÓCIŁA DO ŻYWYCH!!
żywa to byłam, tylko nie miałam internetu....
dobra, ale już jesteś , a to ważne i to, że poprawiłaś ten rozdział
To było na początku straszne!!!
nieprawda! nie miało tylko paru elementów...
paru? połowy rozdziału! dobrze, że wróciłam..
tak, a teraz koniec wyżalania i wszyscy piszemy serrrrr
serrrrr
Wyszłam...dziwnie...
ty wyglądasz promieniście, a ja jak mchroczna siostra
ale siostra;D
koniec tego, dałyśmy zdjęcia....bo taki kaprys ;p
A teraz zapraszamy na nn ;D
__________________
Dni mijały,
a ja zbliżałam się coraz bardziej do Edwarda. Spędzaliśmy razem coraz więcej
czasu, aż Will zaczął się robić zazdrosny. Niestety, nie mogłam całkowicie
ograniczyć się do Edwarda. Co jakiś czas spotykałam się z wampirami czarodziejami
i trenowaliśmy. Wszyscy robiliśmy postępy, ale według mnie to za mało. Ciągle
mam przeczucie, że coś złego wydarzy się podczas tej walki. Mam nadzieję, że to
tylko nerwy…
- Bella, wyprostuj się! – krzyknęła Alice, która próbowała
zdjąć ze mnie miary. Od tygodnia próbowałam znaleźć kostium na bal, ale słabo
mi szło, więc poprosiłam Alice. Teraz żałuję, że to zrobiłam.
- Alice, kiedy skończysz? Obiecałam, Alurze, że przyjdę
przetestować jej nową miksturę. – zapomniałam wspomnieć. Podejrzewamy, że wśród
tych nowo narodzonych wampirów mogą być mordercy moich rodziców. Dlatego nie
mogę ujawnić się pod postacią anioła, ale jest problem, bo tylko wtedy jestem
najsilniejsza. Dlatego Ali, zadeklarowała się, że sporządzi miksturę, dzięki
której nie będzie widać moich skrzydeł, a ja będę wyglądać jak wampir.
- Jeszcze tylko.... Już! A teraz zmykaj, a mi zostaw sprawę
kostiumu. – pomachała mi na przegnanie, odmachałam jej i zbiegłam do salonu
Cullen’ów.
- Co aniołku, nasza kochana chochlica
cię wreszcie wypuściła? – zapytał wesoło Emmett, który razem z Jasperem grał w
jakże interesującą grę, czyt. szachy na 10 szachownicach.
- Tak, a teraz przepraszam, ale teraz kolejna będzie się
nade mną pastwiła.
- Ali skończyła miksturkę? – zapytał Edward, który jest zasypany
przez stos kartek, przy swoim fortepianie.
- Tak, jak chcesz to możesz ze
mną iść.
- Jasne. – w sekundę sprzątnął
bałagan, który był przy jego miejscu pracy, a następnie stanął obok mnie.
W
milczeniu dobiegliśmy do mojego domu, którego szyby, co parę sekund zmieniały
kolory. Przestraszona wbiegłam do domu, a po środku MOJEGO salonu, na MOIM
dywanie, Alura postawiła wielki kociołek.
- Co to ma być?! – wydarłam się
na nią, a ona spojrzała na mnie zza kłęby dymu. Ubrana była w tradycyjny strój
do odprawiania rytuałów. Jej naszyjnik, na tle czarnego materiału, wydawał się
być o wiele większy. Wszystko wyglądałoby dobrze, gdyby nie duże gogle na jej
nosie. – I po co ci te gogle? I gdzie Marco?
- Myślisz, że ja coś widzę przez
tą kłęb dymu? W Mirabili, Agat się odradza. Na szczęście opłacało się tak
cierpieć, udało mi się chyba stworzyć odpowiedni eliksir.– powiedziała
nalewając do małego flakoniku odrobinę tego, co było w kotle. – Spróbuj, jakby,
co mam antidotum obok. – chwyciłam mały flakonik. Ciecz, wygląda jak krew.
Krwista i zostawiała delikatne smugi, gdy się przekręciło buteleczkę.
Powąchałam. Zapach różnił się od wyglądu. Była to mieszanka lawendy, cementu
(?), jaśminu i czegoś, czego nie mogłam rozszyfrować. – Spokojnie, powinno
smakować, dodałam ślinę jaszczurki. – uśmiechnęła się dumnie, a ja spojrzałam krzywo na tą
dziwną substancję.
- No nic, raz się żyje. – za
jednym łykiem wypiłam zawartość flakonika. Smak był dobry, jak lody czekoladowe
( WTF?). Jednak po kilku chwilach, poczułam nieprzyjemne drapanie w gardle i
rozszywający mnie ból w okolicy skrzydeł.
Nie wiedziałam, co się dzieje, bolało jak jasna Anielka! Nie mogłam
wytrzymać, krzyknęłam i upadłam z bólu. Poczułam czyjeś ramiona, które
próbowały jakoś uśmierzyć mój ból, ale na nic do się zdało. Chciałam już
umrzeć, gdy nagle..... Ból się skończył. Otworzyłam oczy i zobaczyłam twarz
przestraszonego Edwarda, a obok niego Alurę. -
Co się stało?
- Mikstura zadziałała odwrotnie.
Więc musiała przerwać jej działanie, przepraszam, że tak późno, ale nie wiedziałam,
co się działo.
- Nic się nie stało i jak, wiesz,
co trzeba poprawić? – zapytałam wstając, jednak w ogóle mi się to nie udało.
Opadłam zmęczona na kanapę
- Tak, ale muszę razem z resztą,
iść po to do Mirabilii. Trochę by nam tam zajęło, więc wrócilibyśmy idealnie na
samą walkę. Przepraszam, że musiałaś cierpieć. Mogłam przewidzieć, że..
- Nie jesteś Ali, która wie
wszystko. Każdy się myli, a teraz jedźcie i wracajcie jak najszybciej z
rozwiązaniem.
- Dobrze, tylko wskoczę na chwilę
do Cullen’ów. Luc, idziesz ze mną? – spojrzałam na kota, który właśnie
wylegiwał się parapecie.
- Oczywiście, muszę się pożegnać
z moim ulubionym wampirem. – uśmiechnął się chytrze, a my wszyscy zaśmialiśmy
się i pobiegliśmy w stronę domu Edwarda. Na szczęście, wszyscy tam byli. Nie
wiedziałam nadal, o co chodziło Lucyferowi, ale kiedy przekroczyłam próg domu,
zrozumiałam. Nad niczego nieświadomym Emmie, wisi wielkie wiadro, a obok niego,
worek. Ciekawe, co tam jest....
-Hej wampirki! Przyszliśmy się
pożegnać i … – krzyknęła Ali siadając na swoim ulubionym miejscy, …czyli w
powietrzu.
- Co? Gdzie wyjeżdżacie?
Mieliście nam pomóc!- wykrzyknęła zła Rosalia
- Nie wyjeżdżamy, tylko musimy na
parę dni wpaść do domu. – powiedział spokojnie Luc, strącając ostatnią królową
Emma. Dzięki temu misiek przegrał z szczęśliwym Jasperem.
- Jak chcesz, to ty kotku, możesz
tam zostać.- wyszeptał, przez zaciśnięte zęby, Emmett
- Chciałbym, ale kto wtedy,
uratowałby twój zacny zadek – wyszczerzył się kot i uniknął bliskiego kontaktu
z wampirem, wskakując Ali na kolana.
- Przekonajmy się, czy smakujesz
tak samo okropnie, jak mnie wkurzasz. – zawarczał misiek
- Dosyć! W domu nie ma żadnych
gróźb! Emmett, przeproś Lucyfera. – powiedziała zła Esme
- Za co? Przez niego przegrałem z
Jasperem i uważa, ze nie umiałbym sobie poradzić podczas walki!
- Przecież każdy wie, że byś nie
wygrał, a podczas walki, kto wie, może się wszystko wydarzyć. – stwierdziła
Alice, czytając jakiś magazyn
- Dobra koniec kłótni! Czas nam
ucieka, a przyszliśmy tu tylko się pożegnać i poprosić was o przysługę. –
powiedziała nieśmiało Alura.
- Proś, o co chcesz, przyjaciele
naszych przyjaciół, są naszymi przyjaciółmi. – uśmiechną się szeroko Carlisle.
- Dziękuję, a więc potrzebuję…-
pstryknęła palcami, a w jej dłoniach pojawiła się małą lista.- Dwa flakoniki
jadu starego wampira i jeden jego krwi, …to mam…trzy włosy wampira najlepiej
zadbane….To w domu… O Bells, dałabyś mi garść twoich piór? – spojrzała na mnie,
a ja kiwnęłam głową, na zgodę.- Dobra to tyle, to, co? Kto pierwszy? – spojrzała
na wszystkich, a oni z otwartymi oczami, patrzyli na nią przestraszeni
- Ach, wyrywaj ile chcesz. –
wysunęłam skrzydła i odwróciłam się do niej plecami.
- Zatrzymasz wodę w skrzydłach,
mają one być czyste od wody. – skinęłam głową i zatrzymałam wodę w skrzydłach.
– Już, dzięki. - odwróciłam się,
chowając skrzydła. Alura chowała garść moich piór do woreczka. – To, kto teraz?
- Włosy maja być zadbane? Weź
moje.- spojrzałam zszokowana na Rosalie, tak jak reszta rodziny.- No, co, jak
ma się udać, to chcę żeby było to pewne.- wyrwała sobie odpowiednia ilość
włosów, razem z cebulkami i podała Ali, która, dzięki powietrzu, związała te
włosy w warkocza i schowała do osobnego woreczka.
-Aż taki stary nie jestem, ale
chyba prawie 400 lat starczy?- zapytał Carlisle, idąc w stronę czarownicy.
- Dla nas 150 lat, to stary. A
twój jad, będzie jak dobrze wyważone wino. – wyczarowała dwa flakonik i podała
je blondynowi
- Niedługo mam 170 lat, więc moja
krew się nada – powiedział wesoło Jasper – tylko mam pytanie, nasza krew nie
krąży, jak chcesz ją, więc wziąć?
- Zaraz będzie, ale musisz być
szybki. – kiwnął głową i wyciągnął do niej rękę, a w drugiej trzyma od razu
gotowy flakonik. Nigdy nie widziałam jak Ali „podgrzewa” krew wampirom. Wygląda
to fascynująco. Jedna jej dłoń, nagle zrobiła się czerwona, a gdy przyłożyła ją
do ręki Jaspera, zadziało się coś fascynującego. Jego ręka nie było już tak
trupio blada, nabrała kolorów. Wtedy Jasper ugryzł dłoń, z której popłynęła
czerwona ciecz. Szybko napełnili flakonik, a gdy ostatnia kropla wpłynęła,
Alura zabrała rękę. Dłoń wampira znów wyglądała jak dawniej, a po ugryzieniu nie
pozostał ślad. – Dobra, teraz czas na płonący kuferek. – poruszała palcami i pomruczała coś niezrozumiałego, a w jej dłoni pojawił się, tak jak mówiła,
płonący kuferek. Wsadziła tam fiolkę z krwią Jaspera i jad Carlisla, który
zdążył zapełnić flakoniki. – Dzięki za pomoc, a teraz przepraszam, ale jak się
nie pośpieszę to ta krew mi skrzepnie.
- Czekaj, zrobię ci portal. –
wzięłam trochę soli z kuchni Cullen'ów i utworzyłam z niej taki sam rysunek jak
poprzednio.
- Dzięki, a teraz do zobaczenia.
Luc no chodź już.- krzyknęła
- Już tylko zrobię jedną rzecz.-
kiwnął łapą, a wiadro, które wisiało nad Emmettem, przechyliło się i wylało
swoją zawartość na wampira. Chwilę później, otworzył się także worek i wysypała
się na niego chyba tona pierza. Wszyscy się tarzali ze śmiechu, a najbardziej
Luc, który był najwyraźniej sprawcą tego przedstawienia. Sama nie byłam
niewinna, śmiałam się tak, że zabolał mnie brzuch, a przyczyną był wygląd Emma.
Maź, która wylała się na naszego misia, okazała się klejem, a piór, które na to
upadły, przykleiły się. Wampir wyglądał teraz dosłownie jak kurczak!
-Aaaaaaa! Kocie, zabiję cię!!!! –
wydarł się i zaczął gonić, naszego koteczka, który wskoczył do portalu i od
razu zniknął, a my dalej się śmialiśmy . Teraz rozumiałam sens groźby Luca:
„...- Ale powiedzcie mi, że sami wiecie, KOGO, tu nie ma.
- Niestety, ale kazał
przekazać, żebyś nie był kurczakiem…. Cokolwiek to znaczy.... „

Super rozdziałek z dużą dawką śmiechu ;p Już nie mogę się doczekać następnego;) Weny życzę ;)
OdpowiedzUsuńRozdział fajny. Czekam na kolejne
OdpowiedzUsuńRozdział jest świetny! Prześwietny! :D Podoba mi się baaaaardzo! :)) Czekam na kolejny ! :D Nie trzymaj mnie w niepewności :) :))Pozdrawiam gorąco :**Niech wena będzie z TOBĄ!
OdpowiedzUsuńŁadne jesteście :-)
OdpowiedzUsuńSuper rozdział, już nie mogę się doczekać tej bitwy i mam nadzieję, że to będzie świetna akcja. Śmieszna historia z Emmettem, ale tak to już jest, gdy sie zadziera z Lucyferem :-)
Zapraszam na nowy rozdział :)
UsuńCudooo ! *.* kiedy nn? Fryma ;)
OdpowiedzUsuńrozdział po prostu genialny
OdpowiedzUsuńczekam niecierpliwie na nn
Życzę mnóstwo weny i pozdrawiam
Rose;-)
Cudowny! Czekam na następne ;D
OdpowiedzUsuńhahahaha, kocham tego kociaka! Jest zajebisty!
OdpowiedzUsuńAle po co Alurze były potrzebne te pióra, jad i krew? Na miksturę dla Bells?
Ciekawe, kiedy bd wyznania miłosne XD
Czekam na NN!
Niech wena bd z Wami!
Buziaczki ;*
PS. Ej no, za ładne jesteście ;) Focham się na matkę naturę, która mi poskąpiła urody XD
Rozdział super! Luc jest genialny! Czekam na NN!
OdpowiedzUsuń