niedziela, 20 kwietnia 2014

.: Epilog :.



-Mamo pośpiesz się, już się zaczęło! – usłyszałam krzyk Flory. Od razu porzuciłam moją książkę i razem z Edwardem, którego równie co mnie pochłonęła książka , pobiegliśmy do córki.
Tak, nie przesłyszeliście się. Razem z Edwardem mamy czteroletnią córkę. Jak to możliwe? Cóż, wampirzyca nie może mieć dzieci, ale anielica z wampirem tak. I tak o to w noc poślubną przyczyniliśmy się do przyjścia na świat naszej córeczki. Flora jest śliczną brunetką o zielonych oczach. Po porodzie wszyscy byli zdziwieni, co urodziłam. No bo nie codziennie rodzi się białą kulkę? Ale tak jest forma podstawowa anioła. Nasza córeczka, zanim nam się pokazała musiała odkryć swój dar, dlatego kazałam przygotować wszystkie żywioły. Gdy położyłam nasze dziecko przy żywiołach, widziałam jak przesuwała się w stronę ziemi. Gdy tylko przysunęła się do danego żywiołu, jej bialutkie skrzydełka otworzyły się i ukazała się nam nasza córka. Nie wiem, dlaczego odziedziczyła dar ziemi, bo u mnie w rodzinie przeważnie była woda lub powietrze, ale to może dlatego, że Edward jest wampirem. Nie wiem, ale i tak jestem szczęśliwa. Mam wspaniałego męża i córkę, która ma dopiero cztery lata, ale wygląda i myśli jak szesnastolatka.
            Od ślubu Alury i Marco mieszkamy w Mirabilli. Wszyscy Cullenowie są z tego powodu szczęśliwi, bo każdy znalazł sobie tutaj zajęcie. Carlisle, ma wreszcie pacjentów, przy których nie musi się hamować. Esme znalazła porozumienie z elfami oraz zielarzami. Emmett pokochał tutejsze magiczne istoty, a szczególnie pegazy i jednorożce. Jasper zaś wspaniale dogaduje się z centaurami i trolami. Zaś Rozalia i Alice znalazły się w siódmym niebie, bo tutaj nie znali czegoś takiego jak moda, więc jako przedstawicielki mody wprowadziły modny styl do tej krainy. Co do mnie i Edwarda to mogę stwierdzić, że podróżujemy. Cała Mirabilli jest fascynująca i dlatego planujemy zwiedzić każdy fragment tej krainy. W końcu mamy przed sobą wieczność :D
- Mamo! Szybko, przynieś ciepłą wodę i ręczniki! – z zamyślenia wyrwała mnie córka, przypominając, że po coś tu jestem. Szybko podałam Alurze potrzebne rzeczy, która postanowiła pilnować bieg rzeczy. – Zaczyna się! – tak, już za chwile przyjdzie na świat nowy członek lub członkinia  naszej rodziny! – Wychodzi, szybko woda i ręczniki, Bello!
            I udało się, po wielu krzykach i łzach przyszła na świat Kari. Jest taka śliczna, a taka duża. Spojrzałam na córkę i na smoka, leżącego w jej dłoniach.
- Teraz kochanie, masz swojego pomocnika. Czas byś zaczęła spełniać swoje obowiązki jako anioł. – uśmiechnęłam się do niej i razem z Edwardem odeszliśmy zostawiając naszą córkę sam na sam z jej nową przyjaciółką. Czas by odkryła, że wszystko się może wydarzyć. Fortuna sama szykuje nam przyszłość, ale nit nie wie co nas czeka w przyszłości. Chyba, że Alice :P




THE END

wiecie co mnie rozwala ?
nit nie zgadnie, wiec wytłumacz nam łaskawie :P
po raz drugi kończę bloga na święta wielkanocne....
i to jest powód do dumy?
oczywiście :P
Dobra, wracając do rzeczywistości,
jak widać zakończyłyśmy nasz wspólny blog.
po wielu sprzeczkach i kłótniach
cicho! 
:P
wracając do głównego tematu,
muszę oświadczyć, ze odchodzę z blogosfery...
buuuu, czemu mi to robisz :'(
ten blog był ciekawym doświadczeniem, 
ale przy tym potrzebna jest cała uwaga,
niestety, ja już myślę inaczej i moje pomysły są niewielkie :(
dlatego dziękujemy bardzo wszystkim komentującym,
a najbardziej :

Paulinka ;p- naprawdę uwielbiam twojego bloga, nadal czekam na nn i na to sie stanie z Bells i Edwardem oraz ich dziećmi :P

Lilka24- wiesz co mnie zadziwia? zamiast czytać "zawsze..." to czytam drugi blog... dziwne, ale czytam :P 
Paulineee - ciebie kochamy obydwie, zawsze z nami byłaś i jesteśmy ci za to wielce wdzięczne :*
Dlatego dostajesz od nas nagrodę, super czytelniczki :)
nie wiemy jak wyglądasz, więc użyłam mojej chorej wyobraźni
i namalowałam ją, 
mym nadzieję, że będzie ci o nas przypominać :P
Pozdrawiamy po raz ostatni razem:
Kisielek & Angela

PS: Pytałyście się o nowy blog,
 cóż, ja planuję, niedługo coś może się ukaże,
najpóźniej na wakacje.
Jeśli ktoś jest zainteresowany proszę mi napisać,
a ja poinformuję o szczegółach.
Kisielek :D

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

.: Rozdział 29 - Okazja :.

Hej, mam nadzieję, że nas nie zamordujecie...
nadzieja matką głupich :P
...za to, że dawno nie pisałyśmy...
dwa miesiące, dwa!
wiecie czemu? Bo ta małpa się zakochała 
i nawet nie odbiera!
Menda:P
Cóż powiedzieć, miłość <3
tia, niestety (albo stety) musimy was poinformować...
że to ostatni rozdział, niedługo pojawi się epilog 
i to będzie koniec naszej Anielskiej Belli.
to prawda, niestety, wena to zając i często ucieka...
kto tak nie twierdzi ma w pysk :P
Dlatego razem z Kisielkiem, mamy nadzieję,
że spodoba wam się ten rozdział
krótki, ale słodki :P
Zapraszamy :D
________________________________________________

Cała ceremonia wypadła fantastycznie. Wszędzie było pełno kolorów, świateł i innych pięknych efektów. Na stołach były poustawiany wytrawne dania, których z każdą chwilą przybywało. Magowie zabawiali gości, a nimfy grały piękną muzykę. Każdy bawił się fantastycznie i nie było mowy o nudzie.
            Właśnie skończyłam tańczyć z panem młodym, gdy porwał mnie Edward.
- Mogę prosić do tańca pani Swan? – zapytał i jak na dżentelmena przystało ukłonił się i pocałował mnie w zewnętrzną część dłoni.
- Oczywiście panie Cullen. – no i porwał mnie w wir tańca. Nie pamiętam ile tańczyliśmy, ale chyba długo to trwało, bo z każdą chwilą liczba gości malała. Jednak ja nie odczuwałam zmęczenia, tym bardziej, że mogłam spędzić czas z Edwardem.
            Jednak ten stan nie trwa wiecznie, po jakim czasie moje ciało zaczęło odczuwać zmęczenie po wielogodzinnych tańcach. Niestety, Edward to zauważył i od razu zaczął się kierować do naszego pokoju. Mieliśmy bardzo uroczy pokoik. Większość mebli była drewniana ze złotymi zdobieniami. Po prawej stronie jest wielka drewniana szafa, a po lewej mały stolik z krzesełkami. Po środku zaś znajduje się wielkie łoże z baldachimem. Nie wiem ile jest tam poduszek, ale na pewno dużo.
- Leć się przebrać, a ja zaczekam na ciebie. – pocałował mnie przelotnie, a ja weszłam szybko do łazienki, gdzie czekała na mnie moja biała koszula nocna. Zdjęłam z siebie moją sukienkę oraz pozbyłam się olbrzymiej ilości spinek i wsuwek z mojej głowy. Zmyłam makijaż, a następnie wskoczyłam do wielkiej wanny. Dopiero wtedy poczułam, co to zmęczenie. Wszystkie moje mięśnie nagle się  rozluźniły, a ja oddałam się chwili spokoju…..

***
            Gdy skończyłam tą chwilę przyjemności ubrałam się i opuściłam łazienkę. W pokoju panowała mroczna atmosfera. Wszędzie były pozapalane świece, a na podłodze porozrzucane płatki róż. Po środku pokoju stał Edward, tak samo jak ja ubrany w piżamę nocną. Jednak coś w jego wyglądzie mówiło mi, że jest zdenerwowany i zestresowany….
- Co to za okazja? – zapytałam podchodząc i jednocześnie całując ukochanego w policzek.
- Pół roku temu pojawiłaś się w moim życiu, a także i sercu. Poznałem twoje dwie postacie. Ludzką i tą nieziemską. Jednak nie to w tobie podoba mi się najbardziej. Pokochałem cię za twoją dobroć, szczerość, za to, że jesteś sobą oraz za wiele różnych cech. Jednak najbardziej mnie zaskakuje to jak mogłaś pokochać kogoś takiego jak ja. Potwora, bezduszną bestię…. – już miałam zaprzeczyć, gdy zakrył palcem moje usta, uniemożliwiając mi odpowiedź. – Nie próbuj zaprzeczyć. Dobrze wiesz, że zabijałem, przestałem, ale ciągle miałem się za zabójcę. Dzięki tobie uświadomiłem sobie, że to co było nie wróci, a liczy się to co jest teraz i będzie trwać w przyszłości. Dlatego cieszę się, że mam ciebie, ale pragnę czegoś więcej. Kocham cię z całego serca, a moja miłość do ciebie z każdym dniem rośnie coraz bardziej. Dlatego zacząłem się zastanawiać, czy nie pora na krok do przodu. – o co mu chodzi? Wiem, że mnie kocha, bo ja kocham go tak samo, albo i mocniej, ale o co mu chodzi? Nagle uklęknął przede mną, a z kieszeni wyjął małe aksamitne pudełeczko. Na samą myśl co jest w środku przeszły mnie ciarki, a gdy tylko otworzył wieko sprawdziły się moje myśli. Wpudełeczku znajdywał się mały, złoty pierścionek z diamentowym serduszkiem.- Izabello Mario Chiquito Lucindo Rebeco Swan, kocham cię nad życie, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? – zaskoczył mnie, nie wiem co powiedzieć. Cichutko w sercu marzyłam, żeby ten dzień kiedyś nastał. Gdy ukochany mężczyzna uklęknie przede mną, wyzna mi miłość i spyta, czy zostanę jego żoną! Zawsze o tym marzyłam, ale gdy to się teraz dzieje, nie wiem co powiedzieć. Zamurowało mnie z wrażenia. Patrzę z szeroko otwartymi oczami na Edwarda, który nadal klęczy wpatrując się we mnie z nadzieją. Razem z wyciągniętą ręką w której znajduje się małe pudełeczko, a w niej pierścionek zaręczynowy. Nie wiem ile stałam tak zaskoczona, ale jak widać dłuższy czas, bo Edward opuścił rękę i smutny, zaczął się podnosić. Nie, nie. Źle mnie zrozumiał. Szybko uklękłam obok, ciągnąc go do ziemi. Przytuliłam się jak najmocniej mogłam i zaczęłam płakać ze wzruszenia. Nie mogłam się opanować. Rodzice w kółko mi powtarzali, że takich mężczyzn ze świecą szukać. Ja swojego znalazłam. I będę go kochać. W zdrowiu i w chorobie. W szczęściu i w nieszczęściu. W każdej chwili.
- Tak ….- wyszeptałam cichutko do jego ucha, a pochwali poczułam, że lecę. Edward gwałtownie podniósł się i razem ze mną, okręcił się dookoła swojej osi kilka razy. Uśmiech nie schodził mu z twarzy, tak samo jak mi. Gdy mnie w końcu postawił, pocałował mnie, ale nie jak przy wszystkich. Tylko tak namiętnie, aż zakręciło mi się w głowie (:-D).

            Gdy emocje opadły, a my leżeliśmy wygodnie w łóżku, spojrzałam na przysypiającego już ze zmęczenia Edwarda. Tego samego, który jeszcze pół roku temu był moim podopiecznym. Kolejną osobą, która potrzebowała motywacji i pomocy od drugiej osoby. On ją otrzymał, a po drodze porwał mnie w wir miłości, której przedtem nie rozumiałam. Stało się dla mnie jasne, że rodzice czuwają nade mną i to dzięki nim spotkałam miłość swojego życia. Pewnie gdyby nie oni, siedziałbym nadal w ciepłej Hiszpanii, czekając na kolejną misję, która z dnia na dzień pozwalała mi zbliżyć się do rodziców….


piątek, 14 lutego 2014

.: Rozdział 28 - Wielki dzień :.

Tada! Zapraszamy na prezent Walentynkowy :D
Już tłumaczę, Kisielek jest tak naładowana pozytywną energią,
że napisała rozdział.
Zgadza się... :D
Więc życzymy wam wszystkiego 
najlepszego, dużo miłości i szczęścia
dla singli :P...
... i zakochanych :D
Miłych Walentynek ! :D

- Wytłumacz mi jeszcze raz, gdzie te wrota? – zapytał po raz setny Emmett. Jesteśmy w Salem, a dokładniej pod bramą do Mirabilli. Postanowiliśmy wyruszyć wcześniej, bo Alice uparła się , że w 3 godziny nas nie przygotuje.
- Za minutę je zobaczysz… - przyjrzałam się jeszcze raz wielkiej bramie. Jest niesamowita. Stoi po środku polanki i przypominająca olbrzymią koronę. - Poczekaj aż słońce przejdzie przez ten otworek. Wtedy brama otworzy się.- wszyscy kiwnęli na zgodę i patrzyli na słońce. Niecałą minutę później słońce stanęło w odpowiednim miejscu, a pod otworem zaczął formować się fioletowo, zielono, niebieski wir. Wszyscy stali i patrzeli z niedowierzaniem na bramę.
-To co, kto idzie pierwszy? – popatrzyli po sobie i chyba nikt nie miał ochoty tam wejść.  –Oj no weźcie, po drugiej stronie czekają już na nas, a portal utrzyma się jeszcze przez 2 minuty.- nikt nadal się nie odezwał, więc puściłam Willa, który zniknął w wirze.
- Dobra, raz wampirowi śmierć – zażartował Emmett i wskoczył do wiru, razem z walizkami swojej żony.
- Jak to i ja. – uśmiechnęła się Rosa.- Mam nadzieję, że nie popsuje sobie fryzury… - tak po kolei wskakiwali. Tak jakoś wypadło, że zostałam tylko ja i Edward.
- Gotowy? – zapytałam i złapałam jego dłoń. Ten pokiwał głową i razem przekroczyliśmy wrota. Na początku czułam błogi spokój, tak jakbym nie miała żadnych problemów i zmartwień, a potem nagle coś mnie pociągnęło i … i wylądowałam? Tak, wylądowałam, czułam się jakbym latała, a teraz stoję na ziemi i patrzę przed siebie i widzę moich przyjaciół i rodzinę. – I co, było tak źle?
- Bella! – usłyszałam pisk radości, a następnie poczułam jak ktoś mnie przytula.- Jak się cieszę, że cię widzę.
- Ja tez się cieszę.  – odsunęłam ją na chwilkę od siebie i spojrzałam na resztę. – Was też miło widzieć- uśmiechnęłam się do reszty moich magicznych przyjaciół i zaczęłam do nich podchodzić i z każdym się witać. – Zapomniałabym. Kochani, poznajcie wampirze rodzinkę, którą się tera opiekuję. – wskazałam na Cullenów, którzy uśmiechnęli się przyjaźnie w ich stronę. – To Carlisle, Esme, Emmett, Rosalia, Alice, Jasper i Edward. – wskazywał na wszystkich po kolei, a oni kiwali Głowali na znak, że to nim mowa. 
- Miło was poznać i dziękuję, że przyjechaliście na ślub. Jestem Lani, a to mój mąż Eric.- Lani wskazała na blondyna i razem uśmiechnęli się przyjaźnie do reszty.
- My przedstawiać się nie musimy, ale miło was widzieć ponownie. – uśmiechnęła się Alura razem z Marco. – Najbardziej cieszy się Lucyfer, mówił, że chce cię przedstawić swoim przyjaciołom.- powiedziała to w stronę Emmett’a, który spojrzał na nią z przerażeniem.
-Macie tutaj jakieś klatki na rekiny? – zapytał z przerażeniem w oczach, a my nie mogliśmy się powstrzymać i śmialiśmy się do łez.
***
            Cała Mirabilia bardzo przypadła do gustu wampirom. Najbardziej podoba im się to, że mają tutaj pod dostatkiem zwierzyny i czują się jak ludzie. Dosłownie, mogą jeść ludzki jedzenie i mogą spać! Carlisle jest tym faktem bardzo zafascynowany, tak jak licznymi nowymi i nieznanymi dla niego gatunkami istot magicznych. Emmett poznał przyjaciół Luc’a i nie był tym faktem zachwycony, ale gdy zobaczył pegaza i jednorożca, humor mu się od razu poprawił. Boję się, że w tym tempie każdy będzie miał go dosyć. Esme znalazła wspólny język z zielarzami, cały czas przesiaduje razem z nimi w ogrodzie i słucha o nowych gatunkach roślin. Rosalia i Alice poznały nimfy, które są wręcz oczarowane ich wyglądem i nawzajem. A gdy temat zszedł na modę, ciężko było je od siebie oderwać. Jasper też znalazł towarzystwo wśród centaurów. Widać jest ktoś, kto potrafi go pokonać w walce wręcz, nawet jeśli jest pół człowiekiem, a pół koniem. Cóż ja z Edwardem spędziliśmy miły czas razem z Alurą i Marco. Rozmawialiśmy o całej ceremonii i o tym co się wydarzyło od czasu wojny.
            Jednak musieliśmy pamiętać, że nie przyjechaliśmy tutaj na wakacje, a na ślub. Przypomniała Alice nam o tym i to bardzo skutecznie. Tak, że zabrała wszystkie dziewczyny zamknęła w jednej z gościnnych komnat. Tłumacząc, że musimy urządzić wieczór panieński dla Ali. Nie powiem, bawiłam się fantastycznie. Babski wieczór, a gdy doszła magia, było jeszcze lepiej.
            Z samego rana zostałam siłą wyrwana z łóżka, ponieważ jak to powiedziała Alice : „ Do ślubu zostało TYLKO osiem godzin i ona musi zdążyć przygotować mnie i resztę.”  Jak zazdroszczę Alurze, że ją szykuje Lani i mama. Z wielkim bólem zwlekłam się z łóżka i skierowałam do łazienki, gdzie wzięłam ciepły prysznic i umyłam dokładnie każdy skrawek mojego ciała. Nie mogłam wiecznie cieszyć ciepłem wody, bo raz za razem Alice krzyczała, że mam się pośpieszyć. Spełniłam jej prośbę, a następnie w mięciutkim szlafroczku poszłam w stronę tortur….
***
            Nie wie ile nade mną ślęczała, ale wiem, że w pewnym momencie przyszła jej do pomocy Rosa. Wtedy jedna bawiła się moimi włosami, a druga nakładała mi tonę makijażu na twarz.. Boję się potem spojrzeć na moją twarz…
Wreszcie skończyły, nie wiem ile im to zeszło, bo zdążyłam się zdrzemnąć. No co? Kto byłby wypoczęty po takiej imprezie? Odpowiedź brzmi, wampir. Nie potrzebują snu, ale tutaj mogą, ale nie muszą spać. No dobrze, wracając do głównego tematu. Dziewczyny skończyły mnie szykować, ale nadal nie mogłam otworzyć oczu. Wiem, że założyły na mnie jakąś sukienkę, trochę biżuterii oraz buty na lekkim obcasie. Mam tylko nadzieję, że się na nich nie zabiję.
-Alice, błagam, mogę wreszcie otworzyć oczy? William jest nadal nie gotowy…- próbowałam znaleźć jakąś wymówkę, byle nie użerać się z dziewczynami.
- Już kończę, ale naucz się kłamać aniołku, bo nie umiesz kłamać. – zaśmiała się obok mojego ucha, a ja tylko westchnęłam bezsilnie. – Koniec, a teraz chodź tutaj… idealnie i otwórz oczy! – krzyknęła uradowana, a ja z radością spełniłam jej polecenie. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, Alice naprawdę się postarała. Moje włosy zostały bardzo pięknie upięte i spływają falami po moich plecach. Sukienka,którą dostałam od Alury ( którą widzę po raz pierwszy) jest cudowna. Granatowa sukienka z czarnymi elementami, sięgająca za kolano na ramiączkach, a do tego dostałam czarne bolerko. Buty, też są śliczne. Małe szpileczki na delikatnym obcasie…
- Dziewczyny, bardzo…bardzo wam dziękuję . – uściskałam dziewczyny, a w moich oczach zaczęły zbierać się łzy.

- Ej, nie płacz, bo rozmażesz sobie makijaż.- ochrzaniła mnie Alice, a następnie obejrzała jeszcze z każdej strony. – No, teraz chodźmy już, bo za pięć minut zaczyna się cała ceremonia. – Nawet nie zauważyłam kiedy się przebrała razem z Rosą, ale mniejsza. Musiałam się pośpieszyć, przecież nie mogę się spóźnić na ślub przyjaciółki! 


poniedziałek, 3 lutego 2014

.: Rozdział 27 - Przygotowania :.

Masz kija?
Jasne, kupiłam go tylko po to, więc muszę go mieć...
A podzielisz się nim? Zapomniałam swojego...
Nie! Bo zostanę bezbronna, użyj siły.... perswazji :D
Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić :P
Spróbuj, ochraniam tyły.
Okej, a więc kochani po pierwsze przepraszamy was, 
że tak dawno nie było żadnego rozdziału.
Wiecie jak to jest z poprawkami? 
Ja miałam tygodniowe opóźnienie, 
a Angela zagrożenie z matmy :{
Jedak wymyśliłyśmy szare komórki i napisałyśmy...coś..
tak, niestety coś, rozdział za krótki i badziewny :(
Mamy jednak nadzieję, że nam wybaczycie i zrozumiecie.
To chyba tyle...
Już? Droga wolna?
Tak debilko i wyłaź zza tego rogu! 
Dobra, to ja lecę, mam matmę :(
zapraszamy na nn :D
__________________________________________________________________

- Alice, nie! Alura ma wysłać wszystko, co jest potrzebne. – powiedziałam stanowczym tonem, gdy wybierałam sobie ubrania na dzisiejszy dzień.
- Ale ona nie wie jakie kolory do nas pasują, ogólnie powinna się zając innymi rzeczami, nie ubiorem dla gości! – ach ta Alice, nie może przyjąć, że to nie ona wybierze stroje dla wszystkich na ślub naszych przyjaciół. – Dlatego muszę jak najszybciej wybrać dla nas stroje– założyłam szybko czarne rurki, białą bluzkę z nadrukiem na to sweterek i trampki
- Ale to tradycja! Panna młoda razem ze swoim przyszłym mężem wybierają stroje dla gości. A szczególnie dla drużby. Musisz to przyjąć do wiadomości, a jak coś ci nie pasuje to napisz do niej. –wyjęłam ze swojej szafki w kuchni flakonik z przezroczystą cieczą i niebieską kopertę, na której było widać księżyc i gwiazdę, symbol rodu Salem. - Dam ci kopertę i fiolkę od Ali. Gdy skończysz pisać, wsadź list do koperty, podpisz ja i zaklej. Następnie zamocz palec w miksturce i przejedź nim po danych odbiorcy. Wtedy list zniknie, co oznacza, ze trafi do wybranej przez ciebie osoby. Zrozumiałaś? –spojrzałam na lekko zaskoczoną wampirzycę, ale pokiwała mi głową na zgodę i zabrała rzeczy, które jej podałam, a ja skierowałam się do wyjścia. Zabrałam jeszcze telefon i dałam znać Willowi, że chcę się z nim przelecieć. ( tylko nie miejcie tutaj zboczonych myśli, tak to do ciebie piszę. To cywilizowany blog, przynajmniej póki Angela patrzy :D dop. Kisielek) Szybko, ale z lekkim bólem rozwinęłam skrzydła i powoli uniosłam się do góry.
- No dajesz Bells, dasz radę. – powiedziałam sama do siebie i wystrzeliłam do przodu. Leciałam z Willem, ale to oczywiste. Nie mogę jeszcze dawnej prędkości, muszę jeszcze długo poćwiczyć. Na szczęście doleciałam bez większych komplikacji i wylądowałam obok domu Cullenów. Schowałam ostrożnie skrzydła i razem z przyjacielem skierowałam się w stronę ogrody, skąd dobiegały znajome głosy.
- … ale, że byli na straconej pozycji, postanowiła pomóc. Ukazała się i wszyscy uznali to za znak Boży. Dzięki temu wygrali. – zakończyła z radością babcia. Odkąd tu została dogaduje się bardzo dobrze z Carlisle’m. On jest zafascynowany naszą rasą, a ona jego dietą. Przyjaciele jak znalazł.
- Cud nad Wisłą? – tym pytaniem zwróciłam na siebie uwagę.
- O Bella!- babcia ucieszyła się na mój widok i przytuliła mnie do siebie. – Opowiadam Carlislowi o tym, co Anioły czyniły w historii ludzi.
- Dobrze, ale pamiętaj o Gwieździe Betlejemskiej – wampir spojrzał na nas zdziwiona, a babcia się zaśmiała na widok jego miny. – Jest Edward?
- Tak, siedzi w salonie.- kiwnęłam głową i udałam się do środka, zostawiając jastrzębia na dworze. Weszłam do salonu, a tam Edward pogrywa cichą melodię, a gdy tylko usłyszał, że weszłam, odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął.
- Witaj – zajęłam miejsce obok niego i spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Hej, co porabiasz?
- A piszę…- przysunął się do mnie i złożył na moich ustach delikatny pocałunek.
- A co takiego?
- Kołysankę dla ciebie….- powiedział, patrząc mi prosto w oczy.
- Nikt jeszcze nie zrobił czego takiego nic dla mnie…- rozkleiłam się, a kto by nie zrobił tego samego na moim miejscu? Edward jest naprawdę kochany, naprawdę cieszę się, że go mam.
- Kocham cię i chcę to pokazywać w każdy możliwy sposób- uśmiechnęłam się na te słowa, a on zaczął grać. Melodia nie była zbyt szybka, raczej powolna, jak na kołysankę przystało. Zdawało się, jakby opowiadała historię o miłości… Historię, która nadała sens życia pewnej osobie. Gdy Edward nacisnął ostatni klawisz, a melodia ucichła, odwróciłam się do niego i pocałowałam go, przekazując wszystkie emocje jakie ogarnęły mnie w danej chwili i przez cały czas naszej znajomości….
***
            Do końca dnia siedziałam u Cullenów i rozmawialiśmy o nadchodzącym ślubie. Najżywiej rozmawiała Alce, wiadomo. Dostała stroje przedterminowo i opowiadała jak to planuje nas uczesać, jakie dodatki i inne duperele. Jedyne co mnie niepokoiło, to Edward. Cały wieczór siedział zdenerwowany, nie wiem co się dzieje, ale muszę to z nim wyjaśnić….

Punkt widzenia Edwarda

Jak ja jej to powiem?......

czwartek, 26 grudnia 2013

.: Rozdział 26 - Czas :.

Przepraszam, przepraszam, przepraszam.... Wiem, ze powinnam dodać nn w czwartek, ale cóż powiedzieć....zakochałam się :D
Pomocy! Z nią nie da się wytrzymać! Ciągle gada tylko o nim! Ratujcie!
Nie narzekaj, nie gadam tak dużo o nim....
Tia, uważaj, bo uwierzę.... Dobra, wracamy do nn. Jest trochę krótki, bo uznałyśmy zgodnie, że zakończenie w takim momencie jest dobrym rozwiązaniem.
Tak, ale mamy również pytanie do was.
Mamy pomysł na dalszą historię, ale pytanie, czy kto jeszcze jest zainteresowany.
Takie durne myśli kotłowały mi się w nocy, więc przyszło pytanie, czy jesteście zainteresowani.
Jeśli tak, to piszcie, ale chcemy poznać tego przyczynę.
Czyli napiszcie dlaczego.
Jednak od razu ostrzegamy, że te nowe rozdziały nie będą się pojawiać często. Zaczyna się niedługo drugie półrocze i wiecie, co to oznacza.
Pracę nad stopniami. To tyle, więcej dowiecie się w następnej notce. Pa :*
_______________________________________________________

Minęły już dwa dni, a Bella nadal się nie obudziła. Pocieszeniem jest tylko to, że skrzydła jej się skleiły, a serce wróciło do prawidłowego rytmu. Jednakże nadal śpi. Nikt nie wie dlaczego, nawet Carlisle z Alurą. Pani Lucinda opuściła nas tylko na chwilą, aby oddać dwójkę wampirów, pod „opiekę” aniołów. Została jednak zaproszona na proces który ma się odbyć za godzinę. Jednak nie spieszno jej tam. Razem ze mną i William’em, siedzi cały czas przy Belli. Wszystko było by dobrze, gdybym nie słyszał jej myśli. W kółko obwinia się o to, że nie interesowała się życiem wnuczki. Wysłała ją na drugi koniec świata, a sama została w rodzinnej Hiszpanii.
- Proszę przestać.- wyszeptałem w pewnym momencie, gdy nie mogłem wytrzymać setek myśli kobiety
- Nie rozumiem cię Edwardzie.
- To co się stało, to nie pani wina. – spojrzałem w jej przekrwione oczy w których było widać sam ból- Wie pani, że Bells nie odpuszcza, cokolwiek byśmy postanowili ona i tak by stanęła do walki.
-Wiem, ale patrząc na nią, cały czas czuję, ze to moja wina.- westchnęła smętnie, a następnie spojrzała na zegarek. – Muszę już iść, zaraz się wszystko zaczyna. Wrócę jak najszybciej się da. – kiwnąłem jej głową na zgodę, a ona odeszła na pewną odległość i odtworzyła sobie bramę do nieba. Zanim otworzyła drzwi, ostatni raz spojrzała na wnuczkę i poszła. A my zostaliśmy sami. Will, Bella i ja. Wiem, że wszyscy pragną tu wejść i usiąść obok, ale nie chcą się narzucać. Jestem im za to wdzięczny. Nie wiem, czy podtrawiłbym wytrzymać zatroskany wzrok wszystkich. Dość, że sam cierpię.
Punkt widzenia Belli
Ciemność, tylko to widzę. Żadnych twarzy i głosów. Tylko ciemność. Ostatnie moje wspomnienie to zatroskana twarz Edwarda. To co zdarzyło się wcześniej, było straszne. Świadomie ujawniłam się, a to tylko przez gniew, bo chcieli zabić Edwarda! Ja tego nie mogłam zostawić, nie mogłam stracić kolejnej osoby którą kocham.
            A wracając do rzeczywistości, strasznie bolą mnie skrzydła. Nie wiem tylko dlaczego, ale wiem, że są wysunięte, tylko dlaczego? Skupiłam się aby je wsunąć, ale to nic nie dało. Co jest? Postarałam się mocniej i udało się, ale strasznie bolał mnie sam początek. Ciekawe dlaczego…
- Bella? – usłyszałam cichy szept przy swoim uchu. – Kochanie, słyszysz mnie? – kolejne wołanie, tylko w tym było więcej nadziei. Otworzyłam delikatnie oczy i moje ostatni wspomnienie ukazało mi się powtórnie.
- Edward…- uśmiechnęłam się delikatnie, próbując podnieść się
- Nie, nie przemęczaj się. Powinnaś odpocząć. – powiedział całując mnie w czoło.
- Ale ja nie chcę. Gdzie wszyscy i co z tymi wampirami? – uśmiechnął się tylko i pomógł mi usiąść tak, abym miała lepszy widok.
- Twoja babcia ich zabrała, właśnie odbywa się proces. – jak dobrze, mniej roboty …. Zaraz, że kto?!
- Babcia? Co ona tu robi?
- Musieliśmy ją zawiadomić, bo tamta dwójka działała nam mocno na nerwy, a w ogóle Alura uznała, ze tak będzie lepiej. Dlaczego wydajesz się, jakby to był zły pomysł?
- Zaraz dostanę kazanie za to, ze nie powinnam ukrywać przed nią tak ważnego faktu! A co gorsza, będzie chciała wiedzieć, co ja tu jeszcze robię….
- Spokojnie – uspokoił mnie, łapiąc za głowę i spojrzał mi prosto w oczy.- Ona o nas wie. Powiedziałem jej o tym i nie przeszkadza jej to. Gorzej. Obwinia się o to, że to przez nią prawie straciłaś życie.
- Czekaj, co? – zgubiłam się
- Gdy odepchnęłaś mnie od tych wampirów, wyrosły ci znowu skrzydła. Niestety, oni tylko na to czekali. Jakoś obezwładnili cię i zaczęli odrywać skrzydła. Na szczęście Alura zdążyła i obezwładniła ich na czas. Jednak udało im się oderwać trochę twoich skrzydeł. Ali wpadła na pomysł jak je „skleić”. Jednakże, nie odbyło się bez wezwania twojej babci. – w kilku zdaniach, Edward streścił to, co powinnam pamiętać.
- Dziękuję. – wyszeptałam i przysunęłam się bliżej do ukochanego, aby złączyć nasze usta w gorącym pocałunku. Oddałam w nim wszystko, co do niego czułam, a za razem poczułam miłość jego do mnie. – Dziękuję za wszystko….
Kilka tygodni później…
Czas mijał, a ja od nowa musiałam nauczyć się latać. Tak, przez te dwa wampiry, które zostały skazane na potępienie, muszę od nowa zacząć naukę latania. Jednak nie jestem sama. Są przy mnie przyjaciele, babcia, która przeprowadziła się tutaj i Edward. Alura, Marco i Lucyfer musieli od razu jechać do Mirabilli. Ślub Lani i Erica był wspaniały, tak przynajmniej opisuje mi Ali, która z wielkimi emocjami opowiadała o tym jak to Marco oświadczył się jej. Oczywiście przyjęła zaręczyny z czego obydwoje są zadowoleni. Sama nie mogłam być na weselu z powodu skrzydeł. Udaje mi się je schować, ale od nowa uczę się je chować na dłuższy czas. Jednak przekazałam gratulacje nowożeńcom i wysłałam drobny upominek od nas wszystkich.
            A wracając do ćwiczeń. Uczę się wszystkiego. Unoszenia się, latania, lądowania, chowania i wysuwania skrzydeł. Idzie mi coraz lepiej, bo robię to po raz drugi, ale ciągle bolą mnie skrzydła, gdy je wysuwam. Mam tylko nadzieję, że to minie…
            Ja i Edward…Cóż, nasza miłość rośnie z dnia na dzień, a to o się wydarzyło tylko spotęgowało to uczucie. Nie odstępujemy siebie na krok, jesteśmy jak papużki nierozłączki, jak to słusznie nazwał Emmett. Ale cóż począć, gdy jest się zakochanym?

Z okazji mijających świąt Bożego Narodzenia życzymy wam :
Świąt białych, pachnących choinką,
skrzypiących śniegiem pod butami,
spędzonych w ciepłej, rodzinnej atmosferze,
pełnych niespodziewanych prezentów.
Świąt dających radość i odpoczynek
oraz nadzieję, że nadchodzący rok
będzie lepszy niż ten, który właśnie mija.

Życzyły: 
Angela :* i Kisielek :D

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Krótkie info

Hej, chciałabym was przeprosić, za brak nn. Piszę to jako ja, Kisielek, bo to nie wina Angeli. Ostatnio miałam kłopoty ze zdrowiem i odcięto mnie od świata zewnętrznego na prawie dwa tygodnie. Na szczęście wróciłam w pełni zdrowa, ale z wielkimi zaległościami. Jutro np. piszę 2 testy z fizyki trzymam kciuki, że zaliczę to. Jednakże nie myślcie, że was zaniedbujemy. Angela wysłała mi już połowę rozdziału, niedługo go skończę, mniej więcej przed światami, a jak nie to 24 grudnia wstawię nn. A teraz przepraszam, ale zjawiska fotoelektryczne zewnętrzne, czekają i tak tego nie rozumiem......
Do napisania
Kisielek ;D

niedziela, 24 listopada 2013

.: Rozdział 25 - Walka o życie :.

Hej dzisiejszy rozdział jest mój, tak mnie wczoraj i dzisiaj tchnęło.
(tia...zamiast się uczyć na geografię, fizykę i wos, wolę pisać....ciekawe po kim to mam ;p)
Według mnie wyszedł trochę słabo, ale ocenę zostawiam dla was.

 CzekoladoweFrykasy - tia zobaczymy, niby będzie wolny czas, ale po świętach ostatnie poprawki, przed końcem półrocza;/  A co do akcji, wiem, ale nie mamy talentu do opisywania walk. Dość, że coś napisałam ;p bo Angela to leń totalny i nic jej się nie chce ;p

BellaSwan2002- a jak oderwali do połowy, to będzie jeden kopniak? Jak coś to Angela zasłużyła sobie na kopniaka ;D ja jestem grzeczna i siedzę grzecznie w pokoju pałaszując ciasto, "ucząc się" na jutrzejszy test ;D
Ten rozdział jest dla wszystkich czytający
a pisałam go przy różnych piosenkach, ale tylko jedna oddaje emocje tego rozdziału:

Donny Hathaway - Come Little Children
teledysk lekko straszny, ale przyznam, że się zakochałam w tej piosence.....
_________________________

Punkt widzenia Edwarda
            I zaczęło się, nawet nie zauważyłem kiedy wpadłem w wir walk. Każdy nowo narodzony który do mnie podszedł zginął w mgnieniu oka. Jeden po drugim. Nie oglądałem się, czy to kobieta, czy mężczyzna. Dziecko, czy dorosły. Liczyło się tylko aby żaden nie miał szans podejść do Bells. Niestety nie każdego udawało mi się „złapać” .Na szczęście moja ukochana dobrze sobie radziła, tak samo jak reszta. Gdy miałem okazję spojrzeć w stronę mojej rodziny i przyjaciół Belli, widziałem jak walczą wspólnymi siłami. Niestety, ale najciężej mieli czarodzieje, a właściwie Alura. Raz udało mi się podsłuchać, jak rozmyślała o walce. Bała się, że jeżeli tym wampirom pomaga czarownica, to nie będzie umiała jej pokonać. Nie potrafi nikogo zabić. Sama nawet nie pamięta jak pokonała Vernę( zła wiedźma, więcej informacji na moim starym blogu „Magia jest…..” Kisielek ). Mam nadzieję, że sobie poradzi.
            W pewnym momencie poczułem jak ktoś złapał mnie mocno za ręce, a ktoś inny zaczął mi odrywać głowę. Nie wiem jakim cudem, ale miałem idealny punkt widzenia na Bellę. Widziałem jak siedzi na trawie, a jej twarz wyraża wiele emocji. Od złości do miłości, ale najbardziej przeważała nienawiść skierowana do wampirów, które zaczęły minie pozbawiać egzystencji. Teraz? Właśnie teraz gdy zyskałem miłość i zrozumienie? Gdy już myślałem, że to koniec, zauważyłem jak moja Anielica zaczęła wysuwać skrzydła. NIE!!! Podbiegła szybko do nas i wyrwała mnie z uścisku nieznanych mi wampirów, a potem zaczęła z nimi walczyć, chciałem jej pomóc, ale ktoś na mnie skoczył i musiałem się pozbyć problemu. Widziałem jak Bells dzielnie z nimi walczyła, ale skrzydła strasznie jej przeszkadzały. W pewnym momencie Victoria złapała brązowowłosą za ręce, a James zaczął jej odrywać skrzydła.
-Bello! - krzyknąłem i już biegłem w stronę Belli, gdy nagle z ziemi wyrosły wielkie i potężne korzenie. Owinęły się one wokół wampirów, zamykając w szczelnej pułapce, odrywając ich tym samym od Belli. Podbiegłem jak najszybciej do ukochanej i zauważyłem jak reszta podchodzi do nas.- Alura, pomóż jej! – kiwnęła głową i spojrzała na resztę.
- Emmett zabierz tą dwójkę, a ty Edwardzie delikatnie podnieś Bellę, ale tak aby jej skrzydła były w górze. Carlisle i Marco za mną, a reszta niech spali szczątki tych wampirów, coś czuję, że ta wiedźma rzuciła na nich czar przeżycia. A teraz biegiem do domu Bells. – wszyscy przytaknęli zabrali się do swoich obowiązków. Delikatnie, tak aby nie pogorszyć sprawy, wziąłem Bellę na ręce i pobiegłem do jej domu. Gdy dotarliśmy na miejsce, w drzwiach dostrzegłem zdenerwowanego Williama.
- Nie teraz Will, liczy się czas. – krzyknęła Alura i otworzyła drzwi, wpuszczając nas do środka. Pobiegłem za czarownicą w stronę pokoju ukochanej i tam położyłem ją ostrożnie na łóżku, bokiem do nas wszystkich.
- Straciła zbyt dużo krwi, trzeba zatamować…..- Carlisle zaczął swój wykład, ale nasza wiedźma jej przerwała
- To nie człowiek, a anioł doktorze. Tu trzeba innego podejścia.- i tu spojrzała na mnie.- przynieś litry zimnej wody i pustą miskę. – jak najszybciej zbiegłem na dół do kuchni, gdzie Emmett pilnował dwójkę wampirów.
-Co z nią? – zapytał, gdy nalewałem wodę.
- Ciężko, ale mam nadzieję, ze jej pomogą. – ostrożnie, tak, aby nie wylać wody, dostarczyłem zamówienie do Alury, która razem z Marco tamowała „krwawienie”
- Dobrze teraz trzeba zrobić wodny opatrunek w ten sposób nie straci więcej wody, a skrzydła się zrosną. – powiedziała Alura i uniosła wodę, którą przyniosłem, a następnie uniosła ją i owinęła wokół skrzydeł Belli.- Marco, teleportuj się do babci Belli. Musi zabrać tą dwójkę, najwyższa trójca na pewno się nimi zainteresuje. – chłopak kiwnął głową i zszedł na dół.
- A co my mamy robić?- zapytał Carlisle.
- Trzeba zmieniać wodę co godzinę, najlepiej na zimną. Jeśli nam będzie sprzyjać szczęście, rany się zagoją, a Bella obudzi niebawem. – ostatnie słowa ucieszyły mnie najbardziej, ale poprzednie zamartwiły, jeśli się obudzi. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży.
***
            Dwie godziny temu zaczęliśmy walczyć o życie Belli. Nadal nic się nie dzieje. Zmieniamy wodę na czas, ale jej skrzydła się nie „sklejają” z ciałem. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że jej serce bije coraz wolniej, co niepokoi nas wszystkich.
Przy Belli jestem ja, William i Alura, a reszta siedzi na dole, bo było by zbyt tłoczno.
- Ty naprawdę ją kochasz. – szepnęła w pewnym momencie Ali, gdy wymienialiśmy wodę.
- Tak i to z całego serca, mojego martwego serca. – powiedziałem ściszonym głosem głaszcząc Bellę po włosach.
- Na pewno się obudzi.- uśmiechnęła się do mnie – przecież musi zdążyć kupić kieckę na ślub Lani. – uśmiechnąłem się lekko i spojrzałem na ukochaną. Wygląda jakby spała, a nie walczyła o życie.
            Nagle wyczułem na dole nową osobę. Już gdzieś czułem ten zapach…
- Gdzie ona jest! –krzyknęła na cały głos… babcia Bells. Pięknie, tylko tego brakowało, żeby widziała wnuczkę w takim stanie. – Chcę zobaczyć moją wnuczkę!- już było słychać jak zdenerwowana kobieta wbiega po schodach. Nie chcę jej wchodzić w drogę, dlatego usiadłem przy nogach Bells i czekałem. W sumie nie musiałem tego długo robić. Po sekundzie w drzwiach stanęła starsza kobieta o włosach czarnych na noc, a jej oczy same mówiły o właścicielce, że jest zmartwiona i przestraszona.- Bello kochanie…- szepnęła załamana kobieta i uklękła przy łóżku, ale miała idealny widok na wnuczkę. – Nie opuszczaj mnie, zostałaś mi tylko ty. – powiedziała płaczliwym głosem, a następnie przytuliła nieruchomą głowę brunetki do siebie. Nie chciałem przerywać tej chwili, dlatego delikatnie podniosłem się z łóżka Belli i zacząłem kierować się w stronę drzwi, ale zatrzymał mnie głos staruszki – Edwardzie, proszę cię, opowiedz mi.. co się stało?- odwróciłem się w jej stronę, usiadłem z powrotem na łóżku i zacząłem jej opowiadać o wszystkim. Od momentu gdy poznałem Bellę i Anielicę, przez to jak nam się ujawniła oraz o tym jak wyznaliśmy sobie nawzajem uczucia, kończąc na dzisiejszej walce.
-… gdy zaczęli odrywać jej skrzydła, chciałem jej pomóc, ale ubiegła mnie Alura i to skuteczniej. Bella poświęciła się dla mnie …. a nie powinna. – ostatnie zdanie, było dla mnie najtrudniejsze.- Jeśli Bella się nie obudzi, nie wiem co ze sobą zrobię. Wiem tylko, że będzie mnie męczyć poczucie winy do końca mojej egzystencji.
- Chłopcze nie musisz się tak obwiniać. Bella zawsze była, jest i będzie poświęcać się w imię innych. Nic tego nie zmieni, a wasza miłość tylko to spotęgowała. Może ci nie mówiła, ale gdy anioł się za kocha, przyrzeka sobie, że nic nie może się stać swojej drugiej połówce. Anioł poświęci skrzydła, a nawet życie za swoją miłość. – gdy babcia Lucinda to powiedziała, uśmiechnęła się lekko do mnie. – Jeśli ona tego nie przeżyje nie odbieraj sobie życia, na pewno by tego nie chciała. – kiwnąłem tylko głową i wróciłem do obserwowania Belli, mojej pięknej Belli…..

I tak z innej bajki ;D
Kto zgadnie tytuł, autorów i z jakiego filmu dostaje możliwość wpłynięcia na dalsze losy bohaterów!!!!!
Weeeee, kogo zaszczyt kopnie ??

niedziela, 17 listopada 2013

.: Rozdział 24 - Walka :.

I co teraz?
nie wiem, zastanawiam się tylko ile nam zostało czasu
nie wiem, ale przez ten krótki czas możemy się chyba wytłumaczyć??
Chyba tak...
Dobra, ludziska...
Przepraszamy, że od miesiąca nie było notki, ale wena nam uciekła ;(
a w dodatku nauka ;/
liceum to nie piaskownica, mamy nawał pracy 
a to nie koniec, na jutro mam 2 testy,
a ja 3 ;/
ale udało nam się coś napisać i mamy nadzieję, że nie tak źle.
postaramy się następnym razem, abyście nie musieli tak długo czekać 
ale niczego nie obiecujemy.
jak widać, szablon się popsuł,
ale GL obiecała, ze naprawi ;D
A teraz nn ;D
__________________________
-Bella, pobudka…- usłyszałam cichy szept obok swojego ucha, a następnie poczułam jak ktoś mnie szturcha nosem w ucho.- Za godzinę świt, a pomyślałem, że przydałoby się dodatkowe polowanie.
-Już wstaję, a co z resztą? – zapytałam, przeciągając się
- Eee, wiesz… Nigdy nie budziłem lewitujących ludzi. – przyznał się zawstydzony, a ja zachichotałam.-No co, nie wiem, jak zareagują, jeszcze mnie spalą na stosie za to. – nie mogłam, niego żarty nawet teraz się trzymały.
- Chodź, pokarzę ci jak to się robi. – wstałam i razem z Edwardem skierowałam się w stronę pokoju gościnnego. W sumie, można powiedzieć, że to ich pokój, bo sobie sami go urządzili. Ale wracając do pobudki, gdy przekroczyłam próg, zobaczyłam jak moi przyjaciele śpią „lekkim” snem.
- Teraz patrz i się ucz. – powiedziałam szeptem do ukochanego, a następnie z całej siły trzepnęłam drzwiami. W jednej chwili cała trójka się obudziła i ….runęli na łóżko. Ich miny były bezcenne, zdezorientowanie i to potrójne, ale gdy zorientowali się, kto jest przyczyną ich „pobudki” nie było mi tak wesoło….
-BELLA!!! – wydarli się na mnie, a ja razem z moim wampirem pobiegliśmy do mnie, śmiejąc się do utraty tchu.
- Może trzeba było trochę lżej??- zapytał mnie ukochany, gdy byliśmy w „bezpiecznej strefie”.
- E tam, należy się jej za to, że nie dała mi pospać ostatnio- uśmiechnęłam się do niego, a potem poszłam w stronę szafy.
- Gdzie mi uciekasz?- zapytał jednocześnie porywając mnie w swoje ramiona.
***
            Śniadanie minęło szybko i bez rozmów. Gdy ja byłam na polowaniu, reszta szykowała się do walki. Nie wiem, co konkretnie robili, bo byłam zajęta zwierzaczkami. Byłam naprawdę głodna, mimo, że wczoraj polowałam. Może to przez tą miksturkę… Nie wiem, ale na razie muszę się martwić czyś innym. Co jak ktoś zginie? To wszystko będzie moja wina…. No nic, koniec rozmyślań, zbliża się świt. Muszę biec na wyznaczone miejsce, czyli na pole do gry w bejsbol . Czekali już tam wszyscy, a gdy tylko podbiegłam do Edwarda, od razu wtuliłam się w jego pierś. Mam nadzieję, że nic mu się nie stanie.
- Alura, na pewno nie wysuną mi się skrzydła?- zapytałam po raz setny przyjaciółkę.
- Po raz enty powtarzam ci, że nie, jeśli tylko zachowasz swoją pełną moc dla siebie.- odpowiedziała spokojnie. – Nie martw się, jeśli to same wampiry to nawet się nie obejrzysz jak zmieciemy ich z powierzchni ziemi – uśmiechnęła się szeroko, a ja tylko uśmiechnęłam się krzywo.
            Spojrzałam na wszystkich, każda para mówiła sobie jakieś miłe słówko pocieszenia, lub obiecywała sobie, że będą na siebie uważać. Ja wiedziałam, co chciałam przekazać Edwardowi, dlatego odwróciłam się w jego stronę i mocno go pocałowałam. Czułam jakby to był mój ostatni, a ja tego nie chcę. Pragnę budzić się każdego nowego dnia i mieć świadomość, że on jest gdzieś obok mnie i mnie nie opuści.
- Kocham cię i nic tego nie zmieni, ale proszę, uważaj na siebie.- powiedziałam mu to prosto w oczy, a on uśmiechnął się do mnie i pocałował mnie lekko w czoło.
- Ja ciebie też. Tylko pamiętaj, że ciebie to też dotyczy- uśmiechnęliśmy się do siebie, a następnie przytuliłam się do mojego ukochanego, może po raz ostatni? Nie wiem, to wie tylko Gabriel…
- Nadchodzą. – tylko jedno słowo, a potrafi zburzyć cały mój świat. – Nie…będzie trudniej niż przypuszczałam. – powiedziała Ali, a my wszyscy spojrzeliśmy na nią zdziwieni.- Umiem wyczuć czarownicę i właśnie czuję jedną i to naprawdę silną.- to nie wróży nic dobrego…
            W tym samym momencie na polanę wkroczyli nasi przeciwnicy. Dwudziestu różnych wampirów i jedna kobieta wyróżniająca się spośród tłumu. Jej włosy w kolorze jasnego blond odstawały od czarnych ubrań, które ma na sobie. Jej twarz wydaje się iście anielska, ale pozory lubią mylić. Na jej szyi dostrzegłam ledwo zauważalny naszyjnik z wisiorkiem w kształcie czerwonego pentagramu. Znaku zła…
            Kobieta przyjrzała się nam wszystkim, a potem uśmiechnęła się szyderczo.
- James, Wiktoria. Podejdźcie tutaj i powiedzcie mi, czy widzicie tą dziewczynę? – zapytała się kobieta, a z tłumu wyszła dwójka wampirów. TE wampiry, które zabiły mi rodziców, blondyn i ruda kobieta. Obydwoje mają na szyi znamiona po podrapaniu paznokciami anioła. No na pewno oni.
            Wyznaczone wampiry rozejrzały się, a najdłużej zatrzymały wzrok na mnie.
- Ta brunetka, która przytula się do rudego, wydaje się znajoma….Zgadzasz się Wiktorio – ruda przytaknęła mu, a on uśmiechną się szyderczo w moją stronę. Edward warknął w ich stronę i przytulił mnie do siebie. – Wero, to ona.
- A więc polowanie czas zacząć!- krzyknęła wypuszczając w naszą stronę płomienne kule, szybo zareagowałyśmy z Alurą i odparłyśmy atak, gasząc płonące pociski. W tym samym czasie wampiry rzuciły się w naszą stronę. Alura z Marco zajęli się wiedźmą, a reszta wzięła się za resztę wampirów. Ja obrałam za kurs, dwa wampiry, przez które stałam się sierotą. Znalazłam ich bardzo szybko i od razu zaczęłam ich atakować. Opierali każdy mój atak, ale gdy oni kontratakowali ja nie byłam im dłużna.
- Gdzie twoje skrzydełka aniołku? Schowałaś je, czy się ich już pozbyłaś?- zapytała drwiąca ruda wampirzyca, chyba Wiktoria.
- Mogłaś mówić, wpadlibyśmy i pomogli.- zaśmiał się blondyn, jeśli się nie mylę James. Nie odpowiadałam, skupiłam się na walce. Muszę ich pokonać, dla rodziców! Wzmocniłam ataki, coraz słabiej się bronili, ale opadałam też z sił. Czuję, że długo tak nie pociągnę i oni o tym dobrze wiedzą. Nagle poczułam, że tracę grunt pod nogami.
- Zobaczymy, co powiesz, gdy twój luby straci dla ciebie głowę. – uśmiechnęła się chytrze Wiktoria i straciłam ją i Jamesa z oczu. Chwilę potem usłyszałam krzyk Edwarda. Podniosłam się szybko i ujrzałam jak ta dwójka Złapała mojego ukochanego i zaczęli odrywać mu głowę, tym samym zabijając go. Zagotowało się we mnie, wszystkie silne emocje zaczęły wypływać z mojego wnętrza, moje skrzydła wysunęły się, tym samym dodając mi siły i szybkości. Pobiegłam w ich stronę jak najszybciej i oderwałam czerwonookie wampiry od miedzianowłosego. Spojrzeli na mnie przerażeni, ale potem wyraz ich twarzy zmienił się diametralnie na ….  szczęśliwe. Rzucili się na mnie. Starałam się ze wszystkich sił odpierać ich ataki, ale skrzydła uniemożliwiały mi swobodę ruchu. W pewnym momencie rudowłosa złapała mnie za nadgarstki, a ja nie mogłam się wydostać.
- Teraz James!- krzyknęła, a blondyn zmaterializował się za mną i złapał za skrzydła.- Obiecuję, że pójdzie to szybko- uśmiechnęła się sztucznie, a potem poczułam wielki ból. Zaczęło się od pleców, a potem rozeszło się to po całym ciele. Czuję się, jakby ktoś zaczął palić mnie żywcem, albo i gorzej. A to dopiero ….. koniec. Przestało mnie boleć, ogólnie nic nie czuję. Żadnego bólu, tylko błogi spokój….
- Bello! – usłyszałam z daleka najpiękniejszy głos na świecie. Jak nic należy do równie pięknej osoby. Otwieram delikatnie oczy i widzę idealną męską twarz. Bez żadnej skazy. Jego miedziane włosy, same proszą się o przeczesanie ich, a usta są stworzone do całowania. Najpiękniejsze z tego wszystkiego są oczy. Miodowe, które patrzą się w moją stronę z miłością, uwielbianiem i strachem, ale, o co? Przecież nic mi nie jest. Czuję się wspaniale. Tak bezpiecznie ….

poniedziałek, 14 października 2013

.: Rozdział 23 - Przygotowania :.


Hej ludziska!
raczej trupy...
już, ja jeszcze żyję, a przynajmniej jestem jedną nogą w grobie...
to się ciesz, inni mają gorzej
dobra zostawmy naburmuszonego Aniołka...
 Ej!
Poprawka Angelę ( zmieniła nick), złości się, pewnie ma SM
 lepiej i przestań...
i pochwalmy się szablonem ;/D
i jak wam się podoba?
Wielkie dzięki dla GoldenLeaf z szabloniarni  felkowo-listowej
mi się podoba, a wam?
dobra, koniec paplania,
 zapraszamy do czytania ;D
PS: Prosze pamiętać, że jest specjalna zakładka na spam
i tam proszę zostawiać informację o nn
___________________________________

            Poniedziałek, godzina dwunasta, a ja już chcę wrócić do domu. Wszyscy się na mnie patrzą, jeszcze bardziej niż wcześniej. Może mam paranoje, ale to prawda! Siedzę aktualnie z Cullenami na stołówce, a każda osoba, która obok nas przechodzi, dziwnie się na mnie gapi..
- Edwardzie, wszyscy się na nas patrzą..
- Bo zazdroszczą mi tak pięknej dziewczyny. – powiedziawszy to pocałował mnie w rękę, a ja jak zawsze strzeliłam buraka.- Uwielbiam jak się rumienisz, bo wiem, że to moja zasługa.
- Przestańcie sobie słodzić, bo zaraz rzygnę tęczą.(ach to rzyganie…>Kisielek ) – powiedział Emmett i dla potwierdzenia swoich słów, chwycił się za brzuch i teatralnie zaczął wymiotować.
- Przestań, mógłbyś brać przykład z niego. Nie pamiętam, kiedy ostatnio usłyszałam jakikolwiek komplement, - zawarczała na niego Rasa, a on spojrzał na nią przerażony. No to się zaczyna…
- Rozalia, kochanie. Przecież na każdym kroku powtarzam ci, że jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką znam…
- Ale nie słyszę, żadnych romantycznych tekstów! – oburzyła się i strzelił focha. ( z przytupem i melodyjką ;D)
- Kochanie, proszę. Obiecuję się, że się poprawię i….i …i codziennie rano będziesz stąpać po płatkach róż! – wykrzyknął podekscytowany swoim pomysłem. W sumie to naprawdę romantyczne, mam nadzieję, że na tyle, aby jej się to spodobało.
- Może być, ale na przyszłość, pamiętaj o miłych słowach. – ostrzegła go blondynka, a on z radości porwał ją w ramiona i pocałował. –Emm, nie przy ludziach!
- Oczywiście moja królowo, mój kwiatuszku najpiękniejszy, diamencie najdroższy…
- PRZESTAŃ!- krzyknęliśmy wszyscy, a potem wybuchliśmy śmiechem, niestety tą chwilę radości przerwał kochany dzwonek na lekcję.
- Chodźmy od tego „poety”- szepnął mi Edward i pociągnął mnie w stronę sali od biologii.
- Szkoda mi miśka, teraz musi się wysilać z przeprosinami.- powiedziałam, gdy byliśmy kawałek od stołówki.
- Jeśli ma coś tam w głowie, na pewno coś wymyśli. – na tym skończyła się nasza rozmowa, bo musieliśmy wejść do klasy. Lekcja minęła spokojnie i nic nie wskazywało na to, że coś ciekawego się ….
- Państwo Cullen i Hale oraz Swan proszeni są do gabinetu dyrektora. – co się stało? Spojrzałam zdziwiona na Edwarda, a on tylko wzruszył ramionami i pomógł mi się spakować. Bez słowa wyszliśmy i skierowaliśmy się do dyrektora, po drodze spotykając resztę. Nikt nie wiedział, o co chodzi, a najgorsze jest to, że nigdzie nie było Alice. Gdy doszliśmy na miejsce, ze zdziwieniem odkryliśmy, że w pokoju już jest Alice i Carlisle. O co chodzi?
- Dzień dobry, co się stało? – zapytała przerażona Rosalie
- Przyszedłem was zwolnić, nasz wyjazd musiał się przesunąć. Decyzja została podjęta. – powiedział zdenerwowany lekarz. Na początku nie wiedziałam, o co chodzi, ale potem zrozumiałam. Walka została przełożona. Kiwnęliśmy głowami i razem skierowaliśmy się w stronę parkingu.
- Alice, powiedz nam, co dokładniej widziałaś?- zapytałam, gdy byliśmy wystarczająco daleko, by nikt nas nie usłyszał.
- Zdecydowali nie zwlekać, mają wystarczającą liczbę pomocników. Zaatakują jutro o świcie.
- A wiesz ilu ich będzie? – zapytał Edward, który właśnie odpala silnik.
- W tym problem, że widzę tylko dwudziestu, a za każdym razem jak próbuję zobaczyć walkę widzę jeszcze jednego w mgle. To mnie przeraża, może on ma jakiś silny dar? – spytała się Edwarda, a ten uważnie przejrzał jej myśli i pokręci głową.
- Nie wiem, o co chodzi, ale boję się, że będzie ciężko.
            Gdy podjechaliśmy pod dom, Cullen’ów, na schodach już czeka na nas Esme wraz z moimi przyjaciółmi.
- Nie mamy czasu. Musimy się przygotować,- zaczęła mówić Ali, a potem spojrzała na mnie - a Bella nadal jest aniołem. Mam nadzieję, że teraz nie popełniłam błędu. Dla pewności wypij to na zewnątrz. – podała mi jakąś małą fiolkę, w której jest czerwony płyn. – Tym razem dodałam więcej elementów wampirzych, mam nadzieję, że nie będzie cię tak boleć jak poprzednio. – wahając się, otworzyłam fiolkę i powąchałam to coś. Tak jak poprzednia pachnie i wygląda jak krew. No dobra, do trzech razy sztuka. Szybko przechyliłam zawartość fiolki i od razu poczułam ostre pieczenie w gardle. Mikstura smakuje jak krew pantery, a może niedźwiedzia? Sama nie wiem, na pewno była pyszna i na tym skończyła się przyjemność, bo poczułam ostry ból. Wszystko mnie zaczęło boleć, a najbardziej gardło.(hasło: pająk) Czuję jakby tuzin os użądliło mnie tam, a dodatkowo, ktoś polał je kwasem. Na szczęście ból nie trwał długo, minął po paru minutach. Gdy otworzyłam oczy nie wiedziałam, co się dzieje. Wszyscy stoją dookoła mnie, a Edward trzyma mnie w ramionach.
- Co się stało? –zapytałam zdziwiona, a reszta odetchnęła z ulgą.
- Twoje serce zatrzymało się pół godziny temu już się baliśmy, że...no wiesz…- powiedziała cicho Alura. –Ale na szczęście nic ci nie jest i widzę, że mój eliksir zadziałał.
- Ona ma rację, wyglądasz jak prawdziwy wampir, no może z wyjątkiem oczu. –powiedziała Rosa, przyglądając mi się dokładniej.
- Jak pójdzie na polowanie, to kolor się zmieni na czerwony. – powiedziała szczęśliwa Alura, rzucając mi się w ramiona.
- No to zabiorę Bells na kolację. – powiedział szczęśliwy Edward i energicznym ruchem podniósł mnie i Alurę z ziemi, a następnie razem pobiegliśmy w stronę lasu. Oczywiście cały czas byłam na prowadzeniu, ale gdy zauważyłam, że nie widzę mojego lubego, zatrzymałam się. Oparłam się wygodnie o drzewo i odczekałam kilka sekund, a potem poczułam jak czyjeś ramiona oplatają się wokół mojej talii.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się przestraszyłem, gdy zatrzymało ci się serce, a ty się nie budziłaś. – szepnął mi Edward, patrząc prosto w oczy. – Bałem się, że nigdy więcej nie zobaczę twojego uśmiechy, tego błysku w oku, gdy mnie widzisz i wielu innych. A najbardziej cierpiałbym z tego powodu, że nigdy nie zrobiłem tego. – gdy to powiedział, poczułam jak jego usta złączyły się z moimi. Nigdy się nie całowałam i nie umiem porównać tego pocałunku do innych, ale mogę do tych, które są w książkach. Oni nie wiedzą, co piszą, to, co ja teraz czuję, jest sto razy lepsze. Czuję jak rozkosz rozpływa się po całym moim ciele, a radość wypełnia mnie od środka. Oddawałam pocałunki jak tylko mogłam, ale nie potrafiłam przekazać w nich takiej miłości, jaką przekazywał mi Edward.
- Kocham cię. – szepnął mi miedzianowłosy, gdy nasz pocałunek dobiegł końca.
- Ja ciebie, też. – przytuliłam się do niego, a on przygarnął mnie mocno do siebie. – Ale dłużej nie wytrzymam…- gdy to powiedziałam, wystrzeliłam jak z procy, szukając czegoś smacznego. Miałam szczęście, w okolicy wyczułam dwie pumy. Zmieniłam szybko kierunek i pobiegłam w ich stronę. Gdy byłam parę metrów od nich, przyspieszyłam. Dziś nie miałam ochoty na podchody i od razu zaatakowałam. Pierwsza nie wiedziała, co się dzieje, ale druga tak. Dlatego gdy opróżniałam tą pierwszą, ona się na mnie rzuciła. Wykorzystując magię wody, szybko otoczyłam zwierzę tym żywiołem i zajęłam się swoim posiłkiem. Gdy skończyłam opróżniać swój pierwszy posiłek, druga pantera już nie żyła, utopiła się, więc nie miałam z nią żadnego problemu.
- A więc tak radzisz sobie z dodatkowym problemem? – usłyszałam za sobą pytanie Edwarda, więc odwróciłam się zdziwiona w jego stronę.
- Gdyby coś się stało tym ubraniom, Alice, wpakowałaby mnie do szafy i nie wypuszczała z niej przez trzy godziny – zaśmiał się na moje sformułowanie, a ja w tym czasie podbiegłam do niego i przytuliłam się.- A ty się najadłeś?
- Tak, możemy wracać.- uśmiechnął się do mnie w ten sposób, jaki lubię najbardziej, a potem…. Już go nie było! Pobiegł w stronę domu!
- A więc tak pogrywamy.- szybko wystartowałam i dogoniłam ukochanego. – A gdzie start?
- Nie ma, ale jest meta.- i przyśpieszył.
- Oszust! – krzyknęłam i również przyśpieszyłam. Na szczęście, została mi siła anioła, a w raz z nią mój szybki bieg. Raz, dwa przegoniłam Edwarda i znalazłam się w jego domu, a dokładniej na kanapie w salonie, gdzie znajdowała się cała rodzina wampirów wraz z moimi magicznymi przyjaciółmi.
- Hej. – uśmiechnęłam się do nich, a chwilę później wpadł mój chłopak.
- Ja się z tobą tak nie bawię.- powiedział oburzony.
- Trzeba było nie oszukiwać. – uśmiechnęłam się zadziornie i poszłam przytulić obrażonego Edwarda.
-Nie chcę wiedzieć, o co chodzi, ale może byście tak usiedli i posłuchali? – zapytał lekko zirytowany Lucyfer.
- Dobrze, o co chodzi?
- Czas opracować strategię….- i tak minęło nam całe popołudnie. Ustaliliśmy, że Carlisle i Jasper staną z przodu, a reszta z tyłu parami. Mam złe przeczucie, tylko nie wiem, dlaczego…
            Potem cześć z nas poszła do siebie, a reszta jeszcze omawiała szczegóły walki. Ja byłam w tej pierwszej grupie. Padłam zmęczona na łóżko, nawet nie pamiętam, kiedy przytuliłam się do Edwarda i zasnęłam. 
UWAGA SPOJLER:
W następnym rozdziale dowiedzie się kto jest tajemniczą osobą...

czwartek, 19 września 2013

.:Rozdział 22 - Trening a'la Salem:.

Widzę przyszłość, widzę przyszłość...
i co widzisz?
naszą śmierć, zostaniem zmordowane przez...
przez kogo??
przez naszych kochanych czytelników, pytasz dlaczego?
bo od dziewiętnastu dni nie wstawiłyśmy nn!!
morderstwo usprawiedliwione.
A teraz na poważnie, przepraszamy, że tak długo nie pisałyśmy,
ale szkoła nas pochłonęła.
liceum to już nie piaskownica, musimy uważać w szkole
(HAHAHA jakby to było możliwe)
dlatego przepraszamy was, ale rozdziały nie będą już tak często jak wcześniej
(czyt. co tydzień)
mamy nadzieję, że rozumiecie, 
ale w nagrodę postaramy się o dłuższe i ciekawsze rozdziały
miłość wyznana, więc mamy już z górki,
teraz musicie się dobrze trzymać, 
bo treść może być już trochę poplątana
możecie się zgubić i powtarzać cały rozdział, a może i dwa
dobra koniec gadaniny i zapraszamy na nn ;D
__________________________________


            Linia, która się ciągnie w tą i z powrotem, wywołująca dreszczyk zadowolenia. Czuję, jak koś przemierza palcem po mojej ręce. Od ramienia, do palców u dłoni. Nie wiem, co jest przyjemniejsze. To, co było, czy co jest? Sen, który właśnie mi się skończył, był piękny. Widziałam tą samą scenkę, co u Amora. Ja z Edwardem, szczęśliwi i zakochani, biegamy po lesie i cieszymy się swoją obecnością. A może dotyk, który nie zmienia swojego kierunku i nie przestaje? Nie wiem, ale wiem jedno. ( Tak wim, masło maślane.- Aniołek B.) Edward jest bardzo wygodny.
Nagle dotyk się zatrzymał, a uśmiech, który się pojawił na moich ustach parę sekund temu, zniknął, a zastąpił go wyraz niezadowolenia. Co jest?
- Witaj Bello.- Edward szepnął mi do ucha, a ja delikatnie otworzyłam oczy.
- Hej…- odpowiedziałam zaspanym głosem. – Która?
- Jest parę minut po dziesiątej, ale jak chcesz, to możesz jeszcze poleżeć. – i na takie słowa czekałam..
- Z wielką przyjemnością…- odprężyłam się i przytuliłam mocniej do Edwarda, a on ponowił swoją „wędrówkę” po mojej skórze. Taki relaks to ja popieram. …… Pisk! Podniosłam się.
- Will? – szepnęłam do siebie
- Hej, to nic takiego, piszczy tak od godziny. Nie wiem, o co mu chodzi, jak zszedłem tam machał skrzydłami, ale nic nie mogłem zrozumieć. – no tak, co on może zrozumieć z mowy ptaków.
- Eh, jednak muszę wstać. – usiadłam na łóżku, a Edward spojrzał na mnie zdziwiony. – Jeśli macha skrzydłami i piszczy, to znaczy, że ma wiadomość. Pewnie od Alury. – podniosłam się i skierowałam swoje kroki do salonu, a Edward szedł za mną. Pierwsze, co zobaczyłam, to stos małych liścików na mojej kanapie. – Miałam rację. – rozwinęłam jeden, a potem następny i następny. Nie chciałam sprawdzać kolejnych, bo ich wiadomość się powtarza.
„ Czekam i czekam, a portal nadal nieotwarty.”
- Ona chyba mnie zabije. – wyszeptałam, a potem poszłam do kuchni i wyciągnęłam sól.
- Co się stało?- zapytał mnie ukochany.
- Alura próbuje od godziny dostać się tutaj.
- A nie mogła się teleportować, albo przyjechać?
- Pewnie ma coś dużego i nie chce tego dźwigać. – wyszeptałam, sprawdzając, czy wszystko jest poprawnie narysowane. Nawet nie zdążyłam się odwrócić do miedzianowłosego, a portal się zaświecił i zaczęli się pojawiać moi przyjaciele.
- Następnym razem nie zrobię tak wiele dla ciebie. – powiedziała zła brązowowłosa.
- Przepraszam, spałam.
- Jasne, a Edward to potwierdzi.
- No w sumie…. –powiedziałam zakłopotana, a ona przyjrzała nam się uważniej. Chwilę nad czymś myślała, a potem z wielkim bananem na twarzy, rzuciła się na nas.
- Och, tak bardzo się cieszę! Już miałam się brać do roboty, ale widzę, że sobie poradziliście.- uśmiechnęła się szczęśliwa. – Dobra, koniec radości, czas do pracy. Jeśli nie macie na dzisiaj żadnych planów mamy pomysł na mały trening.
- Jasne, tylko się przebiorę, a gdzie chłopaki? – zapytałam zdziwiona, gdy zauważyłam ich nieobecność.
- Jesteśmy. Tylko się zastanawiamy, gdzie to wszystko położyć.- odezwał się Marco, spojrzałam w jego stronę i dopiero teraz zauważyłam stos walizek różnej wielkości.
- Co to?- zapytał Edward, który od czasu pojawienia czarodziejów nie odezwał się ani słowem.
- Trochę papierów, sprzętu i składników.- odpowiedział Lucyfer. – A jak ma się mój kurczaczek.- wyszczerzył ząbki z zadowolenia, tak bardzo, że przypomina mi w tym momencie Kota z Cheshira. ( I LOVE IT<3 -Kisielek.).
- Ciągle powtarza, że się zemści.- odpowiedział Edward i w ostatniej chwili złapał małą walizeczkę, która prawie spadła na ziemię.
- W jego snach. Ali, gdzie to postawić?
- Na zewnątrz, Bells nie ma sąsiadów, więc nie zaczadzimy nikogo.- chłopaki kiwnęli głowami i zabrali się za wynoszenie rzeczy na zewnątrz. Gdy tylko zamknęli drzwi, Alura pociągnęła mnie na kanapę i z uśmiechem na ustach zaczęła zadawać pytania.
- Kiedy wyznał ci miłość? Czy ty też mu powiedziałaś, co czujesz? Całowaliście się już? Co ci się w nim podoba najbardziej? Kiedy?…
- Hej nie tak szybko. – przerwałam jej, a ona z naburmuszoną miną spojrzała na mnie.- No dobra, ale powoli.
- Kochasz go? – wypaliła, a ja się zaczerwieniłam
- Tak i to bardzo. – gdy to powiedziałam ona pisnęła z zadowolenia i…poleciała do góry!
- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę! Wiedziałam, że będziecie razem, odkąd zobaczyłam was razem po raz pierwszy!  ( Chodzi nam o to, że kiedy Alura poznała Cullenów. –Autorki)
- Też się cieszę, ale złaź na dół!
- Sorka, niedawno uczyłam się lewitować i teraz jak tego nie utrzymuję, lecę do góry..
- Czyli miotła ci już nie potrzebna. – zaśmiałam się, a ona dała mi kuksańca.
- Co wam tak wesoło dziewczyny?- zapytał mój ukochany
- Nic, to ja się pójdę przebrać i idziemy trenować, ok.?- odpowiedzieli mi skinięciem głów, a ja skierowałam się na górę.Poszłam szybko do garderoby i przebrałam się w czarne legginsy, bordowy podkoszulek, a na to dżinsową kurtkę oraz bordowe trampki. Szybo wykonałam poranną toaletę i podbiegłam na dół, a na schodach jeszcze związałam włosy w kitkę.
- Możemy już iść – powiedziałam stając uśmiechnięta obok Edwarda.
- Okej, tylko wezmę jedną walizkę i możemy iść. – powiedziała Alura i chwyciła beżową walizeczkę. – No to w drogę.
Wyszliśmy na dwór i ruszyliśmy w stronę posiadłości Cullenów. Drogę przebyliśmy w milczeniu, ale ja i Edward cały czas trzymaliśmy się za ręce. To jest…takie przyjemne.
Gdy dobiegliśmy na miejsce, wszyscy tam na nas czekali. Pewnie to sprawka Alice.
- To, co? Gotowi na trening rodziny Salem? – zapytała wesoło, Alura, a wszyscy się uśmiechnęli z wyjątkiem Emma, który chyba o czymś myśli… Wow, on myśli!
- Salem…a to przypadkiem nie takie miasto?- zapytał głupkowato Emm
- Tak, ale i przy okazji moje rodzinne nazwisko. – powiedziała spokojnie Ali i głęboko odetchnęła.- Dobra, czas przygotować wasz tor przeszkód. Marco. – brunet stanął naprzeciwko niej i obydwoje zaczęli coś szeptać.
Nie wiem, o czym, bo nie znam tego języka, ale zaczęli, po jakim czasie wykonywać dziwne ruchy. Wyglądało to jak taniec. Obydwoje tańczyli to samo, ale po przeciwnych stronach. Nagle, obydwoje przestali, zatrzymując się w dziwnej pozycji. Nogi w rozkroku, kręgosłup wygięty do tyłu, a ich ręce złączyły się. Przez chwilę nic się nie działo, a potem z ziemi zaczęły wysuwać się skały, a trawa zaczęła twardnieć i rosnąć do góry. Zaczęły tworzyć się rozmaite skalne półki, po których spływała woda, która wydawała się nie mieć końca. Na płaskim terenie utworzyły się ogniste pierścienie i wulkany. Na wysokich szczytach było słychać jak mocny wiatr obija się o skały. To.. To jest piękne…
- Wow… a zrobicie mi taką figurkę? – zapytał głupkowato Emm, a my spojrzeliśmy na niego zdziwieni. – No, co, chcę mieć taką pamiątkę.
- Może, kiedy indziej, a teraz zapraszam na jedyny i niepowtarzalny tor przeszkód rodziny Salem! – wykrzyknęła Ali i wystrzeliła z swoich rąk sztuczne ognie, dodając ich pracy efektu „łał” ( tak mówi moja szalona ciotka J. – Kisielek). – To, kto pierwszy? – zapytała a wszyscy spojrzeli na siebie przestraszeni. – No weźcie, to tylko łatwiutki tor przeszkód. Nic wam się nie stanie, jedynie możecie mieć problem przy paru przeszkodach, ale na tym polega trening. – Nic, cisza…
- Może pokażesz jak ma wyglądać ta trasa? – zapytała Rozalia, a wszyscy jej przytaknęli.
- Dobra. Patrzcie i się uczcie. – powiedział zła Alura i stanęła do nas plecami.
- Gotowa? Start!- Marco dał znać swojej dziewczynie, a ona wystrzeliła jak z procy. Najpierw pobiegła do wielkiej trawy, w której chyba łatwo się zgubić, lecz ona szybko się z nią uporała i pobiegła w stronę wodospadu. Nie wiedziałam, co Am ma robić, póki nie zobaczyłam brunetki w akcji. Sprawnie i bez żadnego problemu wspinała się w górę wodospadu, mimo, że woda utrudnia wspinaczkę. Gdy dotarła na sam szczyt, zachwiała się, widziałam lekki strach na jej twarzy, ale zniknął tak samo szybko jak się pojawił. Wyprostowała się pewnie i zaczęła… skakać po szczytach skalnych, ani razu się potem nie zachwiała! To jest niewiarygodne! Przyszedł czas na ognistą ziemie. Gdy „zeskoczyła” na ziemię, zaczęła walczyć z ognistymi pierścieniami, które raz to raz zbliżały się, prawie ją raniąc. Nie zapomniałam o wulkanach, które nie przestawały wybuchać, nie pozwalając jej przejść łatwymi drogami. Na szczęście, Alura łatwo obeszła „ zabezpieczenia” i stanęła uśmiechnięta obok nas.
- Trzy minuty i trzydzieści trzy sekundy, twój nowy rekord. – odparł wesoło Marco i z przypływu radości pocałował fioletooką
- Ej, nie przy innych. – krzyknął misiek, a reszta się zaśmiała, a ja razem z nimi
- Skoro taki jesteś mądry, proszę bardzo pokonaj ten tor, ale tak, jakbyś był człowiekiem. Kurczaczku- powiedział wesoło Lucyfer, a Emmett spojrzał na niego, jak by miał go zamiar zamordować
- Spoko. Kocie, ale potem ty. – on kiwnął głową i tak się zaczęło. Każdy przynajmniej raz pokonał ten tor i każdy miał wiele problemów. Najlepiej poszło Alice, ona skakała jakby była do tego szkolona, ale to pewnie przez wizje. Emm do końca dnia wyśmiewał się z biednego Luc’a, który pokonał tor o parę sekund dłużej od miśka.

a teraz taki bonus ode mnie:
dzisiaj miałam ślubowanie i jeden chłopak śpiewał tą piosenkę
niestety nie mam na razie filmiku z tego " występu"
ale powiem tylko tyle, że dansowaliśmy sobie a maxxa ;D
pewnie większość zna ten kawałek ;D
Do napisania
Kisielek ;D
i
Aniołek B. :P
Przed wami Katy Perry Hot N Cold 

niedziela, 1 września 2013

.: Rozdział 21 - Atak :.

Hej ludziska, tu wasza szalona Aniołek B.
i zwariowany Kisielek ;D
ogłaszamy, że wyrobiłyśmy się z rozdziałem
i napisałyśmy go na czas ;D
Dlatego pod rozdziałem w przypływie radości....
... napiszemy wam krótki zwiastun tego,
 co się prawdopodobnie wydarzy....
A teraz koniec wesołych nowin,
because... skończyły się wakacje
dlatego na znak pamięci naszych kochanych wakacji zapalmy znicze
[*]
[*]
jak chcecie, zapalcie swoje;(
to na tyle, do zobaczenia za tydzień ;D
mamy nadzieje...
PS: Proszę zostawiać informacje o NN w zakładce SPAM
jest tuż nad rozdziałem
PPS: Sylwias27 wznowiła działalność w blogosferze
i poprosiła mnie o poinformowanie, że otworzyła nowego bloga:
_________________________________________

Rozdział 21
„Atak”
            I tak jak wcześniej, pochłonęło nas światło. Tylko tym razem nie rozdzieliło nas, a my znaleźliśmy się w Forks, a dokładniej w altance, którą zapamiętam do końca swych dni. Tutaj Edward wyznał mi miłość, a ja zaryzykowałam i powiedziałam, co do niego czuję. To był ryzykowny ruch, ale to zrobiłam i nie żałuję decyzji.
            Zyskałam miłość i wolność. Nie taką wielką, ale wolność, bo nie będę musiała opuszczać mojej miłości, ani jego rodziny, którą bardzo pokochałam. Przez pięć lat zapomniałam, co to jest miłość rodzicielska. Oczywiście babcia była bardzo kochana i bardzo dobrze się mną opiekowała, ale to nie to samo. Carlisle i Esme przez te kilka dni, przypomnieli mi o tym. Emmett rozbawia mnie nawet o tym nie wiedząc, a Rosa, mimo tego, że wydaje się być chłodna, jest wspaniałą przyjaciółką. Jasper i Alice są jak moje rodzeństwo, którego nigdy nie miałam. Zrozumieją i doradzą w każdej sprawie. Edward zaś, jest miłością, której nigdy nie zaznałam. Zostanę tu i nikt tego nie zmieni.
            Tak się zamyśliłam, że dopiero dotyk dłoni ukochanego wybrudził mnie z zamyślenia. Delikatnie dotknął mojego policzka, jakby bał się, że zaraz zniknę i nigdy nie wrócę. Nigdy w życiu. ( tak nawiasem mówiąc, fajny POLSKI film; P – Kisielek.). Złapałam jego dłoń, zanim ją zabrał i przytuliłam się do niej.
- Nie zniknę Edwardzie.  Zostaję z wami na wieki. – uśmiechnął się na te słowa i zamknął mnie w swoim uścisku.
- Ekhem… Nie przeszkadzamy wam gołąbki?- usłyszałam rozbawiony głos miśka, oraz chichot trzech osób. Oderwałam się od Edwarda i spojrzałam w tamtą stronę. Nie zdążyłam jednak nic więcej zobaczyć, bo czarna mała plama rzuciła się na nas.
- Tak bardzo się cieszę, że jesteście razem, tak długo na to czekałam. Już miałam interweniować, ale Alura mi zabroniła. Posłuchałam jej, ale gdybym…
- Alice! –przerwałam jej, a ona spojrzała na mnie przestraszona. – Zwolnij i to dosłownie, co by się stało jakby cię ktoś zauważył? – ona odetchnęła z ulgą i przytuliła się do mnie, prawie miażdżąc mi płuca.
- O nic się nie martw. Już jest grubo po zabawie, wszyscy już poszli, a my nie mogliśmy was znaleźć. Przeszukaliśmy okolicę chyba ze sto razy i dopiero teraz was wyczuliśmy.- powiedziała z wyrzutem. Zachichotałam, tak jak reszta, niestety nie jestem wampirem i poczułam zmęczenie i ziewnęłam. Po tak ciężkim dniu, jaki anioł by nie był.
- Wiecie, opowiemy wam jutro, Bella jest zmęczona, a ona wie więcej o tym miejscu gdzie byliśmy, niż ja. – wszyscy kiwnęli zgodnie głową, a ja w podzięce uśmiechnęłam się do miedzianowłosego. Ruszyliśmy równym tempem w stronę aut, a w między czasie Emmett opowiadał jak to pokonał jakiegoś chłopaka, w kostiumie kaczora Donalda, w konkursie na najzabawniejszy kostium. Oczywiście, chwalił się zwycięstwem żony w konkursie na najładniejszy kostium. Jednak tuż przed tym jak wsiadłam do auta Edwarda, usłyszałam coś. Zareagowałam od razu i poszłam w stronę dźwięku. Wszyscy patrzyli na mnie dziwnie.
- Co się dzieje?- zapytał Edward, który razem z resztą rodzeństwa, stanął obok mnie. –Co to…- nie dokończył, ponieważ pewnie zobaczył uśmiech na mojej twarzy. No, co? Jak tu się nie cieszyć, jeśli w twoją stronę nie zmierza twój przyjaciel.
- Spokojnie, to Will. – wszyscy odetchnęli z ulgą, w tej samej chwili usłyszeliśmy „krzyk bojowy „ ptaka i w jednej chwili… zaatakował Emma!
- Aaaaaa!!! Zabierzcie go ode mnie! – krzyczał i wymachiwał dłońmi, a ja nie wiedziałam, co robić.
- Will, uspokój się. Proszę! – nie wiem, co go opętało, ale nagle jego ruchy zaczęły robić się wolniejsze, a on zaczął opadać w dół. Zareagowałam w ostatniej chwili i złapałam ptaka. Oddychał, ale był nieprzytomny.
- Will, hej, obudź się! – co się dzieje?!
- Bello spokojnie, uśpiłem go. Obudzi się za parę godzin. – powiedział spokojnie Jasper, a ja odetchnęłam z ulgą. – A tak właściwie, dlaczego zaatakował Emma? Przecież widział go wcześniej i nie wykazywał negatywnych emocji.
- To, dlatego że Will nienawidzi minionków. Podczas Halloween, dwa lata temu, to jakiś dzieciak przebrany za niego, zaczął rzucać w Willa cukierkami. Niestety trafił go w oko i prawie stracił wzrok. Od tego czasu nienawidzi minionków. – gdy skończyłam opowiadać, wszyscy mieli wymalowany smutek i współczucie na twarzy- No dobra, chodźmy już, bo zaraz się obudzi i znowu zaatakuje miśka.- wszyscy zgodzili się ze mną i pojechaliśmy do domu, oczywiście, Edward odwiózł mnie najpierw.
- Dzięki za miły wieczór i do zobaczenia- uśmiechnęłam się do niego i tym razem to ja pocałowałam go w policzek.
- Tak, do zobaczenia. – zamknęłam za sobą drzwi i skierowałam się w stronę domu. Gdy, jakimś cudem, otworzyłam drzwi do domu, usłyszałam jak odjeżdża Edward. Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie o miedzianowłosym. Ciekawe jak teraz będzie wyglądać moje życie. Czy będzie ono długie i szczęśliwe, czy krótkie? Czas pokaże, a na razie muszę zdjąć z siebie ten kostium.
            Położyłam delikatnie ptaka na kanapie w salonie i skierowałam się w stronę swojego pokoju. Gdy przekroczyłam próg mojego „królestwa”, skierowałam swoje kroki w stronę łazienki. Przebrałam się tam w wygodną pidżamę, składającą się z spodni dresowych i niebieskiej bluzki z szarym sercem. Następnie zdjęłam perukę i siatkę, która trzymała moje włosy pod nią. Nadal nie wiem jak one zdołały je tam zmieścić. No nic, zmyłam jeszcze makijaż i wykonałam resztę czynności. Gdy nareszcie skończyłam, padłam nieżywa na łóżko. Od razu moje powieki opadły ze zmęczenia, a ciało ułożyło się w wygodną pozycję. Chodź czuję, że brakuje mi kogoś, próbuję zasnąć…
            Już prawie zasypiałam, gdy usłyszałam ruch obok. Byłam pół przytomna i nie słyszałam, ani nie czułam, kto to. Niewiele myśląc, skoczyłam na tajemniczą osobę, a z wody, którą „wyjęłam” z wazonu obok, uformowałam nóż. Przewróciłam włamywacza na plecy i usiadłam na nim okrakiem przytrzymując przy jego szyi nóż. Minęło kilka sekund zanim skapnęłam się, kim jest włamywacz.
- Edward, przestraszyłeś mnie. – powiedziałam z wyrzutem, a chłopak nadal patrzył na mnie ze zdziwieniem.- Co ty tu robisz?
- Przyszedłem do ciebie, stęskniłem się i pomyślałem, że może jeszcze nie śpisz. Ale widzę, że jednak nie, więc…
- Nie, zostań. – łapię go za rękę w ostatniej chwili, bo już chciał wyskoczyć przez okno.- Będzie mi się lepiej spało, jeśli zostaniesz. – uśmiechnęłam się do niego zachęcająco, a on odwzajemnił uśmiech i przybliżył się do mnie.
- Gdzie mogę usiąść?
- Nie usiąść, położyć. Kładziesz się obok mnie. – powiedziałam tonem, nie znoszącym sprzeciwu. No, co? Zyskałam miłość życia, nie mam zamiaru odsyłać chłopaka z kwitkiem, jak przychodzi.
            Odsunęłam się troszkę na bok, a Edward wskoczył obok mnie pod kołdrę. Nie wiedziałam, co teraz zrobić. Na szczęście, on wiedział. Przysunął się do mnie bliżej i przyciągnął mnie do siebie. Tak, że moja głowa i ręka, spoczęły na jego klatce piersiowej, a on mógł objąć mnie w pasie.
- Zdecydowanie to najwygodniejsza pozycja, w jaką kiedykolwiek się ułożyłam – szepnęłam, a następnie przytuliłam się mocniej do Edwarda.
- Moja też, ale nie jest ci za zimno? Wiesz, jestem zimny, a ty ciepła…
- Nie, moja skóra reaguje na zmianę temperatury. Gdy jest zimno, albo coś zimnego mnie dotyka, ja czuję ciepło i na odwrót. Gdy jest ciepło lub coś ciepłego mnie dotyka, to czuję zimno. – ziewnęłam. –Taka to ja jestem dziwna.
- Nie dziwna, wyjątkowa. I za to i za wiele innych rzeczy cię kocham. – usłyszałam, zanim odpłynęłam w objęciach Morfeusza…

UWAGA:
W następnym rozdziale:
Alura z ekipą wracają z Mirabilli z nowym eliksirem, czy tym razem wypali?
Jak Emmett chce ukarać Lucyfera, za poprzedni kawał? 
I czy mu się on uda ?
Na te pytania i wiele więcej dowiecie się w następnym rozdziale ;D
Pozdrawiamy:
Aniołek B.& Kisielek